http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Koniec epoki kredy

Aleksandra Pezda, aa, al
2010-05-17, ostatnia aktualizacja 2010-05-17 08:21

Internetowa powódź po cichu zalewa szkołę. A szkoła? - To muzeum kredy i gąbki - mówi nauczyciel Grzegorz Lorek. W ankiecie "Gazety" połowa z 2 tys. uczniów przyznała, że ich prace domowe w dużej mierze pochodzą z sieci

ZOBACZ TAKŻE

Klikaj: www.szkola20.blox.pl, pisz: szkola-20@gazeta.pl



W Polsce ponad 91 proc. uczniów ma w domu komputer, większość z dostępem do internetu (Diagnoza Społeczna 2009). Prawie wszystkie szkoły wyposażone są w komputery, które przeważnie stoją w pracowniach informatycznych i bibliotekach. Na innych przedmiotach komputerów nie ma.

- U nas z komputerów korzysta się głównie na lekcjach informatyki, na Zachodzie - do nauczania każdego przedmiotu - mówi dr inż. Elżbieta Gajek-Kawecka z Uniwersytetu Warszawskiego, autorka książki "Edukacja językowa w społeczeństwie informacyjnym".

- Szkoła udaje, że internet nie istnieje. Niektórzy nauczyciele nie mają nawet adresu poczty elektronicznej. Ja też jestem "digital immigrant", bo pochodzę z czasów sprzed internetu. A uczniowie są "digital native". Przyrośnięci do sieci, żyją w awatarze - mówi Grzegorz Lorek, nauczyciel biologii z Leszna. - Potem się z tego awatara wyrywają na chwilę i przychodzą do szkoły. I co tam na nich czeka? Ja - nauczyciel przy tablicy, z kredą. Bo pracuję w muzeum kredowego realu. Jak ja mam im z tą kredą w ręce kaganek oświaty ponieść?

Jak naprawdę jest z polską szkołą w dobie sieci? Po co w ogóle nam szkoła, skoro w domu jest internet? I kim powinien być dziś dla uczniów nauczyciel?

Postanowiliśmy to sprawdzić. Posłaliśmy 25 reporterów do szkół - do podstawówek, gimnazjów, liceów w dużych i małych miastach. Wrócili do szkół, które kończyli - niektórzy nawet 30 lat temu. Od dzisiaj przez cały tydzień w "Gazecie" będą się dzielić tym, co odkryli.

- Szóstoklasiści już nie pamiętają alfabetu, bo korzystają z internetowego słownika. Mówią skrótami, zdania są coraz uboższe. Język SMS-ów wyszedł z komórek, jest w mowie potocznej - żali się Izabela Wyciszkiewicz, młoda polonistka z podstawówki w Dusznikach-Zdroju.

- Pytam uczniów: "Skąd dziś czerpiemy wiedzę?", oni na to: "Otwiera się Wikipedię i przepisuje". Pytam, który był ostatnio w bibliotece. Słyszę: "Ja, na www.biblioteka.pl" - rozkłada ręce historyk z tej samej szkoły.

Nasi reporterzy przeprowadzili ponad dwa tysiące ankiet wśród uczniów. Pytali, jak wykorzystują internet. Wyszło m.in., że prawie połowa (44,6 proc.) pisze prace domowe "w dużej mierze" z internetu!

Co z tym robi szkoła? Okazuje się, że tylko co trzeci z ankietowanych miał lekcje o wykorzystywaniu internetu (np. o Wikipedii, Facebooku, Google'u).

- Polska szkoła przygotowuje do świata, którego już nie ma. Bazuje na dydaktyce, sposobach opisywania rzeczywistości rodem z XIX wieku. Wtedy rytm lekcji i przerw miał przygotować do funkcjonowania w fabryce, bo takie było życie na zewnątrz. Ale już nie jest. I trzeba wyciągnąć z tego wnioski - mówi Witold Kołodziejczyk, twórca Collegium Futurum w Słupsku, redaktor naczelny czasopisma "Edukacja i Dialog".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    26 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':