http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Knebel żałoby

Waldemar Kuczyński
2010-05-09, ostatnia aktualizacja 2010-05-09 16:59

Od dawna już politycy PiS i komentatorzy sympatyzujący z tą partią stosują etykietowanie każdej niemal wypowiedzi, która krytykuje Prawo i Sprawiedliwość, jego liderów i polityczny projekt, tak zwaną IV RP.

Wystarczy bardziej stanowcza ocena zachowania polityka PiS, szczególnie braci Kaczyńskich wcześniej, a teraz prezesa PiS, by dostała etykietkę obelgi, nagonki, nienawiści itd. W głównym nurcie mediów czasami, a w internecie zawsze, towarzyszy temu porcja rynsztokowych wyzwisk.

Od wypadku pod Smoleńskiem maniera etykietowania antypisowskiej krytyki, jako z góry obelżywej, nienawistnej, nabrała cech szantażu cenzorskiego. Krytyka PiS, jego prezesa i zmarłego brata, jest przedstawiana jako przestępstwo moralne, godzenie w powagę żałoby i lekceważenie cierpienia ludzi, którzy stracili bliskich. Przy tym szantaż nie obejmuje jednakową ochroną wszystkich ofiar i dotkniętych żałobą, lecz głównie prezydenta i jego brata. Tutaj ma obowiązywać jako coś, czemu nie wolno się przeciwstawić, zasada: mówić dobrze, a jak już nie, to z zesznurowanymi ustami, a najlepiej milczeć.

PiS nawet nie mając władzy znalazł w klimacie żalu i współczucia po smoleńskiej tragedii okazję i sposób do narzucenia takiego tonu i treści debaty publicznej, z których można wyciągnąć trywialny, ale superważny dla tej partii zysk polityczny. Politycy PiS, przyjmijmy z dobrą wiarą że szczerze, przybrali żałobne szaty, miny i słowa. Ale ich medialne i internetowe armie są w natarciu, wykorzystując w stopniu niespotykanym wcześniej rynsztokowy rezerwuar języka. Ich samych żałobna cenzura nie obowiązuje rzecz jasna, bo wymyślają tym, którzy, ich zdaniem, zmarłych i ich rodziny nie chcą uszanować.

Oczywiście, spotykają się z odpowiedzią, czasem niesmaczną, bo cenzurze żałobnej, czyli sytuacyjnej, można się przeciwstawić, ryzykując co najwyżej obryzganie wyzwiskami. Gorzej, gdyby ta partia znowu dostała władzę. Ile nocy jej wystarczy, by cenzorski szantaż na podkładzie żalu zastąpić skuteczniejszym, władczym? Sądzę, że niewiele, bo pamiętamy rok 2005, gdy w parę godzin media publiczne znalazły się w rękach Braci. I widzimy TVP1, zapowiedź mediów Czwartej RP.

Tę cenzurę trzeba z debaty publicznej usunąć. Żałoba po tych, co odeszli, i debata nad tym, co nadejdzie dla kraju, to płaszczyzny, których nie wolno mieszać. Debata dotyczy dziś tego kto będzie prezydentem. Prezydentura nie może być podarunkiem pocieszenia po tragedii, danym w odruchu współczucia.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 97 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    242 głosy