Wyobraźmy sobie, że Sejm ją uchwala i premier występuje do władz rosyjskich o przejęcie śledztwa. Załóżmy nawet, że takie przejęcie prawo dopuszcza, co w przypadku śledztwa prokuratorskiego, a nie czystego wyjaśniania przyczyn katastrofy lotniczej, jest wątpliwe. Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach może sądzić, że takiemu żądaniu Rosjanie się podporządkują? Przecież bije w oczy podejrzliwość wobec tego, co Rosjanie robią w sprawie katastrofy, przekazanie śledztwa byłoby przyznaniem, że podejrzliwość jest zasadna. To byłaby zgoda na upokorzenie ich kraju w obliczu świata, bo sprawa jest głośna. Prezes
PiS doskonale to wie. Wie, że śledztwo, prowadzone zresztą, jak podkreśla strona polska, która w nim uczestniczy, rzetelnie, nie będzie przekazane Polsce. PiS nie po to zgłasza rezolucję!
Nie chodzi mu o dobro śledztwa, bo tą drogą je tylko utrudni i przedłuży. Chyba nie chce tego? Wie, że rezolucja nie będzie uchwalona, a gdyby była to premier, który rozumie interes kraju, nie wystąpi do Rosji o oddanie śledztwa. Bo go nie dostanie, a stosunki z Rosją zawali.
I dlatego PiS z rezolucją wystąpił, że to doskonale rozumie. Chodzi mu o ustawienie Platformy, rządu, premiera i marszałka Sejmu w wygodnej pozycji do wyborczego obryzgania zarzutami, że prawdę o katastrofie oddali za lepsze stosunki z Rosją, że się boją, a krewcy publicyści dodadzą, że to sługusy Ruskich, albo i gorzej. O to tylko chodzi!
To kolejna PiS-owska pułapka. Zrobisz to, co trzeba i jesteś na muszce! Prezes milczy, ale to ten sam prezes i ten sam PiS. Ten sam co w latach 2005-2007. Wszystko inne to puder, maskarada i paprotka.