Spójrzmy, jak wyglądała katastrofa pod Smoleńskiem oraz wszystko to, co stało się potem, w oczach Emilki z Olkusza, wysokiej blondynki z oczyma jak rozwodniona, niebieska farbka akwarelka. Niech nas nie zwiedzie, że Emilka przedstawia się „Emilka”, co na pozór sugeruje naiwną dziewczęcość. W ciągu ostatnich dwóch lat ukończyła dwa kierunki studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim, wyszła za mąż, zaszła w ciążę i urodziła synka. Ponadto odnowiła mieszkanie, próbowała sił w krakowskich gazetach, ale ponieważ było jej za daleko do czytelnika („W Olkuszu coś napiszę i ludzie od razu mówią mi na ulicy: »fajnie « albo »do kitu «), została dziennikarką „Przeglądu Olkuskiego”.
- Te ostatnie dni... Nawet nie wiem, co o tym myśleć.
***
Sobota, 10 kwietnia, jakoś przed południem: Emilka dowiaduje się o katastrofie. Czuje ból i żal.
Ale jest dziennikarką, więc szuka informacji.
Wieczorem już wie, że jedną z ofiar jest major Arkadiusz Protasiuk, kapitan prezydenckiego samolotu, olkuszanin. Umieszcza tę wiadomość na stronie internetowej "Przeglądu".
Niedziela, 11 kwietnia: wiadomość o śmierci majora Protasiuka obiega Olkusz. Ton informacji jest ciągle tylko żałobno-tragiczny, bo nie może być innego.
Poniedziałek, 12 kwietnia: u rodziców majora Protasiuka zjawiają się olkuszanie (rodzice około sześćdziesiątki, ojciec - niepełnosprawny, zjechali tu do pracy w Hucie Katowice, marzyli o powrocie w rodzinne strony, na Mazowsze). Mówią, że major jest bohaterem. Współczują.
Wtorek, 13 kwietnia: Emilka idzie do państwa Protasiuków. Rozmawiają kilka godzin, na koniec nawet się uśmiechają. Powtarzają: - Nasz syn jest niewinny.
Emilka zastanawia się, dlaczego tak mówią. Pyta więc, jakim dzieckiem był major Protasiuk. Jakim uczniem. Dlaczego został pilotem. I nie rozumie, skąd u rodziców majora tak natrętna potrzeba tłumaczenia niewinności syna.
Potem ogląda tytuły tabloidów. Patrzy na zdjęcia, zrobione wbrew woli rodziców majora. W tabloidach jest o domniemanej winie Arkadiusza Protasiuka. Oczywiście między wierszami i ze znakiem zapytania.
W tle wielogodzinnej rozmowy państwa Protasiuków i Emilki - telefony. Od znajomych i nieznajomych. Z wyrazami solidarności, smutne, opiekuńcze, współczujące. Bez przerwy.
Środa, 14 kwietnia: to samo.
Czwartek, 15 kwietnia: w olkuskich szkołach powstają miejsca pamięci majora Protasiuka. Zdjęcia, kwiaty, znicze. Księga kondolencyjna w urzędzie miejskim.
Niedziela, 18 kwietnia: Olkusz ogląda pogrzeb pary prezydenckiej.
Poniedziałek, 19 kwietnia: już po państwowej żałobie. Ale w Olkuszu żałoba trwa. Cicha, dyskretna, żałoba sąsiadów i znajomych. Księga kondolencyjna w urzędzie miasta zapełnia się wpisami.
***
A z drugiej strony, kto z olkuszan chciał, ten poznał wiersz o "łajdakach", autorstwa nadwornego satyryka. Usłyszał wrzawę paranoików (liczny ten oddział, oj liczny, akurat ma swoje pięć minut) wierzących w teorię spiskową, chętnie recytujących rymy o konieczności posypywania głowy popiołem.
Więcej - kto chce, przeczyta strofy poety, sprawne rymem i rytmem, lecz paskudne w treści. Ten poeta, zanim go dopadło, naprawdę był poetą. A przecież w tym kraju poetom ufa się bezgranicznie.
Kto chciał, dokopał się do wielu interpretacji i komentarzy autorstwa blogerów blagierów, publicystów szamanów i felietonistów poczytnych tabloidów oraz natchnionych prezenterów w telewizyjnym prajmtajmie. O sztucznej mgle, o strzałach w tył głowy, o Ruskich, o spisku, o broni elektromagnetycznej, którą wyśledzili jacyś spece z Rumunii. Dzieje się w tych dniach w ludzkich głowach aż za bardzo.
Źródło: Gazeta Wyborcza