Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego do Rosjan pokazał w niedzielę sztab wyborczy szefa PiS. -Panie i panowie, przyjaciele Rosjanie, dziś, 9 maja, na placu Czerwonym miał stać mój ukochany brat prezydent Polski Lech Kaczyński - zaczął wystąpienie. I dalej: -Wiem, o czym by myślał, patrząc z dumą na defilujących polskich żołnierzy. Myślałby o milionach żołnierzy rosyjskich, którzy polegli w walce z niemiecką Trzecią Rzeszą. Myślałby także o Katyniu, zbrodni, która 70 lat temu tak podzieliła nasze narody.
Kaczyński przypomniał polskie i rosyjskie ofiary stalinizmu. Podkreślał, że "Polacy pamiętają ciosy i kule zbrodniarzy z NKWD, ale pamiętają także, że w tym strasznym czasie od bardzo wielu Rosjan spotykała ich pomoc". -Mój dziadek Aleksander Kaczyński usłyszał od Rosjanina: "Aleksandrze Piotrowiczu, biegitie". I uratował moją babkę, mojego ojca i siebie.
Prezes PiS wystąpił w zabytkowym wnętrzu, przy stole, na którym stał stary czajnik i filiżanka; na drugim planie było pianino. -To nie był dom Jarosława -mówi Poncyljusz, sztabowiec Kaczyńskiego. - Ale tak dobraliśmy wnętrze, żeby pasowało do przyjaznej treści. On pokazuje, że nie należy się go obawiać; jego zwycięstwo nie oznaczałoby pogorszenia stosunków z Rosją.
Jak dowiedziała się "Gazeta", wystąpienie wymyślił Michał Bichniewicz, dyr. sztabu Kaczyńskiego, a 17 lat temu - autor wywiadu rzeki z nim. Bichniewicz był w komisji weryfikacyjnej
WSI, gdy tę służbę likwidował Antoni Macierewicz.
Pięć lat temu Jarosław Kaczyński krytykował wizytę Aleksandra Kwaśniewskiego w Moskwie na 60. rocznicę zakończenia wojny. Insynuował, że Rosja ma haki na polskiego prezydenta, a po powrocie Kwaśniewskiego z Moskwy szef PiS wystąpił w spocie reklamowym. -Napaść Hitlera i Rosji sowieckiej kosztowała nas śmierć 6 mln ludzi, straszliwe zniszczenia i pół wieku niewoli. Rosjanie zamordowali tysiące polskich oficerów. Dziś odmawiają uznania tej zbrodni za ludobójstwo. Putin zaprasza do Moskwy Jaruzelskiego - słyszeliśmy w tamtej reklamówce.
- Wiele zmieniło się w Rosji, Putin już nie chwali menedżerskich talentów Stalina, Miedwiediew mówi o Katyniu niemal tak, jak byśmy sobie tego życzyli, choć zabrakło jeszcze słowa "ludobójstwo" -wyjaśnia ewolucję PiS Adam Bielan ze sztabu Kaczyńskiego.
Platforma powątpiewa. - Dla interesów Polski to dobrze, że Kaczyński tak zmienił ton. Ale jeszcze parę dni temu to PiS robił awanturę w Sejmie o przejęcie od Rosji śledztwa, a jego zaplecze medialne rozpowszechnia teorie spiskowe. Obawiam się, że wystąpienie Kaczyńskiego to tylko zimna
gra marketingowa - ocenia Rafał Grupiński ze sztabu Bronisława Komorowskiego.
Dla "Gazety" Radosław Sikorski, szef MSZ Należy docenić, że Jarosław Kaczyński zapragnął rozwinąć myśl po raz pierwszy sformułowaną w niewygłoszonym już, niestety, przez Lecha Kaczyńskiego przemówieniu o możliwości polsko-rosyjskiego pojednania.
Należy mieć nadzieję, że tak jak tragedia w Smoleńsku zmieniła nas wszystkich, zmieniła też podejście PiS do wschodnich sąsiadów.
Rząd RP konsekwentnie prowadzi dialog z Rosją, realizując zasadę: jak
Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. W relacjach z tak trudnym partnerem, jakim jest Federacja Rosyjska, pożądane byłoby wspólne w tej kwestii stanowisko rządu i opozycji. W przeszłości zdarzało się, że każdy, kto w tej kwestii miał inny pogląd, był nazywany "ruskim agentem". Ostatnie oświadczenie Jarosława Kaczyńskiego daje ku takiemu wspólnemu działaniu na rzecz pojednania z Rosją znacznie lepszą podstawę.
not. pw Dmitrij Babicz ekspert agencji RIA Nowosti od spraw polskich Przyjmuję za dobrą monetę wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego do Rosjan, choć pamiętam jego poprzednie słowa oRosji, a zwłaszcza ostatnie wyskoki innych polityków PiS i komentatorów sympatyzujących z prawicą. Czas pokaże, na ile słowa Kaczyńskiego są szczere, a na ile to element kampanii.
Być może Kaczyński chce złagodzić swój wizerunek w Rosji. Jeśli uda mu się nieco powstrzymać rusofobiczną histerię części polskich mediów i polityków widoczną w ostatnich dniach, to bardzo dobrze. Ale może także nic się nie zmienić. A on będzie mógł mówić, że przecież wydał swoje orędzie, zaś ludzie w wolnym kraju piszą i mówią, co chcą. Ogólnie to gest w dobrą stronę, ale byłbym ostrożny w jego ocenie.
not. maw