Kiedy opowiadam tę historię znajomym, najpierw się podśmiewają, potem mówią, że coś musiało być na rzeczy, potem są zaszokowani, a na koniec słuchają z otwartymi ustami. Pozornie przypomina to film "Fatalne zauroczenie", w którym Michael Douglas jako nowojorski prawnik zalicza skok w bok, a odrzucona kochanka (Glenn Close) niszczy mu życie.
Tylko że tu skoku w bok nie było, a Marta P. ma taki repertuar zagrań, że scenarzyści mogliby się uczyć. No i ma do dyspozycji internet, który w 1987 roku dopiero powstawał.
Świeży pomysł Marty P. to gejowskie ogłoszenia dawane niby przez Adama Sidorowicza. "Aaach ale super kolesia wyrwałem ostatnio! Ten to miał dopiero głębokie gardło, ech! Tak go zerżnąłem, aż zmarszczek dostał, to mu od razu botoxem strzyknąłem. Taki był wdzięczny, że wychodził ode mnie na czterech. Jacyś chętni? Odblaskowo tęczowy adam sidorowicz" (anons na Pytamy.pl, styczeń 2010).
Takich ogłoszeń są dziesiątki, setki. Przy każdym jest numer telefonu Sidorowicza. Kiedy Adam kładzie się spać, wyłącza komórkę, bo przez całą noc dzwonią chętni. Rano ma po kilkanaście nieodebranych połączeń.
Misiaczki i fallusy
Jesień 2005 roku. Do gabinetu dr. Adama Sidorowicza, chirurga specjalizującego się w medycynie estetycznej, wchodzi pacjentka na konsultację po zapaleniu żyły. Dwadzieścia parę lat, krótkie włosy ciemny blond, szczupła, dość wysoka, ani ładna, ani brzydka. Doktor przepisuje Marcie P. lekarstwo.
Tydzień później pacjentka przychodzi na kontrolę. Przynosi elegancko zapakowany prezent: kawa, herbata, czekoladki, płyta Stinga, kadzidełka z podstawką w kształcie Buddy.
- Jestem mile zaskoczona - wyjaśnia - wcześniej miałam złe doświadczenia z lekarzami.
W długie zimowe wieczory będą do siebie dzwonić. Rozmawiać o buddyzmie, którym oboje się interesują. O pracy - ona zajmuje się aranżacją wnętrz w biurze projektowym, ale podziwia odpowiedzialną pracę lekarza. Nie rozmawiają o miłości ani o seksie.
- Może trochę flirtowałem - przyznaje dziś Adam. - To były przyjemne rozmowy z kobietą, trudno powiedzieć, kiedy przyjemność zmienia się w flirt. Ale nie było podtekstów. Nie było też żadnej randki, żadnego spotkania prócz tych dwóch wizyt w gabinecie.
Na randki doktor chodzi z Magdą, studentką medycyny. W czasie majowego weekendu w 2006 roku Magda wpada do niego na dyżur.
I wtedy kurier przynosi paczkę, elegancko zapakowany prezent:
- białe tulipany,
- herbata,
- płyta,
- kubek z napisem "Kocham Cię!".
To przesyłka od Marty P.
Wszystko ląduje w koszu, a Magda urządza Adamowi awanturę. Doktor bierze komórkę, dzwoni do Marty P.: - Ja tego tak nie widzę. Nie chcę kontynuowania tej znajomości.
Wieczorem dostaje od niej MMS-a z misiem. Nazajutrz z kwiatkiem. I SMS-y, po kilkanaście dziennie. I telefony, których Adam nie odbiera. Nawet w Paryżu, kiedy wyjechali z Magdą na romantyczny weekend.
Adam odpisuje: "Daj mi spokój, jestem z narzeczoną w Paryżu". Wyłącza komórkę. Rano znajduje MMS-a z romantycznym zachodem słońca.
Źródło: Duży Format