http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Archeolodzy zbadają teren katastrofy

ricz, wrób
2010-05-06, ostatnia aktualizacja 2010-05-05 20:35

Szczątki Tu-154
Szczątki Tu-154
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta

Polacy na miejscu smoleńskiej katastrofy znajdują buty, zdjęcia, portfele, paszporty, szczątki samolotu. Rząd prosi Moskwę o powtórne zabezpieczenie terenu

Wrak Tu-154 pod Smoleńskiem, 11 kwietnia 2010 r.
Fot. Mikhail Metzel AP
Wrak Tu-154 pod Smoleńskiem, 11 kwietnia 2010 r.
Kwiaty składane na wraku samolotu Tu-154 w miejscu katastrofy. Smoleńsk, Rosja, 12 kwietnia
Fot. Mikhail Metzel ASSOCIATED PRESS
Kwiaty składane na wraku samolotu Tu-154 w miejscu katastrofy. Smoleńsk, Rosja...
- Na miejscu katastrofy Tu-154 nic wyszperać już się nie da. Nie tylko wszystko przeszukaliśmy, ale zebraliśmy grunt i po przesuszeniu przesialiśmy go. W niektórych miejscach zbieraliśmy ziemię do głębokości trzech metrów. Wszystkie najmniejsze fragmenty samolotu zostały odnalezione - zapewnił nas wczoraj pracownik lotniska Siewiernyj w Smoleńsku Aleksandr Koronczin.

Co leży w lesie?

Tymczasem we wtorek do ministra sprawiedliwości zgłosił się uczestnik wycieczki do Smoleńska, opisując, że na miejscu katastrofy prezydenckiego tupolewa z 10 kwietnia - w porośniętym lasem bagnistym terenie - wciąż znaleźć można rzeczy należące do ofiar i części samolotu. Min. Krzysztof Kwiatkowski ujawnił to wczoraj w TVN 24. I powiedział, że od razu poinformował wojskową prokuraturę, a prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta poprosił, by podczas wizyty w Moskwie (zaczęła się wczoraj) zwrócił się o ponowne przeszukanie i zabezpieczenie miejsca katastrofy pod Smoleńskiem. Minister wystąpił w tej sprawie także do MSZ z prośbą o interwencję kanałami dyplomatycznymi.

Kwiatkowski mówił w TVN 24, że trzeba podjąć natychmiastowe działania, bo "tego wymaga po prostu szacunek wobec naszych zmarłych". - Byłem na miejscu zdarzenia, wiem, jaki to jest teren, to teren podmokły. Troszeczkę wcześniej udało się ten teren osuszyć i pewnie w tych miejscach, gdzie stała woda - taki mamy sygnał - pewne rzeczy pozostały. To wymaga ponownego przeszukania terenu i zabezpieczenia przez stronę rosyjską - mówił Kwiatkowski w TVN 24.

W Sejmie z kolei poseł Andrzej Dera (PiS) opowiadał dziennikarzom o przypadkowym spotkaniu z innym człowiekiem, który był w Smoleńsku. - Harcerze znaleźli zdjęcia, spinki. Masę rzeczy jest w ziemi, nikt tego nie kontroluje - mówił. - Mogliby tam pojechać studenci archeologii - zaproponował Dera.

Szybko się okazało, że decyzja o wyjeździe do Smoleńska archeologów zapadła już wcześniej, na szczeblu rządowym. Poinformował o tym min. Michał Boni z kancelarii premiera. Specjalistycznego przebadania gruntu podjęli się naukowcy z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN oraz Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Pięć-siedem osób ma wyjechać do Smoleńska w przyszłym tygodniu. Strona polska czeka na oficjalną zgodę rosyjskich władz. Boni dodał, że interwencję w Rosji w sprawie zabezpieczenia miejsca katastrofy - poza Seremetem - podejmie też min. Jerzy Miller przewodniczący komisji badania wypadków lotniczych, który też wyleciał do Moskwy. Boni potwierdził uruchomienie kanału dyplomatycznego w tej sprawie. - Nasze służby rozmawiały też o tym z rosyjskimi - powiedział "Gazecie".

"Autentyczne relikwie"

W Smoleńsku powstał natomiast nowy "biznes". Miejscowi usiłują sprzedawać przybyszom z Polski kawałki metalu, strzępy odzieży, zapewniając, że to są "autentyczne relikwie" z prezydenckiego odrzutowca. - Myślę, że waszych turystów nabierają. Sprzedają szmaty znalezione na śmietnikach i kawałki oddanych na złom starych samolotów wojskowych, które stoją na naszym lotnisku. Wmawiają, że to fragmenty "tuszki", jak u nas nazywa się Tu-154, a wciskają blaszki z Ił-76 - przestrzega Siergiej Amielin, dziennikarz ze Smoleńska.

Jeszcze przed wylotem do Moskwy, gdzie spotkać się ma Tatianą Anodiną, szefową Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), min. Miller przewodniczący polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności i przyczyny katastrofy poinformował, że jej skład został rozszerzony do 34 osób. Obok ekspertów wojskowych i cywilnych od katastrof zaproszono prawników specjalizujących w międzynarodowym i polskim prawie lotniczym, także czynnych cywilnych pilotów.

Prokuratorzy w Moskwie

Według oficjalnych informacji badanie czarnych skrzynek, w tym rejestratorów rozmów w kabinie pilotów przeprowadzane w MAK, nie zostało jeszcze zakończone. Tymczasem wczoraj RMF i TVN 24 - nie powołując się na źródła - podały, że rejestrator rozmów MARS BM nagrał głos osoby, "która nie należała do jego ścisłej załogi", a następnie, że "prawdopodobnie to głos stewardesy". Prokuratura odmawia w tej sprawie komentarza.

Dziś w Moskwie prok. Seremet i Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy, będą rozmawiać z Jurijem Czajką, generalnym prokuratorem Federacji Rosyjskiej, oraz być może z Aleksandrem Bastrykinem, który kieruje komitetem śledczym przy prokuraturze generalnej.

Prokuratorzy Czajka i Seremet spotkają się z dziennikarzami na konferencji prasowej, która ma się odbyć przed rozpoczęciem ich rozmów.

Mają rozmawiać o jak najszybszym przekazania Polsce całości materiałów dotyczących katastrofy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':