Na światowych giełdach walutowych napięcie sięgnęło wczoraj zenitu. W piątek nad ranem naszego czasu wartość euro po raz drugi w ciągu doby spadła do 1,25 dolara. Kurs europejskiej waluty osiągnął poziom widziany w ostatnich trzech latach tylko dwa razy - i to dwa razy na przełomie 2008 i 2009 r. Światowy kryzys finansowy osiągnął wtedy apogeum.
Teraz strach bierze się z przewidywań, że po Grecji - którą przed bankructwem uratowała góra międzynarodowych pożyczek - swoich obligacji nie zdołają wykupić także inne zadłużone po uszy państwa strefy euro:
Hiszpania,
Portugalia,
Włochy.
Inwestorzy na wszelki wypadek zamieniają więc euro na dolary, a za nie kupują uważane za pewne obligacje rządu amerykańskiego.
Atmosfera przypomina czas, kiedy upadał amerykański bank Lehman Brothers
Odwrót od euro uderza w polskiego złotego. Gdy inwestorzy uciekają przed ryzykiem, zwijają też żagle z tzw. rynków wschodzących, do których zalicza się Polskę. Sprzedają więc złotego i kupują euro - lub od razu dolary. To dlatego w ciągu trzech dni dolar podrożał u nas o 40 gr, a euro o ponad 30 gr.
- Wśród walut środkowoeuropejskich
złoty traci najwięcej, bo nasz rynek walutowy jest najbardziej płynny. Złotego łatwiej sprzedać niż np. forinta lub czeską koronę - mówi Marek Rogalski z Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska.
W piątek rano złoty osłabł rekordowo. Za dolara trzeba było płacić aż 3,34 zł, choć jeszcze tydzień temu kurs nie przekraczał 2,93 zł. Raty walutowych kredytów hipotecznych, które spłaca kilkaset tysięcy Polaków, w trzy dni poszły w górę średnio o 150-200 zł. To była największa wyprzedaż naszej waluty od półtora roku.
Wydawało się, że dla euro i złotego nie będzie znikąd pomocy. W czwartek Europejski Bank Centralny nie zdecydował się bronić wartości euro. Jego kurs spadał dalej. Inwestorów uspokoił dopiero komunikat, że ministrowie finansów grupy G7 (najbogatsze państwa świata) w piątek rozmawiali o zamęcie na rynku walutowym. Powstała nadzieja, że europejska waluta nie zostanie rzucona na pastwę losu.
Kilka godzin później niemiecki parlament zatwierdził pomoc dla Grecji. Euro zaczęło drożeć i w pewnej chwili osiągnęło cenę 1,27 dol. Od dna odbił się też złoty, który w piątek po południu był o 10 gr droższy wobec głównych walut niż rano. Cena dolara spadła do 3,27 zł.
Nerwów nie zdołali też opanować inwestorzy na rynku akcji. W Paryżu i Londynie indeksy spadły w piątek po raz czwarty z rzędu - tym razem o ponad 3 proc. W Warszawie indeks WIG20 stracił 2,5 proc., a przez cały tydzień jego wartość stopniała aż o 10 proc.
- Atmosfera przypomina czas, kiedy upadał amerykański bank Lehman Brothers - mówi Sebastian Buczek, szef Quercus TFI.