- Na miejscu katastrofy Tu-154 nic wyszperać już się nie da. Nie tylko wszystko przeszukaliśmy, ale zebraliśmy grunt i po przesuszeniu przesialiśmy go. W niektórych miejscach zbieraliśmy ziemię do głębokości trzech metrów. Wszystkie najmniejsze fragmenty samolotu zostały odnalezione - zapewnił nas wczoraj pracownik lotniska Siewiernyj w Smoleńsku Aleksandr Koronczin.
Co leży w lesie? Tymczasem we wtorek do ministra sprawiedliwości zgłosił się uczestnik wycieczki do Smoleńska, opisując, że na miejscu katastrofy prezydenckiego tupolewa z 10 kwietnia - w porośniętym lasem bagnistym terenie - wciąż znaleźć można rzeczy należące do ofiar i części samolotu. Min. Krzysztof Kwiatkowski ujawnił to wczoraj w
TVN 24. I powiedział, że od razu poinformował wojskową prokuraturę, a prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta poprosił, by podczas wizyty w Moskwie (zaczęła się wczoraj) zwrócił się o ponowne przeszukanie i zabezpieczenie miejsca katastrofy pod Smoleńskiem. Minister wystąpił w tej sprawie także do
MSZ z prośbą o interwencję kanałami dyplomatycznymi.
Kwiatkowski mówił w TVN 24, że trzeba podjąć natychmiastowe działania, bo "tego wymaga po prostu szacunek wobec naszych zmarłych". - Byłem na miejscu zdarzenia, wiem, jaki to jest teren, to teren podmokły. Troszeczkę wcześniej udało się ten teren osuszyć i pewnie w tych miejscach, gdzie stała woda - taki mamy sygnał - pewne rzeczy pozostały. To wymaga ponownego przeszukania terenu i zabezpieczenia przez stronę rosyjską - mówił Kwiatkowski w TVN 24.
W Sejmie z kolei poseł Andrzej Dera (
PiS) opowiadał dziennikarzom o przypadkowym spotkaniu z innym człowiekiem, który był w Smoleńsku. - Harcerze znaleźli zdjęcia, spinki. Masę rzeczy jest w ziemi, nikt tego nie kontroluje - mówił. - Mogliby tam pojechać studenci archeologii - zaproponował Dera.
Szybko się okazało, że decyzja o wyjeździe do Smoleńska archeologów zapadła już wcześniej, na szczeblu rządowym. Poinformował o tym min. Michał Boni z kancelarii premiera. Specjalistycznego przebadania gruntu podjęli się naukowcy z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN oraz Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Pięć-siedem osób ma wyjechać do Smoleńska w przyszłym tygodniu. Strona polska czeka na oficjalną zgodę rosyjskich władz. Boni dodał, że interwencję w Rosji w sprawie zabezpieczenia miejsca katastrofy - poza Seremetem - podejmie też min. Jerzy Miller przewodniczący komisji badania wypadków lotniczych, który też wyleciał do Moskwy. Boni potwierdził uruchomienie kanału dyplomatycznego w tej sprawie. - Nasze służby rozmawiały też o tym z rosyjskimi - powiedział "Gazecie".
"Autentyczne relikwie" W Smoleńsku powstał natomiast nowy "biznes". Miejscowi usiłują sprzedawać przybyszom z Polski kawałki metalu, strzępy odzieży, zapewniając, że to są "autentyczne relikwie" z prezydenckiego odrzutowca. - Myślę, że waszych turystów nabierają. Sprzedają szmaty znalezione na śmietnikach i kawałki oddanych na złom starych samolotów wojskowych, które stoją na naszym lotnisku. Wmawiają, że to fragmenty "tuszki", jak u nas nazywa się Tu-154, a wciskają blaszki z Ił-76 - przestrzega Siergiej Amielin, dziennikarz ze Smoleńska.
Jeszcze przed wylotem do Moskwy, gdzie spotkać się ma Tatianą Anodiną, szefową Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), min. Miller przewodniczący polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności i przyczyny katastrofy poinformował, że jej skład został rozszerzony do 34 osób. Obok ekspertów wojskowych i cywilnych od katastrof zaproszono prawników specjalizujących w międzynarodowym i polskim prawie lotniczym, także czynnych cywilnych pilotów.
Prokuratorzy w Moskwie Według oficjalnych informacji badanie czarnych skrzynek, w tym rejestratorów rozmów w kabinie pilotów przeprowadzane w MAK, nie zostało jeszcze zakończone. Tymczasem wczoraj RMF i TVN 24 - nie powołując się na źródła - podały, że rejestrator rozmów MARS BM nagrał głos osoby, "która nie należała do jego ścisłej załogi", a następnie, że "prawdopodobnie to głos stewardesy". Prokuratura odmawia w tej sprawie komentarza.
Dziś w Moskwie prok. Seremet i Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy, będą rozmawiać z Jurijem Czajką, generalnym prokuratorem Federacji Rosyjskiej, oraz być może z Aleksandrem Bastrykinem, który kieruje komitetem śledczym przy prokuraturze generalnej.
Prokuratorzy Czajka i Seremet spotkają się z dziennikarzami na konferencji prasowej, która ma się odbyć przed rozpoczęciem ich rozmów.
Mają rozmawiać o jak najszybszym przekazania Polsce całości materiałów dotyczących katastrofy.