"Masz prawo milczeć, wszystko, co powiesz, może być w sądzie użyte przeciw tobie, masz też prawo do adwokata" - tę formułkę znamy z dziesiątków filmów amerykańskich. To prawo Mirandy obowiązujące w
USA od 44 lat i mające gwarantować, że policja i służby specjalne nie będą wymuszać od podejrzanych zeznań.
W niedzielę prokurator generalny Eric Holder powiedział oficjalnie, że schwytanych w USA terrorystów - takich jak sprawca nieudanego zamachu 1 maja na Times Square w Nowym Jorku Faisal Shahzad - prawo Mirandy nie będzie obowiązywać.
- Mamy do czynienia z międzynarodowymi terrorystami, więc musimy zmodyfikować reguły obowiązujące przesłuchujących i stosować coś bardziej elastycznego, odpowiedniego do zagrożeń - powiedział Holder. Rząd Baracka Obamy poprosi Kongres o przegłosowanie nowych zasad.
Wiadomo, że wszelkie próby "uelastycznienia" prawa Mirandy spotkają się ze sprzeciwem obrońców praw człowieka. Szef Amerykańskiej Unii Wolności Obywatelskich Anthony Romero już nazwał bolesną ironią to, że do osłabienia prawa Mirandy zabiera się gabinet Obamy, "który miał rzekomo przywrócić Ameryce rządy prawa".
Jak mówi sam Holder, to duży przełom wynikający z tego, że prób ataków na Amerykę jest w ostatnich miesiącach coraz więcej, a rząd chce ze złapanych terrorystów wydobyć informacje jak najszybciej.
W ciągu ostatniego pół roku terroryści islamscy przeprowadzili w USA trzy duże ataki, z których śmiertelny okazał się tylko jeden. 5 listopada 2009 r. psychiatra wojskowy major Nidal Malik Hasan, Amerykanin pochodzenia palestyńskiego, zaczął strzelać do żołnierzy w bazie Fort Hood w Teksasie, zabijając 13 i raniąc 32 osoby. W Boże Narodzenie młody Nigeryjczyk Umar Faruk Abdulmutalab próbował zdetonować bombę na pokładzie samolotu z Amsterdamu do Detroit. Wreszcie Shahzad, 30-letni Amerykanin pakistańskiego pochodzenia, podstawił na Times Square auto z bombą domowej roboty, która na szczęście nie wybuchła.
Choć we wszystkich trzech wypadkach władze twierdziły początkowo, że zamachowcy działali na własną rękę albo nawet że to ludzie chorzy umysłowo, to dziś nie ma już wątpliwości, że za wszystkimi próbami zamachów stała Al-Kaida lub talibowie. W niedzielę Holder przyznał po raz pierwszy, że talibowie z Pakistanu nie tylko przeszkolili Shahzada, ale i finansowali go oraz planowali atak. Co więcej, film wideo jednego z przywódców talibów przyznający, że to oni stoją za zamachem, nagrano dzień wcześniej, nim Shahzad podstawił samochód z bombą w centrum Nowego Jorku.
Amerykańskie media pytają, jak służby specjalne, finansowane dziesiątkami miliardów dolarów, mogą przegapić przygotowania do trzech poważnych zamachów w ciągu pół roku? I czy nadchodzi era zamachów dokonywanych głównie przez obywateli USA?
Odpowiedź na pierwsze pytanie jest dość prosta. Amerykańskie służby potrafią świetnie działać, gdy do zamachu już dojdzie - Shahzada, gdy opuścił auto z bombą, wytropiono w ciągu 53 godzin. Ale mimo wielu bolesnych nauczek, z atakami 11 września 2001 r. na czele, sito wywiadu USA jest na tyle mało skuteczne, że do kolejnych prób zamachów dochodzi i zapewne dochodzić będzie. Abdulmutalab mógł próbować zdetonować bombę w samolocie do Detroit, mimo że jego ojciec miesiąc wcześniej przyszedł do konsulatu USA w Nigerii, informując, iż syn wpadł w sidła islamskich radykałów.
Także na to, że Al-Kaida i jej sprzymierzeńcy będą coraz mocniej atakować terytorium Ameryki, i to poprzez jej własnych obywateli, dowodów jest coraz więcej. Nie chodzi tylko o majora Hasana, który w USA się urodził, i Shahzada, który przyjechał tu w 1999 r. i dziesięć lat później dostał obywatelstwo. Świadczy o tym także sprawa aresztowanego we wrześniu 2009 r. pod Denver Nadżibullaha Zaziego, 24-letniego Pakistańczyka urodzonego w Afganistanie, który przeniósł się do USA w 1999 r. z rodzicami, a w 2008 r. był w Pakistanie na szkoleniu dla terrorystów. Zazi w ósmą rocznicę 11 września chciał dokonać zamachu na metro w Nowym Jorku.
To także sprawa 29-letniego Michaela Fintona z Illinois, który stał się radykalnym muzułmaninem w więzieniu, i 19-letniego Hosama Smadiego, Jordańczyka mieszkającego nielegalnie w Dallas w Teksasie. Obaj chcieli podłożyć bomby pod wieżowce, ale już w internecie zostali przejęci przez FBI i nigdy nie zdołali skontaktować się z Al-Kaidą.
Czy w walce z takimi terrorystami pomoże zabieranie podejrzanym części praw, spory toczyć się będą przez lata. Nigeryjczyk Abdulmutalab rozmawiał ze śledczymi po zatrzymaniu przez 50 minut - do momentu, gdy przeczytano mu prawo Mirandy. Potem przestał, ale wrócił do współpracy, gdy przekonała go do tego rodzina. Z kolei Faisal Shahzad, jak mówią śledczy, śpiewał jak ptaszek, zanim przeczytano mu jego prawa, jak i potem.