Chodzi o koncert zorganizowany przez "Gazetę Polską" na Placu Teatralnym miesiąc po smoleńskiej katastrofie. Na koncercie wystąpił m.in. Jan Pietrzak, członek komitetu honorowego Jarosława Kaczyńskiego (w 2005 był w komitecie Lecha Kaczyńskiego, a w 2007 oficjalnie poparł
PiS w wyborach parlamentarnych). Naczelny "GP" Tomasz Sakiewicz zapraszając na koncert, nie ukrywał, jaki ma mieć charakter - że chodzi o kampanię wyborczą Jarosława Kaczyńskiego. Napisał, że "od katastrofy pod Smoleńskiem wszystko w Polsce jest inne. Przede wszystkim jednak inna jest stawka, o którą gramy. (...)
Rosja sięgnęła po Europę Środkowo-Wschodnią i jej walka o panowanie energetyczne w regionie zamienia się w zwykły podbój, nie zawsze środkami pokojowymi. (...) Polska nie tylko utraciła elitę władzy, ale została też z rządem, którego premier niedawno jeszcze przekonywał, że nie potrzebujemy armii (bo nikt krajowi nie zagraża), marszałek Sejmu głosował za utrzymaniem ostatniej postsowieckiej służby w III RP, minister spraw zagranicznych przeżywa poważne problemy emocjonalne. Ci ludzie muszą odejść, bo nawet ostatnie wydarzenia pokazują, że nie są w stanie się zmienić. (...). Nie mam wątpliwości, że kluczem do obrony Polski przed wpadnięciem w rosyjską strefę wpływów jest zwycięstwo wyborcze Jarosława Kaczyńskiego. Pozostali kandydaci prawicy, którzy w normalnych warunkach mieliby święte prawo walczyć o jego elektorat, w tej sytuacji muszą się wycofać. Inaczej trudno będzie ich działania ocenić inaczej jak pomoc przeciwnikowi w bardzo trudnej sytuacji kraju. Włączmy się w tę walkę, bo nie chodzi o żadną partię i żadną politykę."
Byłem tam prywatnie jako dziennikarz Na wiecu pojawił się szef radiowej "Trójki" Jacek Sobala (Sakiewicz ma na antenie III programu audycję publicystyczną). Głęboko
ukłonił się publiczności i mówił: "Bardzo was proszę, uwierzcie, że jest możliwe, żeby Polska była nasza, żeby Polska była dla nas. Bardzo was proszę uwierzcie w to, że możemy skończyć z tym łajdactwem, że możemy skończyć z tymi kłamstwami W prawdziwie wolnej Polsce, to łajdak powinien czuć strach, a przyzwoity, normalny człowiek powinien mieć możliwość, żeby wychowywać swoje dziecko i żeby mu bez trudu tłumaczyć co to jest dobro, a co to jest zło". Kilka razy przerywano mu oklaskami.
Sobala w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" broni się: - Nie zrobiłem niczego złego, nadzwyczajnego. Byłem tam jako Jacek Sobala, każdy niezależny dziennikarz ma prawo się wypowiadać w imieniu obywateli i społeczeństwa.
"Gazeta": Co miał Pan na myśli mówiąc "Bardzo was proszę, uwierzcie, że jest możliwe, żeby Polska była nasza"? - Nie będę robił egzegezy tych kilku prostych zdań. Ludzie do których mówiłem, doskonale rozumieli, co mówię.
A jak rozumieć te pańskie słowa: "Bardzo was proszę uwierzcie w to, że możemy skończyć z tym łajdactwem, że możemy skończyć z tymi kłamstwami"? - Proszę wybaczyć. Nie będę wygłaszał egzegezy każdego zdania, to są proste zdania. Bardzo dziękuję, już nie mogę rozmawiać.
Co na to regulamin Obecność na takim wiecu jest sprzeczna z wewnętrznymi zasadami Polskiego Radia i dokumentami
KRRiT. Jak podczas każdych poprzednich wyborów, tak i teraz zarząd Polskiego Radia uchwalił (21 kwietnia 2010 r.), że dziennikarze PR nie mogą angażować się w kampanię któregokolwiek z kandydatów (to na podstawie podobnej uchwały poprzednia szefowa "Trójki" Magda Jethon zawiesiła na czas kampanii do PE Wojciecha Cejrowskiego, ponieważ wystąpił w reklamówce jednego z kandydatów Marka Jurka). Zarząd Polskiego Radia do tej pory sprawą Sobali się nie zajął.
Również KRRiT zabrania dziennikarzom i władzom mediów publicznych angażowania się w kampanie wyborcze. KRRiT przyjęła w tej sprawie dwa tzw. "stanowiska": w roku 2000 (wybory prezydenckie) i w 2001 (parlamentarne). W pierszym czytamy m.in. "Członkowie kierownictw mediów publicznych nie mogą angażować się po stronie jakiegokolwiek kandydata" W drugim, że "nadawcy publiczni powinni zadbać o to, aby dziennikarze i inni pracownicy spółek publicznej radiofonii i telewizji nie uczestniczyli w prowadzeniu kampanii wyborczej w jakiejkolwiek formie".
- To był pomysł mój i Jarosława Sellina - mówi "Gazecie" Marek Jurek, wówczas członek KRRiT (z rekomendacji AWS), dziś kandydat na prezydenta - to była reakcja na informacje o zaangażowaniu się członków władz regionalnych rozgłośni publicznego
radia w kampanię wyborczą na rzecz kandydata Sojuszu Aleksandra Kwaśniewskiego. Ta wówczas ustanowiona przez Krajową Radę norma obowiązuje do dziś. Marek Jurek mówi, że Sobala nie powinien był występować na tym, wiecu, chyba że "nie miał pojęcia, jaki jest jego charakter". Pytany, czy szef "Trójki" powinien zostać zawieszony, odparł, że "ponieważ jest kandydatem na prezydenta, więc nie chce się wypowiadać w sprawie kampanii innego kandydata".
Kołodziejski: Trudno się z Sobalą nie zgodzić Szef KRRiT Witold Kołodziejski (z rekomendacji PiS) jest zdziwiony, gdy pytam, go o obecność Sobali na koncercie "Gazety Polskiej": - Co ja mam z tym wspólnego? - dopytuje. Potem twierdził, że to nie był wiec wyborczy, tylko koncert ku czci ofiar smoleńskiej katastrofy i że nie było tam kandydata na prezydenta.
"Gazeta": Był tam Jan Pietrzak z Komitetu Honorowego Jarosława Kaczyńskiego, a organizator czyli Sakiewicz wprost napisał, że chodzi o poparcie wyborach kandydata PiS. - Ja mogę tylko tyle powiedzieć, że to był koncert ku czci ofiar smoleńskiej katastrofy. A pan Sobala powiedział coś, z czym trudno się nie zgodzić.
Jak Pan rozumie jego słowa: "Bardzo was proszę, uwierzcie, że jest możliwe, żeby Polska była nasza".Czyli czyja? W czyim imieniu wypowiada się Sobala - "Trójki", zarządu radia? - Jak ja mam odpowiadać na te pytania, skoro to nie ma nic wspólnego z tym, o co pani pyta, czyli z wiecem wyborczym? Czy pan Sobala namawiał do głosowania na jakiegokolwiek kandydata? Nie będę prowadził egzegezy jego wypowiedzi. To w ogóle nie jest sprawa dla Krajowej Rady, bo to się nie działo na antenie publicznego radia, ani nie był to wiec wyborczy ani nie jest to bezpośrednie zaangażowanie się w kampanię wyborczą.