http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Operacja "szok i trwoga" - Unia ratuje euro

Tomasz Bielecki, Bruksela, Patrycja Maciejewicz
2010-05-11, ostatnia aktualizacja 2010-05-11 02:03

Euro
Euro
Euro Fot. sxc.hu

- Czasem trzeba kryzysu, aby przekonać się do reform - mówił wczoraj szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso

SERWISY
Ministrowie finansów UE zatwierdzili w nocy z niedzieli na poniedziałek gigantyczny plan awaryjny, który zapewni aż do 750 mld euro na ratowanie eurolandu, jeśli znów zagrozi mu pożar podobny do tego wywołanego kryzysem w Grecji. - Prowadzimy operację pod kryptonimem "szok i trwoga". Wstrząśnijmy rynkami finansowymi. Pokażmy im, że potrafimy się bronić! - apelowali ministrowie, którzy gorączkowo szukali kompromisu, by móc ogłosić go wraz z otwarciem azjatyckich giełd o drugiej nad ranem.

Zachowanie rynków daje nadzieję, że europejski cios był celny. Na giełdach zapanowała euforia, nie było niemal kraju bez solidnego, kilkuprocentowego wzrostu indeksów. Od Hiszpanii, Portugalii, Grecji czy Węgier, gdzie wyniósł on nawet 14 proc., przez Polskę, Wielką Brytanię, Niemcy (wzrosty o ponad 5 proc.), aż po państwa nadbałtyckie (3-4 proc.).

- Potrafimy działać razem, aby chronić wspólne dobro! - mówiła kanclerz Angela Merkel, która wcześniej przez długie tygodnie zwlekała ze swą zgodą na pomoc finansową UE dla Grecji, a potem na stworzenie mechanizmu pozwalającego ratować inne kraje. Berlin bał się, że taka finansowa "gaśnica" może zniechęcić władze krajów euro do walki o uzdrowienie ich budżetów, bo będą wiedzieć, że w razie katastrofy euroland pożyczy im pieniądze.

Uzgodniony wczoraj mechanizm ratunkowy przewiduje, że 60 mld euro na kredyty dla zagrożonych krajów będzie mogła wyłożyć Komisja Europejska, a 440 mld dadzą kraje euro w formie pożyczek lub gwarancji kredytowych koordynowanych przez Brukselę. Kolejne 250 mld euro jest gotów wyłożyć Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Minister Jacek Rostowski zapewniał wczoraj, że Polska może dorzucić się do tej pomocy. - Każdy akt solidarności procentuje wielokrotnie, a każdy akt egoizmu narodowego i małostkowości także procentuje, ale w ujemnym sensie - mówił w Brukseli.

Ponadto Europejski Bank Centralny, którego najważniejszą rolą była dotychczas walka z inflacją, ogłosił wczoraj, że będzie skupował obligacje zagrożonych krajów euro na szczególnie wzburzonych rynkach. W najczarniejszym scenariuszu oznacza to dodruk pieniędzy. Kiedy więc niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble trafił podczas obrad na krótko do szpitala, w Brukseli ponuro żartowano, że to skutek zamachu dokonanego na święte zasady ekonomiczne.

EBC szybko przeszedł od słów do czynów i pierwsze partie obligacji zostały skupione już wczoraj. Dało to nadzwyczajny efekt -premia za ryzyko dla posiadacza 10-letnich greckich obligacji spadła o połowę, do 6,4 proc. W przypadku obligacji 2-letnich efekt był jeszcze bardziej spektakularny - z 18 proc. do niespełna 5 proc.

- Plan jest dobry, ale do sukcesu potrzeba drugiego rozdziału. Kraje euro muszą szybciej redukować deficyty, reformować systemy emerytalne, uelastyczniać rynki pracy -mówi Philippe de Buck, szef BusinessEurope.

Zdaniem Jacka Wiśniewskiego, głównego ekonomisty Raiffeisen Banku, przez kilka miesięcy Grecji, Hiszpanii czy Portugalii nie grozi błyskawiczne bankructwo. -Fundusz, który utworzono, ma działać jak pożyczkodawca ostatniej instancji - gdy już tradycyjni kredytodawcy nie chcą pożyczyć pieniędzy, daje finansowanie, ale stawia warunki. Wymaga reform i odbudowy zaufania rynków finansowych, by po jakimś czasie kraj mógł znów zaciągać pożyczki u inwestorów - mówi "Gazecie". - Ale jeśli za kilka miesięcy okaże się, że zadłużeni nadal idą złą drogą, to będziemy mieć drugą falę kryzysu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':