Testy zwane Insight (Wgląd), w cenie od 20 do 30 dolarów (za sam zestaw do badań), chce od piątku wprowadzić do 6 tys. aptek sieci Walgreens w
USA firma Pathway Genomics z San Diego. Chętni mają napluć do próbki i odesłać ją firmie do przebadania. Po tygodniu będzie można sprawdzić wyniki testu w internecie (Pathway zapewnia, że strona będzie całkowicie bezpieczna).
W podstawowym teście za 79 dolarów firma sprawdzi, jak organizm klienta reaguje na dziesięć substancji - w tym kofeinę czy standardowe leki na raka lub obniżające poziom cholesterolu. Za 179 dowiemy się, czy mamy genetyczne skłonności (przekazywane ewentualnemu potomstwu) do chorób serca, białaczki lub innych typów raka. Za 249 dolarów można otrzymać pełen zestaw tych wszystkich testów, a także np. odpowiedź na pytanie, czy rzeczywiście wśród przodków ma się Indianina lub Chińczyka.
Jak zaznacza "Washington Post", który wczoraj opisał Insight, wielu specjalistów obawia się, że test "otworzy puszkę Pandory: nieporozumienia, łamanie prywatności, dyskryminację genetyczną". Jak twierdzą niektórzy eksperci, testy mogą dać ludziom fałszywe wrażenie bezpieczeństwa albo odwrotnie - zagrożenia, w sytuacji gdy ryzyko rozwoju choroby jest minimalne. Test na raka piersi będzie obejmował tylko kilka mutacji genetycznych, możliwe więc jest, że mimo stwierdzenia przez Insight braku skłonności do raka tak naprawdę te skłonności będą. Z drugiej strony stwierdzenie ryzyka może doprowadzić wiele osób do kolejnych kosztownych testów czy niepotrzebnej terapii.
- To nieodpowiedzialne - mówi "Postowi" Hank Greely, dyrektor centrum Prawa i Nauk Biologicznych Uniwersytetu Stanforda. - Wiedza to potęga. Ale wiedza źle rozumiana może być potężnie szkodliwa.
Nie zgadza się z tym oczywiście firma Pathway Genomics. Jej szef naukowy David Becker mówi: - Myślę, że ci ludzie nie doceniają Amerykanów, ich umiejętności pojmowania informacji. Oni mogą nie rozumieć szczegółów testów, ale rozumieją, co to są skłonności genetyczne. Dzięki testom ludzie mogą np. podjąć decyzję o prowadzeniu zdrowszego trybu życia.
Pomysł nie podoba się polskim genetykom, którzy są zdania, że moda na komercyjne badanie DNA nie da się zatrzymać i niedługo dotrze do Polski. - Odczytywanie wyników takich testów jest zadaniem dla specjalisty. Do tego trzeba mieć genetyczne prawo jazdy, inaczej zapanuje kompletny chaos. Obawiam się, że ludzie będą podejmować złe życiowe decyzje dotyczące swojego zdrowia lub niepotrzebnie żyć w strachu. Jestem zwolennikiem korzystania ze zdobyczy genetyki, ale tego nie można puścić na żywioł. Gdyby takie testy wprowadzono w Polsce, zapanowałaby wolnoamerykanka. Wciąż nie ma ustawy określającej, kto, kiedy i gdzie może je wykonywać. Polska nie ratyfikowała do tej pory konwencji bioetycznej Rady Europy - uważa prof. Jerzy Bal z Zespołu Genetyki Medycznej w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie.
- Takie testy są mydleniem ludziom oczu. Niewiele z nich wynika - podkreśla prof. Ewa Bartnik z Zakładu Genetyki i Biotechnologii UW. - Po pierwsze, laicy nie potrafią ich odczytać. Po drugie, żeby się dowiedzieć, czy mam ryzyko zachorowania np. na cukrzycę, wystarczy wiedzieć, czy chorowała na nią moja mama, tata lub brat. Będzie to bardziej wiarygodne i bezpłatne. Jeśli chodzi o
otyłość, to już zupełna bzdura. Wszystkie badania pokazują, że otyłość jest wynikiem głównie niewłaściwego stylu życia. Geny odgrywają tu mało istotną rolę - przekonuje.
Podobne testy są w USA już dopuszczone w wielu klinikach. Z reguły za co najmniej 300 dolarów. Nigdy dotąd nie były tak łatwo dostępne.
Insight nie ma na razie akceptacji rządowej Administracji ds. Żywności i Leków (FDA), która w USA zatwierdza leki. Może więc wcale się nie pojawić w aptekach lub szybko z nich zniknąć. Jednak David Becker z firmy Pathway twierdzi, że testy nie wymagają takiego zatwierdzenia.
Innego zdania jest Alberto Gutierrez, dyrektor biura diagnostyki laboratoryjnej FDA: - Wprowadzenie testu do aptek naszym zdaniem będzie nielegalne. Nie wiemy, czy testy działają albo czy pacjenci nie podejmą na ich podstawie złych decyzji dotyczących swojego zdrowia.
Wczoraj na stronie magazynu "Reason" komentator naukowy Ronald Bailey napisał: "Ludzie wydają pieniądze na różne dziwne rzeczy, np. bilety na bejsbol. I owszem, ludzie czasem źle rozumieją informacje. Ale jedyna droga, by zrozumieli, jak działa nowy produkt, to taka, by go wypróbowali. Jeśli te testy będą prowadziły do nieporozumień, klienci opowiedzą o tym sąsiadom i apteki zamiast Insight wstawią na półki nowe mieszanki witaminowe".