Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Odpowiedzi z matematyki przygotowane przez serwis Edulandia
Odpowiedzi z polskiego przygotowane przez serwis Edulandia
>Większość zadań była na poziomie szkoły podstawowej, no może nie tej obecnej, ale na pewno tej, którą jeszcze pamiętam ze swoich własnych lat szkolnych. Miałem wrażenie, że one przede wszystkim sprawdzały rozumienie tekstu polecenia. Bo jak już ktoś pojął, o co go eksperci Centralnej Komisji Egzaminacyjnej proszą (a pytania, trzeba przyznać, były napisane zrozumiałym językiem), to już potem pozostało - pierwszy z brzegu przykład - podstawić liczbę w miejsce x oraz wykonać kilka prostych działań arytmetycznych, z którymi mógł poradzić sobie nawet dziesięciolatek. Co też miało sprawdzać zadanie, w którym proszono o policzenie pola powierzchni prostopadłościennego pudełka, kiedy znane są jego wymiary? A w pytaniu o rozmiar kąta - rozwartego (!), co widać z rysunku - kazano wybrać spośród wersji: 30, 60, 90 i 120 stopni. Przeglądając kolejne pytania dumałem: to jakiś żart, czy matura, do niedawna wzniośle zwana sprawdzianem dojrzałości?
Rozumiem, że ten końcowy egzamin ma sprawdzać umiejętności i wiedzę nabytą podczas całego dotychczasowego procesu nauczania. Mam jednak wrażenie, że CKE ambitnie zaczęła od sprawdzania wiedzy z podstawówki, a na dalsze i trudniejsze pytania już zabrakło miejsca.
Oczywiście, żartuję. Nie będę udawał, że nie wiem, o co chodzi. Trzeba było przecież pokazać, że matematyka - po raz pierwszy od lat obowiązkowa na maturze - jest "prosta", że nie ma powodów, by się jej obawiać. Cel tej matury był jeden: oswoić z nią uczniów, rodziców, nauczycieli i polityków, absolutnie do niej nie zniechęcić, nikogo nie rozczarować. Tak, zapewne chodziło o to, by ogłosić sukces - w imię długoplanowych, strategicznych celów.
Ale jakich celów? Może były obawy, że po wielkiej klapie matematyka znowu opuściłaby listę obowiązkowych przedmiotów na maturze? Może CKE zdaje się wierzyć, że sama obecność matematyki na maturze, niezależnie w jakiej formie, jest dobrem samym w sobie. Będzie mobilizować uczniów i nauczycieli, i koniec końców przyczyni się do tego, że w społeczeństwie wzrośnie poziom matematycznego wykształcenia, tak potrzebnego Polsce, by nie została w ogonie we współczesnego wyścigu cywilizacyjnego.
Obawiam się jednak, że w takiej formie ta matura przyczyni się tylko do tego, że wejdziemy na szczyty samozadowolenia. Będziemy się łudzili, że wszystko jest dobrze. A nie jest. Jak jednak mamy postawić właściwą diagnozę, kiedy sprawdzian - który właśnie do tego powinien służyć - zamienia się w farsę?
Kosztem wysiłku tysięcy ludzi - egzaminatorów, szkół, uczniów - ufundowaliśmy sobie test, który niczego nie sprawdza, niczego nie pokazuje. O przepraszam, pokazuje - że z matematyką w szkole jest wciąż źle, bardzo źle. Ale to już przecież wiedzieliśmy. Po co więc to całe przedstawienie?