http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Chcemy normalności. Tylko tyle

Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
2010-05-18, ostatnia aktualizacja 2010-05-18 10:46

Niech pracownicy sami płacą składki. Niech zobaczą, ile ze swoich ciężko zarobionych pieniędzy oddają do kasy państwa, ile pieniędzy dopłaca za nich do ZUS-u pracodawca. Wtedy wizerunek przedsiębiorcy się poprawi - piszą czytelnicy

Przedsiębiorca, nie przestępca
Gawłowski
Przedsiębiorca, nie przestępca
Marek Goliszewski
fot. Cezary Aszkielowicz / AG
Marek Goliszewski
Andrzej Arendarski
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Andrzej Arendarski
Przedsiębiorca, nie przestępca
Przedsiębiorca, nie przestępca
Roman Kluska nie jest jeden. Romanów K., jak piszą nasi czytelnicy, są w kraju setki albo i tysiące. Tyle że o wielu z nich opinia publiczna nigdy nie usłyszy. Ich firmy nie istnieją -zniszczone przez błędy wymiaru sprawiedliwości albo urzędów skarbowych. Procesy w ich sprawach trwają pięć, dziesięć i więcej lat. I na te lata przykleja się do nich etykieta aferzystów czy po prostu złodziei.

Co zrobić, aby takie przypadki zdarzały się rzadziej?

Dziś oddajemy głos czytelnikom i ekspertom.

Niech pracownicy sami płacą składki

Z sondażu "Gazety" dowiedziałem się, że połowa Polaków nie ma zaufania do przedsiębiorców. O ile wyniki tego sondażu są ogromnie niepokojące i stawiają pod znakiem zapytania nadzieje związane z możliwą przemianą mentalności polskiego społeczeństwa w ciągu ostatnich 20 lat, o tyle nie powinny za bardzo dziwić. Dlaczego? Ponieważ państwo (tj. obowiązujące prawo i przestrzegający go urzędnicy) sporo robi, aby taki właśnie sposób postrzegania przedsiębiorcy był utrwalany w społecznej świadomości. Jaki cel przyświeca takim działaniom? Nie wiem. Podejrzewam, że chodzi tu o swoistą walkę o rząd dusz: na tle "krwiożerczych" przedsiębiorców nasza państwowa biurokracja ma jawić się jako jedyna instancja biorąca w obronę uciśnionego, bezbronnego i bezlitośnie wykorzystywanego pracownika.

W tym celu starannie maskuje się przed społeczeństwem wszystkie przypadki, kiedy to państwo "zabiera", a uwypukla się sytuacje, w których państwo "otacza opieką". Służą do tego proste metody. Przykład pierwszy z brzegu: pracownik dostaje na rękę wyłącznie pensję netto. Efekt? Nie widzi, ile ze swoich ciężko zarobionych pieniędzy oddaje do kasy państwa, nie widzi również, ile pieniędzy dopłaca za niego do ZUS-u pracodawca. Słyszy co prawda gdzieś w mediach, że ZUS dużo bierze, ale czy można w to wierzyć? W końcu to właśnie ZUS będzie Świętym Mikołajem, który będzie wypłacać upragnioną emeryturę. A że pensja jest niska? Winny jest pracodawca, który - gdyby mógł - najpewniej wycisnąłby jeszcze trochę z biednego Kowalskiego.

Może sprawa wyglądałaby nieco inaczej, gdyby pracodawca, zamiast wręczać pracownikowi 1 tys. zł wypłaty, przelewał na jego konto kwotę 1587,30 zł i prosił o samodzielne uregulowanie ZUS-u i podatku (287,72 zł ZUS pracownika, 247,58 zł ZUS pracodawcy + FP i FGŚP oraz 52 zł zaliczki na PIT). Bolałoby? Na pewno.

Czytelnik

Niech każdy sam płaci za biegłych

Proponuję zmiany przy powoływaniu biegłych. Wprowadźmy rozwiązania kanadyjsko-amerykańskie.

Tu każda ze stron sama powołuje specjalistów, którzy wystawiają opinie, i im płaci. Najpierw robi to strona oskarżająca. Opinia lub opinie ich specjalistów są następnie przekazywane stronie oskarżonej i jej eksperci po zapoznaniu się z treścią wcześniej przygotowanej opinii ustosunkowują się do niej pisemnie. Później prawnicy każdej ze stron przesłuchują biegłych rzeczoznawców strony przeciwnej.

Takie przesłuchanie pojedynczej osoby trwa od kilku godzin do kilku dni i wszystkie detale sprawy są omawiane. Każde słowo takiego przesłuchania jest zapisywane przez zaprzysiężonego urzędnika sądowego. Dopiero kiedy po takich przesłuchaniach i zapoznaniu się obu stron z opiniami specjalistów strony się nie porozumieją, sprawa trafia przed oblicze sędziego. Przed rozprawą sądową sędzia często bez obecności ławników przesłuchuje i zatwierdza ekspertów na podstawie ich doświadczenia w dziedzinie, którą reprezentują.

Czyli sąd nie ma bezpośredniego wpływu na wybór biegłych, ale też opinie biegłych nie obciążają kasy sądu. Unika się również dzięki temu kumoterstwa, bo każda ze stron płaci swojemu biegłemu i chce mieć najlepszych ekspertów, aby sprawę wygrać.

Imię i nazwisko do wiadomości redakcji

Zapytaj, nie najeżdżaj

W czasach zwanych potocznie komuną też policja zabezpieczała różne dokumenty na wniosek prokuratorski. Ale to odbywało się zupełnie inaczej. Do firmy przychodziło pismo, w którym wnoszono o udostępnienie lub przekazanie dokumentów. A gdy to było nieskuteczne, następowała wizyta milicji - wizyta, nie przeszukanie.

Dziś nikt nikogo się nie pyta. Wpadają panowie w kominiarkach i jest po sprawie. Poza tym prokuratorzy w Polsce to ludzie niedouczeni, bez przygotowania, nieumiejący czytać dokumentów, lekceważący prawa osób niebędących stroną w śledztwie. Mam przeszło trzydziestoletnią praktykę w zawodzie księgowego i wiem, co mówię.

Księgowy

Uprościć podatki

Skomplikowany, mętny system finansowo-podatkowy jest przyczyną opisanych, godnych pożałowania faktów (oprócz tego tworzenie się patologii po stronie biznesu i po stronie urzędów). Tylko prosty, nieskomplikowany i nieprzewidujący odliczeń pobór podatków powoduje brak stresu u przedsiębiorców, brak konieczności zatrudniania doradców finansowych, prawników itd.

Jedynym łatwym do bieżącej kontroli systemem podatkowym jest ten, w którym przedsiębiorca płaci podatek od OBROTÓW (nie ma w systemie VAT-u, CIT-u i innych tego typu), a każdy prowadzący działalność gospodarczą musi!!! mieć kasę fiskalną (i np. co tydzień zanosi do urzędu skarbowego określony procent). Nie ma odliczeń.

To jest proste i odchudza aparat urzędniczy...

Czytelnik



Dla Gazety

Marek Goliszewski, prezes Business Centre Club

W każdym cywilizowanym kraju człowiek przedsiębiorczy jest poważany za pomysły i tworzenie miejsc pracy, umożliwienie innym zarabiania pieniędzy i płacenia podatków na utrzymanie państwa.

Być może nasze społeczeństwo nie ma złych intencji, ale jego reakcje są odwrotne. Wynika to z niskiego stanu wiedzy o zasadach rynkowych, podstawach ekonomii i wyczerpującej pracy ludzi prowadzących działalność gospodarczą. Górę biorą tzw. znamiona zewnętrzne i emocje. Dlatego w imieniu wszystkich członków BCC i swoim własnym, a myślę, że i trzymilionowej rzeszy polskich przedsiębiorców, wyrażam uznanie dla "Gazety Wyborczej" i autorów akcji.



Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej

Od ponad 20 lat środowisko przedsiębiorców zmuszone jest zmagać się nie tylko ze złym prawem, nieprzychylnymi urzędnikami, ale także z negatywnym odbiorem społecznym. Dla wielu Polaków przedsiębiorca - jak za PRL-u - to "geszefciarz", "prywaciarz" i "oszust". Bezpodstawne i często publiczne aresztowania, instrumentalne wykorzystywanie wymiaru sprawiedliwości wobec przedsiębiorców, "afery" i komisje śledcze, których głównymi bohaterami są przedsiębiorcy, a także inne formy deprecjonowania biznesmenów - to wszystko wywiera silny wpływ na opinię społeczną i jej stosunek do biznesu (...)

(...)Ukształtował się pewien mechanizm napędzający generowanie złych opinii o biznesie. Populistyczni politycy, w których świadomości pozostały rudymenty PRL-owskiego stosunku do gospodarki rynkowej, wykorzystują te same cechy obecne w świadomości społecznej i kreując się na jedynych sprawiedliwych, rozpętują kampanię antybiznesową. Nastroje polityków z kolei wyczuwane są doskonale przez wymiar sprawiedliwości, a szczególnie prokuraturę, która wie, że może sobie na wiele pozwolić. Potwierdzają to ciągnące się w nieskończoność areszty, tzw. wydobywcze, aresztowania bez należytego uzasadnienia i wreszcie brak jakichkolwiek konsekwencji służbowych czy karnych za działania niszczące ludzi i ich majątek.

Cieszę się, że media - a w szczególności "Gazeta Wyborcza" - zaczynają dostrzegać ten problem i stają się naszymi sojusznikami. Przestrzeganie zasad praworządności w stosunku do przedsiębiorców to nie jest wyłącznie sprawa tego środowiska, przeciwnie - to jeden z podstawowych elementów funkcjonowania państwa prawa!





Czego się domagamy

Razem z ekspertami, prawnikami i przedstawicielami organizacji przedsiębiorców przygotowaliśmy listę najpilniejszych zmian

1. Sąd powinien mieć możliwość umorzenia sprawy, jeżeli prokurator przez lata nie jest w stanie ukończyć śledztwa. Tak jest np. w Austrii.

2. Ministerstwo Sprawiedliwości powinno powołać centralny rejestr z biegłymi do spraw gospodarczych.

3. Wymiar sprawiedliwości powinien opracować system okresowego rozliczania prokuratorów za ich błędy (i sukcesy też). Dziś prokurator może sześć-siedem lat stawiać niewinnemu człowiekowi bezpodstawne zarzuty i nie ma to żadnego wpływu na jego awans.

4. Prokuratorzy zajmujący się sprawami gospodarczymi mają być regularnie szkoleni. Dziś niektórzy nie potrafią nawet czytać bilansów firm. Uczą się na własną rękę i za własne pieniądze.

5. Prokurator piszący akt oskarżenia przeciwko Kowalskiemu ma chodzić na rozprawy sądowe, na których Kowalski jest sądzony. Niestety, powszechną praktyką jest wysyłanie na rozprawy tzw. prokuratora słupa, który jako dyżurny obskakuje wszystkie sprawy na wokandzie, nie zna żadnej. Jego niewiedza wydłuża tylko postępowanie.

Źródło: Mój Biznes
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów