http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Święto na placu Czerwonym

Marcin Wojciechowski, Moskwa, mag
2010-05-10, ostatnia aktualizacja 2010-05-09 18:55

Kolumny defilujących wojsk za chwilę wjadą na plac Czerwony
Kolumny defilujących wojsk za chwilę wjadą na plac Czerwony
Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta

Defilada z okazji 65. rocznicy zwycięstwa nad Hitlerem nie była demonstracją ambicji imperialnych Moskwy - prezydent Miedwiediew przemawiał pojednawczo, mówiąc że tylko wspólnie można zapobiegać zagrożeniom

Rosja żyła tą defiladą od kilku dni. W Moskwie od tygodnia trwały próby, przez które miasto było całkowicie zablokowane. Półtoragodzinny show na placu Czerwonym rzeczywiście robił wielkie wrażenie - w dopracowanym do perfekcji pokazie wzięło udział 11 tys. żołnierzy, 161 sztuk ciężkiego sprzętu oraz 127 samolotów i helikopterów.

Największy powód do dumy rosyjska armia zostawiła na koniec pokazując po raz pierwszy wyrzutnię rakiet międzykontynentalnych Topol-M. To najlepsza obecnie rosyjska broń strategiczna. Uzbrojony w głowicę atomową pocisk ma zasięg 11 tys. km, leci z prędkością 7 km na sekundę i trafia w cel z dokładnością 200-300 m.

Defilada nie była jednak demonstracją ambicji imperialnych Moskwy. Wprost przeciwnie - Dmitrij Miedwiediew wygłosił łagodne, otwarte wobec świata przemówienie. Rosyjscy komentatorzy podkreślali, że jego poprzednik, obecny premier Władimir Putin 9 maja zawsze kogoś uszczypnął - a to Amerykanów za wojnę w Iraku, a to państwa bałtyckie lub Ukrainę, z którymi Moskwa spiera się o historię.

- 65 lat temu rozgromiono nazizm. Zatrzymano maszynę niszczenia narodów. Naszemu krajowi i całej Europie został zwrócony pokój - mówił Miedwiediew. Przypomniał, że Związek Radziecki poniósł największe straty - szacuje się, że podczas wojny zginęło 28 mln obywateli ZSRR. Mówił o głównych bitwach: obronie Moskwy i Leningradu, bitwie o Stalingrad i na Łuku Kurskim. - To krew i łzy, gorycz porażek i radość zwycięstw. I jeden wybór: zwyciężyć albo zostać niewolnikami - powiedział.

Miedwiediew docenił wkład w zwycięstwo wszystkich byłych narodów ZSRR oraz aliantów zachodnich, którzy po raz pierwszy wzięli udział w moskiewskiej defiladzie. Tuż po Rosjanach oraz wojskach dawnych republik radzieckich przez plac Czerwony przemaszerowało 70 żołnierzy Wojska Polskiego w mundurach wojsk lądowych, powietrznych, morskich i specjalnych. Polacy szli przed Francuzami, Brytyjczykami i Amerykanami. Nasi żołnierze paradowali na placu Czerwonym po raz pierwszy od 1945 r. - wtedy w defiladzie zwycięstwa uczestniczyli żołnierze Ludowego Wojska Polskiego.

Z trybuny honorowej pokaz oglądali m.in. polscy weterani reprezentujący Armię Krajową, Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie oraz I i II Armii LWP. Był też gen. Wojciech Jaruzelski, który walczył w szeregach wojsk stworzonych w ZSRR.

Głównymi gośćmi zagranicznymi byli przywódca Chin Hu Jintao i kanclerz Niemiec Angela Merkel. P.o. prezydenta Polski marszałek Sejmu Bronisław Komorowski siedział tuż obok nich, w pierwszym rzędzie.

Niektórzy ze światowych przywódców w ostatniej chwili odwołali przylot do Moskwy. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy i premier Włoch Silvio Berlusconi z powodu negocjacji w sprawie pomocy dla Grecji. Jak podaje BBC, brytyjski następca tronu książę Karol chciał przyjechać, ale Rosjanie nie wyrazili zainteresowania. Premier Gordon Brown nie mógł przyjechać z powodu niejasnej sytuacji po czwartkowych wyborach. Zabrakło prezydentów Ukrainy Wiktora Janukowycza i Białorusi Aleksandra Łukaszenki, bo w Kijowie i Mińsku także odbyły się wczoraj parady zwycięstwa.

W Rosji zorganizowano defilady w 72 miastach oraz w dzierżawionej od Ukraińców bazie morskiej w Sewastopolu na Krymie. Ludzie żyli obchodami. "Spasibo diedu za pobiedu!" ("Dziękuję dziadkowi za zwycięstwo"), "Na Berlin!" - tak udekorowane samochody widziałem w weekend w Moskwie. Weterani dostawali bezpłatne karty do telefonów komórkowych, dzięki którym mogli dzwonić w tych dniach za darmo.

Po południu w parkach i na placach zaczęły się tradycyjne spotkania kombatantów z tańcami przy harmonii i frontowych 100 gramach wódki. Ale było ich mniej niż w latach ubiegłych i coraz mniej ludzi miało siłę tańczyć. - Weterani odchodzą. To prawdopodobnie ostatnia okrągła rocznica z ich udziałem. To tłumaczy niezwykły przepych tych obchodów - mówi Andriej Lipski, wiceszef "Nowej Gaziety".

Po oficjalnych obchodach w niektórych miastach na ulice wyszli komuniści z portretami Józefa Stalina, ale było ich niewielu.

- Wojny nie zaczynają się z niczego. Zło nabiera siły gdy mu się ustępuje i się go nie zauważa. Tylko wspólnie możemy zapobiegać współczesnym zagrożeniem. Razem musimy rozwiązywać kwestie bezpieczeństwa świata - mówił na placu Czerwonym Miedwiediew.

Pod koniec defilady na placu Czerwonym niespodziewanie zabrzmiała "Oda do radości" - hymn zjednoczonej Europy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':