http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Teksty

A A A

Kamery w szpitalu - nieatrakcyjna prawda

Elżbieta Cichocka
2010-05-13, ostatnia aktualizacja 2010-05-13 14:38

Być może dziennikarze ubarwiający fakty mają przekonanie, że działają w dobrej sprawie. W końcu prawa pacjenta to wartość, o którą warto się bić. Tylko za jaką cenę?

Elżbieta Cichocka
Elżbieta Cichocka
Do szpitalnego oddziału ratunkowego jednego z warszawskich szpitali zgłosił się pacjent. Zrobiono mu wstępne badania i w oczekiwaniu na następne, a jeszcze przed podjęciem decyzji czy chorego odesłać do domu, czy położyć w szpitalu, umieszczono na łóżku w sali obserwacyjnej. Pacjent wpatrując się w sufit znalazł obiektyw kamery. Wziął komórkę, opuścił łóżko i zaczął tropić. Miejsce odbioru obrazu z kamery znalazł w dyżurce pielęgniarek. Wykorzystał fakt, że w dyżurce akurat nikogo nie było, zignorował napis zakazujący wstępu osobom postronnym, wszedł i sfilmował monitor pokazujący innych chorych leżących na podobnych łóżkach.

Obejrzałam program "Prosto z Polski" w TVN 24, z którego dowiedziałam się o "permanentnej inwigilacji" chorych jako "jednym z ostatnich pomysłów dyrekcji szpitala". Słuchałam wypowiedzi przechodniów, zagadniętych przez dziennikarza. Wszyscy byli przeciw monitorom i kamerom w salach chorych. Rzecznik Praw Pacjenta stwierdziła, że zostało złamane prawo pacjenta do godności i intymności. Powołała się na dwie polskie ustawy i jedną konwencję międzynarodową i zagroziła szpitalowi karą do pół mln zł. Na koniec programu dziennikarka oznajmiła, że pani Rzecznik "nagle zmieniła zdanie". Widz nie dowiedział się, co było powodem zmiany zdania.

Postanowiłam się tego dowiedzieć. Okazuje się, że nagła zmiana opinii pani Rzecznik nastąpiła po kontroli jej pracowników w szpitalu. Zauważyli, że wbrew doniesieniom medialnym kamery nie śledzą każdego pacjenta w każdym miejscu, nie oglądają ich w sali zabiegowej, nie pokazują obnażonych. Nie jest też prawdą, że każdy może oglądać obraz z kamer, a tylko ci z przyjętych do szpitala chorych, którzy złamią przepisy i wejdą tam, gdzie im nie wolno. Napis w rejestracji uprzedza pacjentów o kamerach. Wszystko się niby zgadza, ale nic nie jest takie, jak na pokazanym obrazku, nie mówiąc już o komentarzach.

Przekaz o łamaniu praw pacjenta poszedł w świat. Zapis z monitora szpitalnego dzięki dobrodziejstwu internetu mógł powielić się w setkach miejsc. W internecie nic nie ginie. Za pięć lat, jeśli jakiś dziennikarz będzie szukał ilustracji do łamania praw pacjenta, może powołać się na ten przykład.

Dlaczego Rzecznik najpierw osądziła szpital i wydała wyrok skazujący, a potem poznała fakty? Zaufała mediom.

Dlaczego telewizja nie zrezygnowała z emisji programu, kiedy dostała oświadczenie pani Rzecznik, unieważniające cały jej wcześniejszy komentarz? Tu można tylko spekulować. Rzetelna prawda nigdy nie jest tak atrakcyjna, jak ubarwiony przekaz medialny. Po to, by było atrakcyjnie i sensacyjnie, wyrywa się politykowi jedno niezręczne sformułowanie z całego kontekstu wypowiedzi i skłania innych polityków, by pastwili się nad tym sformułowaniem. Po kilku dniach nikt już nie pamięta, od czego się zaczęło, ale trwa ożywiona dyskusja nad niczym. Rzeczywistość medialna to coraz bardziej skrzywione zwierciadło prawdziwego życia. Rzecznik praw pacjenta przyznaje, że uległa manipulacji. A widzowie?

Być może dziennikarze ubarwiający fakty mają przekonanie, że działają w dobrej sprawie. W końcu prawa pacjenta to wartość, o którą warto się bić. Moja koleżanka umierała na raka. W szpitalu miejskim, na łóżku na korytarzu, naprzeciwko toalety. Kilkanaście dni wcześniej lekarka z Centrum Onkologii odmówiła jej przyjaciołom podpisania formularza o przyjęcie do hospicjum, by nie stresować pacjentki. Nigdy tego pani doktor nie zapomnę, choć było to kilkanaście lat temu. Moją koleżankę zabił rak. Ale nieludzkie warunki jej umierania stworzyła hipokryzja.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.7

42 głosy

Jarosław Kaczyński zaprzecza słowom brata

W 2008 r. Lech Kaczyński mówił: "Bez Geremka i ekspertów nie udałoby się wywalczyć w Sierpniu 1980 r. wolnych związków zawodowych"