Święta Maszyna (zwana także Nieskalaną), przypominająca bankomat instalacja młodej artystki Kamili Szejnoch, której przestraszył się zarząd spółki
PKP SA, stanęła w miniona niedzielę w kruchcie farnego kościoła w Sierpcu pod Płockiem.
Nie było gromów z jasnego nieba, skandalu, oburzenia wiernych. - Czasem każdy potrzebuje wskazówki. I będzie wdzięczny za każdą, nawet tę z automatu - mówili sierpczanie. Paragony ze Świętej Maszyny zabierali do domu, na pamiątkę.
Święta Maszyna wygląda jak bankomat. Można ją ustawić w każdym kącie, ma ekran reagujący na dotyk i drukuje paragony. Tyle że zamiast pieniędzy wydaje - nazwijmy to - krzepiące komunikaty.
Na ekranie mamy średniowieczną Pietę z Awinionu (w tle Szejnoch dodała przejeżdżające samochody, wybuchający czasem wulkan czy startującą rakietę), na dole do wyboru trzy opcje: intencja, grzech, problem. Wciskamy "problem". "Dotknij naczynia Marii Magdaleny" - zaleca maszyna (tekst pojawia się na ekranie). Dotykamy. "Wpisz problem". Może... lenistwo? Wpisujemy. "Święta Rodzina analizuje twój problem. To może potrwać całą wieczność" - ostrzega maszyna. Wybieramy więc opcję: "Zaakceptuj to, że niektóre problemy pozostają bez rozwiązania". I odbieramy paragon. Z napisem: "Święta Rodzina rozumie Twój problem". "Uśmiechaj się i trzymaj fason" - dodaje pocieszająco machina na końcówce paragonu.
Nie było miejsca na dworcu W 2008 Szejnoch spisała policja - artystka zawiesiła na pomniku Kościuszkowców huśtawkę. - Warszawskie pomniki są martwe. Chcę je ożywić, odnieść się do nich na nowo - mówiła wtedy "Gazecie". Miała pozwolenie władz dzielnicy Praga-Północ, tyle że samorząd, pod naciskiem kombatantów, w ostatniej chwili wycofał zgodę. Przy pomniku pojawiła się policja, zagroziła sądem grodzkim. Huśtawkę po godzinie trzeba było zdemontować.
W 2009 - podobna sytuacja. Kamila Szejnoch zrobiła komputer i drukarkę zamkniętą w metalowej oprawie z ekranem dotykowym - czyli właśnie Holy Machine:
* połączenie tego, co nie zawsze szło w parze - duchowości i techniki
* komentarz do automatyzacji wszelkich sfer życia
* a także pytanie - dokąd pójdzie człowiek cywilizacji Zachodu, kiedy już wszystkie kościoły przerobi się na dyskoteki
Najpierw artystka chciała postawić ją w strefie profanum aż do bólu, czyli w hali głównej Dworca Centralnego w Warszawie.
Podobnie jak w przypadku huśtawki kolej się zgodziła, po czym na dwa dni przed godziną zero przestraszyła się i zgodę cofnęła. Zrobiło się zamieszanie, sprawę opisały media, maszyna na dworcu nie stanęła.
Maria Magdalena trzyma kciuki Koleje się przestraszyły, ale ksiądz Grzegorz Ostrowski z parafii pod wezwaniem św. Wita, Modesta i Krescencji - nie. Za zgodą proboszcza parafii ks. Andrzeja Więckowskiego zaprosił Kamilę Szejnoch, maszynę i ekipę, która realizuje film dokumentalny o tej instalacji. Machina stanęła w kruchcie świątyni w "najlepszym czasie antenowym" - w niedzielę, o godz. 11, kiedy to w sierpeckiej farze odprawiana jest msza dla dzieci i młodzieży.
Ksiądz Ostrowski w czasie kazania zabrał dzieciaki do kruchty i objaśniał, jak to działa. Po mszy podchodzili do niej starsi. Pani w jasnej kurtce wybrała na ekranie opcję "intencja", a kiedy maszyna poleciła wpisać jej imię osoby, której prośba dotyczy, wpisała na klawiaturze "Tomek".
Po chwili na ekranie ukazał się napis: "Maria Magdalena będzie trzymać kciuki".
Spokojnie - to tylko usprawnienie Ksiądz Ostrowski przyznał, że musiał trochę poprzekonywać otoczenie do pomysłu. Ale udało się. Policja nie musiała przyjeżdżać. Choć nie sposób było po mszy oprzeć się wrażeniu, że ksiądz i artystka rozumieją Holy Machine nieco inaczej niż część wiernych.
Ci ostatni byli lekko oszołomieni.
- To dla młodych raczej, ja tam wolę zwyczajnie, przy łóżku się pomodlić albo przed ołtarzem - mówili starsi.
- Każdy czasem potrzebuje jakiejś wskazówki, wsparcia. I wdzięczny jest za radę, może być nawet taka z automatu - przekonywali młodsi.
Dla księdza Ostrowskiego maszyna jest zapowiedzią tego, co może nas czekać już niedługo - duchowości wspomaganej techniką.
Kapłan zapewnia, że w gruncie rzeczy jest konserwatystą - choć mówi jak rasowy publicysta, a na nosie ma okulary w modnych oprawkach. Znał artystkę wcześniej, poznali się na szwajcarskiej uczelni, on odbywał tam studia doktoranckie, ona była na stypendium. Ba! Służył nawet swą konsultacją w momencie powstania instalacji.
W rozmowie z reporterką "Gazety" dowodził: - Widziałem puste kościoły na Zachodzie i wiem, do czego może doprowadzić zbyt liberalne podejście do kwestii wiary. Ale w tej maszynie nie ma nic skandalicznego. Nic, co kłóciło by się z nauką Kościoła. Tak, stwarza ona możliwość wpisania swoich grzechów, ale to przecież jeszcze żadna spowiedź. Coś takiego jak spowiedź online zwyczajnie nie istnieje. Do odpuszczenia grzechów zawsze potrzeby będzie kapłan. Tu grzechy można zwyczajnie wpisać, to jakby podzielić się swoimi występkami z przyjacielem. Albo anonimowo zwierzyć się na internetowym forum. To nie spowiedź, ale przecież ludzie tak robią, prawda? Być może niedługo wierni będą korzystać z tego typu urządzeń jako usprawnienia. W wielu sanktuariach są przecież skrzynki, do których ludzie wrzucają odręcznie napisane intencje. A że każdy kościół jest czasem zamknięty - w takiej sytuacji idealnie sprawdziłaby się maszyna. Stałaby gdzieś w pobliżu świątyń, w sferze sacrum, nie profanum. Kapłan odbiera potem intencje, nie trafiają one w próżnię. Różnica polegałaby na tym, że zamiast długopisu mielibyśmy klawiaturę. Nie ma ucieczki przed techniką.
- Myślicie państwo, że maszyna mogłaby się przyjąć? Gdzie mogłaby funkcjonować? Przy świątyniach czy gdzieś w przestrzeni publicznej? - pytała Kamila Szejnoch wiernych wychodzących z kościoła w Sierpcu.
Odpowiedzi nagrywała ekipa filmowa. Jakie padały - można się będzie przekonać podczas projekcji filmu 15 maja w warszawskiej galerii Studio.
Trochę wkręcania w tym jest - Te komunikaty: "Maria Magdalena będzie trzymać kciuki", "Święta Rodzina rozumie Twój problem" - czy nie brzmią trochę ironicznie? Czy pani naprawdę myśli, że bankomat może pośredniczyć w przekazywaniu intencji? Że zbliży do Boga? - dopytujemy artystkę.
- Trochę może ludzi wkręcam. Ale sama też jestem wkręcona. Maszyna to karykatura zmechanizowanego, zracjonalizowanego życia. Ale może być także traktowana jako nowa forma religijności. To my decydujemy, czy odbierać ją poważnie, czy z przymrużeniem oka. Zresztą jedno podejście nie wyklucza drugiego.