http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Zarażeni Polską

Wojciech Orliński
2010-05-14, ostatnia aktualizacja 2010-05-14 13:26

Kadr z filmu
Kadr z filmu "Maska"
Fot. Render305

Z Ameryki przez Anglię do Polski. Życie ułożyło nam się jak odwrócenie losów polskiego emigranta. Rozmowa z reżyserami Timothym i Stephenem Quayami

Kadr z filmu
Fot. Render305
Kadr z filmu "Maska"
Kadr z filmu
Fot. Render305
Kadr z filmu "Maska"
ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Braci Quay, słynnych twórców filmów animowanych, spotykam przy okazji niedawnej londyńskiej premiery ich filmu "Maska" na podstawie noweli Stanisława Lema. Zrealizowali go w swojej typowej konwencji - lalkowego baletu - doskonale pasującej do utworu Lema o machinie do zabijania pod postacią pięknej kobiety (z głosem Magdaleny Cieleckiej) uwodzącej pewnego dysydenta, którego chciał zgładzić tyran w świecie "robociego średniowiecza" z "Bajek robotów".

Urodzeni w 1947 roku bracia Quay uważani są dziś za światowych mistrzów w tradycyjnej animacji poklatkowej - strugają drewniane lalki i klatka po klatce nadają im taneczne ruchy przed kamerą. Czasem kręcą też filmy z żywymi aktorami ("Instytut Benjamenta", 1995), ale tym aktorom też każą się zachowywać jak lalkom.



Wiedziałem, że "Ulica Krokodyli" (1986) na podstawie prozy Brunona Schulza to jeden z ich najsławniejszych filmów. Jednak nawet mnie zaskoczyło, jak bardzo bracia Quay kochają Polskę.



Filmowcy zgodzili się spotkać w swojej ulubionej francuskiej knajpie w londyńskim Soho, położonej niedaleko Instytutu Kultury Polskiej na Poland Street. Są tam - jako ludzie rozmiłowani w naszej kulturze - stałymi bywalcami.

Bracia Quay wyglądają niemal identycznie, choć na zdjęciach Timothy swoje długie, już siwe włosy stara się uporządkować, spinając je w kucyk, Stephen zaś kontynuuje tradycję wiecznie młodego długowłosego kontestatora.

Jednak kiedy spisuję z nagrania rozmowę, wszelka różnica znika. Pozostaje wrażenie, jakbym rozmawiał z jedną dwugłową istotą, niczym smok z jakiegoś fantastycznego filmu animowanego. Dlatego szybko poddałem się i przestałem próbować odróżniać wypowiedzi Timothy'ego od Stephena. Uzyskałem zresztą na to ich zgodę.

Bracia Quay (polewając białe wytrawne wino):

- Może on nie powinien?

- Może właśnie powinien?

- Może spytajmy?

Wojciech Orliński: Jeśli można, to chętnie. Nawet mi powiedziano, że podstawą do zrozumienia waszej sztuki jest uświadomienie sobie, że żywicie się głównie winem i serem.

- Nie, to przesada...

- To dotyczy właściwie tylko lunchu.

- Lunch jemy w studiu, więc nie ma czasu na jakąś celebrację.

- Wino i ser to po prostu coś, co zawsze jest pod ręką.

- Mamy tego pełną lodówkę.

Częstujecie mnie teraz winem francuskim...

- To przypadek. Pijemy różne, nie mamy jakiegoś ulubionego.

Źródło: Duży Format
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':