Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Pod koniec ubiegłego roku
TVN-owskie "Fakty" wyemitowały dwa pokaźne materiały podważające zasadność wydawania publicznych pieniędzy na szczepienie dziewczynek przeciw wirusowi HPV. Ich autor Marek Nowicki twierdził, że szczepionka nie chroni przed rakiem szyjki macicy, a w ten sposób jest promowana, i że wielu burmistrzów i wójtów, którzy zdecydowali się na jej refundację, nie miało wystarczających wiadomości na ten temat. "Miasta i gminy przed podjęciem decyzji o zakupie szczepionek przeciwko wirusowi HPV powinny otrzymać obiektywną informację z pewnego źródła, tak aby nie ulegały marketingowym zabiegom firm farmaceutycznych. Dostarczenie takich informacji należy do obowiązków państwa" - napisał w specjalnym oświadczeniu do "Gazety" Nowicki.
Śpieszę powiadomić mojego kolegę z TVN, że taka informacja właśnie nadeszła.
Rada Konsultacyjna Agencji Oceny Technologii Medycznych (instytucji, na którą Marek Nowicki powoływał się w swoim oświadczeniu) na niedawnym posiedzeniu pozytywnie oceniła realizowane przez samorządy programy profilaktyki zdrowotnej obejmujące akcję szczepień nastolatek przeciw wirusowi HPV.
Rada zaproponowała jednak, a szef AOTM na to przystał, by program szczepień nie nazywał się "Programem przeciwdziałania rakowi szyjki macicy", lecz "Programem zapobiegania czynnikom ryzyka raka szyjki macicy". Postąpiono tak z uwagi na to, że - jak słusznie podkreślał Nowicki - o faktycznym wpływie programu masowych szczepień przeciw HPV na zapadalność na raka przekonamy się dopiero za kilkanaście lat. Na razie wiemy, że szczepienie redukuje ryzyko stanu przedrakowego, który poprzedza rozwój nowotworu, oraz inwazyjnych zabiegów na szyjce macicy stosowanych w jego leczeniu.
Rada Konsultacyjna zasugerowała również obniżenie wieku populacji dziewcząt obejmowanych programem do 12 lat, tak jak ma to miejsce w większości krajów na świecie prowadzących szczepienia przeciw HPV. Wskazała także na ogromne znaczenie edukacji zdrowotnej w zakresie profilaktyki raka szyjki. Chodzi o to, by zaszczepione kobiety miały świadomość, że szczepionka nie gwarantuje ochrony przed wszystkimi typami wirusa HPV wywołującymi raka (tylko przed najczęstszymi) i że również po przyjęciu szczepionki muszą nadal regularnie poddawać się badaniu cytologicznemu (od początku namawiałem czytelniczki "Gazety" na taką właśnie ostrożność).
Jak zwał, tak zwał, ważne, że cała akcja zyskała ostateczne błogosławieństwo "pewnego źródła". Te samorządy, które się przestraszyły "Faktów" i zaczęły się wycofywać z finansowania szczepień (a niestety takie były), można więc spokojnie zachęcić do ponownego przemyślenia sprawy, a te, które uznały, że bardziej wierzą współpracującym z nimi lekarzom niż niektórym mediom, pogratulować trafnego wyboru.