Katarzyna Wiśniewska, Jan Turnau: Czego o sposobie komunikowania się Kościoła ze światem uczył Jan Paweł II? Abp Józef Kowalczyk: Papież słuchał z szacunkiem także tych ludzi, którzy mieli światopogląd daleki od katolickiego. Nie deprecjonował ich, mówił tylko: aha, tak pan/pani widzi te sprawy. Pamiętam też, że przed pielgrzymką do Afryki powiedział: jadę tam jako głowa Kościoła, nauczyciel wiary, ale też jako uczeń, żeby uczyć się problemów Kościoła lokalnego. Dużą wagę Ojciec Święty przywiązywał do języka. Z Polski po jego wyborze na Stolicę Piotrową przychodziły listy z prośbami, aby podczas katechez zrobił wykład sformułowań w credo. Nie zlekceważył tego, poprosił o materiały biblijne, żeby się przygotować. Po pewnym czasie zaprosił nas na kolację. W pewnym momencie wyznał, że nic jeszcze nie napisał. Miał problem nie treści, ale języka. - Trzeba wypracować język, który będzie zrozumiały, trafi do słuchacza - powiedział. To zrobiło na mnie duże wrażenie. Ilekroć teraz spotykam się z księżmi, przypominam im, by zastanawiali się, jakim językiem zwracają się do ludzi.
Stefan Frankiewicz mówił ostatnio w wywiadzie dla "Gazety": "Nie widzę ani śladu obecności nauczania papieża w życiu publicznym, a czasem także w życiu Kościoła hierarchicznego. Kościół osądzający świat według negatywnych stereotypów to nie jest w duchu Jana Pawła II". - Pan Stefan to szlachetny człowiek, zatroskany o Kościół. Jan Paweł II bardzo go cenił. Mogę tylko powiedzieć, że w Polsce emocje związane z papieżem nieraz dominowały nad namysłem nad jego nauczaniem. Z drugiej strony, gdy po śmierci Ojca Świętego wystawiliśmy księgi kondolencyjne, ludzie stali długie godziny, żeby się wpisać. A wpisy nieraz były zaczerpnięte z nauczania papieża.
Ale czy nauczanie papieża przekłada się na życie publiczne? - Tu jest problem. Nie każdy chce sobie zadać ten trud - a może nie umie - żeby nauki papieża wcielać w życie. Z drugiej strony żałoba narodowa po tragedii pod Smoleńskiem wydobyła z Polaków pokłady dobra. Byliśmy zjednoczeni niezależnie od przekonań politycznych.
Ale pojawiły się próby podziału społeczeństwa - na tych, którzy mają prawo do żałoby, i tych, którzy rzekomo wylewają krokodyle łzy. - Kiedyś ks. Tomasz Halik ciekawie pisał, że w Czechach ludzie nie umieją żyć bez wroga klasowego. Jeśli go nie ma, muszą go stworzyć. My w Polsce też wyrośliśmy w cieniu wroga. Resztki tej mentalności czasem się jeszcze odzywają. Ostatnio w postaci komentarzy, kto bardziej przeżywał żałobę, kto mniej, kto ją okazywał, a kto nie i jaki miał w tym cel. Niestety, zmiana systemu politycznego jest stosunkowo łatwa i szybka, a zmiana świadomości społecznej to bardzo długi proces.
Ksiądz Prymas powiedział po nominacji, że rewolucji w Kościele nie będzie. Co to znaczy? - Nie sposób jednym gestem czy właśnie rewolucyjnym zarządzeniem zmienić świadomość wiernych czy samych księży. Wiemy, że w polskim Kościele bywało różnie z wcielaniem w życie nauk Soboru Watykańskiego II. Jesteśmy na różnych etapach drogi: niektórzy zostają jeszcze w tyle, inni wyprzedzili pozostałych, tak jak było z ks. Józefem Tischnerem. Są osobowości, które głębiej i szybciej pojmują ducha Soboru, inni wolniej. Wszyscy musimy nad tym pracować, a nie obrzucać się błotem.
Te zmiany świadomości powinny iść w kierunku większego otwarcia Kościoła na świat? - Jan Paweł II mówił, że żyjemy w świecie i musimy ze światem prowadzić dialog. Ja sam często powtarzam, że nie urodziłem się księdzem, tylko nim zostałem, i chciałbym, by moje kapłaństwo było dialogiem ze światem. Księża nie są po to, żeby świat potępiać, ale by czynić go lepszym. Kiedy ktoś próbuje szukać diabła w takim czy innym przedsięwzięciu, pytam: skąd masz pewność, że to skutek działania diabła, a twoje przekonania są efektem natchnienia Ducha Świętego? Udowodnij mi to. A może padłeś ofiarą lenistwa duchowego, nie chcesz się otworzyć na pewne dobre treści?
Moja świadomość ekumeniczna w czasach, gdy chodziłem do gimnazjum, nie była na wysokim poziomie. Dialog z innymi wyznaniami i religiami zmienił nas w ogromnym stopniu. Dziś cieszę się ze spotkań z przedstawicielami religii i Kościołów, czujemy się przyjaciółmi. Bardzo cenię prawosławnego arcybiskupa Jeremiasza. To człowiek naprawdę głębokiej wiary. Zaprzyjaźniłem się z nim. Wydobywajmy to, co nas jednoczy, zarówno w Kościele, jak i w życiu publicznym. Szukając spraw, które dzielą, idziemy w złym kierunku.