Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Przed tygodniem Jacek Sobala pojawił się na koncercie ku czci ofiar smoleńskiej katastrofy. Miał on charakter wiecu wyborczego, a naczelny gazety Tomasz Sakiewicz nie ukrywał, że chodzi o poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego. Sakiewicz przedstawił Sobalę jako dyrektora "Trójki". - Bardzo was proszę, uwierzcie, że jest możliwe, żeby Polska była nasza, żeby Polska była dla nas. Bardzo was proszę, uwierzcie w to, że możemy skończyć z tym łajdactwem, że możemy skończyć z tymi kłamstwami - mówił m.in. Sobala. Kilka razy przerywano mu oklaskami.
Czy miał zgodę na to wystąpienie? Wojciech Poczachowski z zarządu (z rekomendacji
PiS, zajmuje się Programem III) powiedział "Gazecie", że szef "Trójki" nie został na wiec delegowany przez zarząd. - A skoro nie był upoważniony do tego występu, to znaczy, że wypowiadał się w swoim prywatnym imieniu - mówi.
Ale został przedstawiony jako dyrektor "Trójki". - A co mówi Jacek Sobala?
Że występował w imieniu Jacka Sobali. - To niech tak zostanie. Mówił rzeczy oczywiste w swoim własnym prywatnym imieniu.
Miał prawo występować na wiecu wyborczym? - Jest wolnym obywatelem i może przebywać, gdzie chce.
Uchwala zarządu z kwietnia tego roku wprost wyklucza pracę - płatną i bezpłatną - na rzecz kampanii wyborczej. To nie dotyczy tej sytuacji? - Nie. Zarząd nie może podjąć uchwały, że pracownicy
radia nie mogą prywatnie gdziekolwiek się wypowiadać. Nie ma żadnego problemu Sobali.
KRRiT już 10 lat temu zabroniła dziennikarzom i władzom mediów publicznych angażowania się w kampanie wyborcze. Wtedy była to reakcja na włączenie się członków władz regionalnych rozgłośni publicznego radia w kampanię wyborczą na rzecz kandydata
SLD Aleksandra Kwaśniewskiego. Marek Jurek, wtedy pomysłodawca uchwały Rady, dziś mówi, że Sobala nie powinien był występować na wiecu "Gazety Polskiej".