Jest trzecią w kraju spółdzielnią, która się na to zdecydowała. Chce odzyskać pieniądze, które - jak mówi jej prezes - straciła na wykupie mieszkań za symboliczną złotówkę.
A dokładniej - na 692 lokalach, które przekształcone zostały w odrębną własność między trzecim kwartałem 2007 roku, a końcem roku 2009. W tym okresie lokatorzy mogli swoje mieszkanie spółdzielcze lokatorskie wykupić za kilkaset złotych. Było to możliwe na podstawie ustawy przyjętej w połowie 2007 roku. Ale w grudniu 2008 została ona zakwestionowana przez
Trybunał Konstytucyjny jako niezgodna z konstytucją, ale jednocześnie przy założeniu, że
mieszkania za grosze można będzie wykupować jeszcze przez rok.
Spółdzielnia Słoneczny Stok próbowała już raz odzyskać różnicę między kwotami płaconymi przez lokatorów, a rzeczywistą wartością mieszkań. Z tym, że nie chodziło jej o to, by uderzać po kieszeniach lokatorów. Na początku 2009 roku spółdzielnia wystosowała pismo do resortu skarbu. Wyliczyła wówczas, że należy jej się z tego tytułu 18 milionów złotych - chciała negocjować z resortem zwrot tej kwoty. W ubiegłym roku sprawa jednak przycichła po tym, jak z ministerstwa skarbu przyszła informacja, że należy ją kierować do ministerstwa infrastruktury. A z tego drugiego - że o pieniądze spółdzielnia powinna ubiegać się w sądzie.
- Postanowiliśmy, że poczekamy do końca 2009 roku, kiedy to mijał termin przekształcania mieszkań za symboliczną złotówkę - mówi Jerzy Cywoniuk, prezes spółdzielni mieszkaniowej Słoneczny Stok. - Na początku tego roku zaś rzeczoznawca wycenił nam wartość 692 mieszkań przekształconych na zasadach zaskarżonych przez Trybunał Konstytucyjny.
Jego zdaniem spółdzielnia ma "w plecy" blisko 35 mln złotych - a dokładnie 34 mln 984 tys. zł. I taka kwota pojawia się w pozwie, który wczoraj trafił do warszawskiego sądu okręgowego. Razem z nim sąd otrzymał też dokładne wyliczenia ile spółdzielnia straciła na każdym z mieszkań.
- W czerwcu 2009 na zebraniu członków zostałem jako prezes spółdzielni zobowiązany by dochodzić zwrotu tej kwoty. Stąd też nasz pozew - wyjaśnia Cywoniuk.
Dodaje, że nie idzie na wojnę z państwem. Przyznaje, że jest skłonny do negocjacji, które proponował resortowi już w ubiegłym roku. Pytany o koszty odparł, że na razie działania te nic spółdzielnię nie kosztują. Słoneczny Stok wystąpił też o zwolnienie z opłat sądowych. Jeśli do tego nie dojdzie, spółdzielnia będzie musiała zapłacić do 100 tys. złotych. Prezes mówi, że w kasie są przeznaczone na ten cel środki. Uważa też, że
gra jest warta świeczki. Te 35 mln złotych to pięcioletni fundusz remontowy spółdzielni. I wystarczyłyby na dokończenie dociepleń, ale i na modernizację tego, czego nie widać, czyli infrastruktury podziemnej rozciągniętej pod ulicami i między budynkami.
Spółdzielnia nie walczy sama. Wspiera ją kancelaria Smoktunowicz&Falandysz. Ta sama, z którą Słoneczny Stok walczył w 2002 roku z Miejskim Przedsiębiorstwem Energetyki Cieplnej. Wówczas udało się odzyskać 3,5 mln złotych za pobieranie przez ciepłowników zbyt wysokich opłat w latach 1999-2000. Jak będzie teraz?
- Każdy proces jest inny i każdy jest trudny - mówi Jacek Bartoszek z kancelarii. Dodaje, że w tej sprawie niezwykle istotne jest orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, które mówi, że wykup mieszkań "za złotówkę" był niezgodny z konstytucją.
Na razie jednak kancelaria nie dostaje od spółdzielni wynagrodzenia. Dopiero jeśli uda się sprawę pomyślnie doprowadzić do końca, zainkasuje procent od kwoty, którą otrzyma spółdzielnia. Panowie nie chcieli mówić, w jakiej wysokości.
Dla "Gazety" Krzysztof Jastrzębski, dyrektor biura prezesa Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa, która reprezentuje skarb państwa: - W tej chwili w prokuratorii są dwa pozwy z tego typu sprawami. I jedna, i druga, są dopiero na bardzo wstępnym etapie. W jednej złożyliśmy już odpowiedź na pozew, w drugiej odpowiedź dopiero przygotowujemy. W jednym, i drugim przypadku, są to spółdzielnie ze Śląska.