http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Unia Europejska zaciska pasa

Tomasz Bielecki, Bruksela
2010-05-13, ostatnia aktualizacja 2010-05-12 23:39

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Wystraszona kryzysem Europa chce coraz mocniej oszczędzać i karać te kraje, które przez bałagan w gospodarce zagrażają wspólnej walucie. - Nie można mieć unii walutowej bez unii gospodarczej! - przekonuje szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso.

Takiego nawrotu nastrojów integracyjnych nie było w Unii od lat. - Wszystkie ręce na pokład! Tylko wspólnie zdołamy ocalić swój dobrobyt i silną pozycję w świecie - można niemal codziennie usłyszeć w Brukseli.

Wczoraj Komisja Europejska zaproponowała krajom UE radykalne zacieśnienie współpracy gospodarczej, choć jeszcze przed kilkoma miesiącami tworzenie namiastek "rządu gospodarczego" było absolutnym tabu dla Niemców, Holendrów czy Brytyjczyków. Co się zmieniło?

Polityków wystraszyło ryzyko rozprzestrzenienia się kryzysowego wirusa z Grecji oraz panika rynków finansowych, która może pogrążyć wspólną walutę. Państwa UE w poniedziałek nad ranem zdobyły się na obietnicę znalezienia do pół biliona euro na pomoc dla krajów w tarapatach, a teraz są gotowe, by wspólnie pilnować swej dyscypliny budżetowej.

Bruksela chce, aby każdej wiosny unijni ministrowie finansów wspólnie omawiali projekty budżetów wszystkich państw UE albo przynajmniej ich ogólne założenia - jeszcze przed zatwierdzeniem przez krajowe rządy i parlamenty. O ile dla Polski i innych państw UE spoza strefy euro byłaby to dość niegroźna formalna procedura, o tyle już te kraje Unii, które przyjęły euro, musiałyby bardzo szczegółowo dyskutować nawet o kosztach pracy czy poziomie zatrudnienia. W razie nadciągającej burzy ministrowie finansów strefy euro głosowaliby nad zaleceniami bardzo konkretnych reform dla maruderów.

Opornym rządom ze strefy euro groziłby nie tylko ostracyzm, ale także zamrożenie wypłat z funduszy unijnych. - Bez groźby sankcji nie odzyskamy wiarygodności! - tłumaczył Barroso.

Jednocześnie Bruksela apeluje, aby kraje euro na stałe zobowiązały się, że będą pomagać kredytami krajom eurolandu w takich tarapatach, jakie ma Grecja. - To zgodne z logiką Europejskiego Funduszu Walutowego, którego stworzenia chce wielu polityków w UE - mówi komisarz UE ds. walutowych i gospodarczych Olli Rehn.

System wzajemnego dyscyplinowania ma zmobilizować europejskie rządy do cięcia deficytów budżetowych, a Europejczyków - by wzięli się do pracy. - Program reform jest gotowy. Trzeba robić to, do czego zmusiliśmy Grecję. Podwyższać wiek emerytalny, obniżać wydatki, zmniejszać administrację - uparcie doradzają eurokraci. Wczoraj tych wskazówek posłuchała Hiszpania, która zmniejszy w tym roku pensje urzędników państwowych o 5 proc. i zamrozi ich wzrost w 2011 r. - Lewicowy rząd podporządkował się dyktatowi neoliberałów - przekonują krytycy premiera José Zapatero.

Czy dalsze oszczędności i wyrzeczenia czekają całą Europę? - To potrzebne, ale Bruksela musi też zadbać o źródła wzrostu. Kraje w największym kryzysie potrzebują inwestycji, a nie wyłącznie przypierania do muru w sprawie coraz to nowych cięć. Gdybyśmy tylko mogli doinwestować pieniędzmi z nowych podatków od transakcji bankowych... - marzy szef europejskiej partii socjalistycznej Poul Nyrup Rasmussen.

W UE dominują jednak teraz politycy centroprawicy, którzy - jak w przypadku wsparcia dla Grecji - wolą sprawdzone u siebie recepty: nie ma pomocy bez potu, łez i wyrzeczeń.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 40 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    22 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':