O tajemniczym zaginięciu przenośnego komputera byłego szefa
MON, a ostatnio BBN słychać od kilku dni. Zaczęła 22 kwietnia prof. Jadwiga Staniszkis. W felietonie dla WP.pl "Dlaczego popieram kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego" napisała: "Jeśli bowiem jest prawdą, że bezpośrednio (cztery godziny) po tragedii było włamanie do
mieszkania śp. Aleksandra Szczygły (zginął laptop), podobny fakt zdarzył się w Krakowie w domu śp. Zbigniewa Wassermanna, a także przeszukano szuflady śp. Janusza Kurtyki, to mnie to wystarczy. Nie chcę, by luzackie rządy Platformy przekształciły się w rządy mafii politycznej".
Następnego dnia informacje o zaginięciu laptopa potwierdziła w BBN "Rzeczpospolita", pisząc już o "wejściu ABW" do prywatnych mieszkań polityków opozycji, którzy zginęli w katastrofie. Podchwycił to portal Niezalezna.pl: "Funkcjonariusze zajęli się przede wszystkim mieszkaniami polityków związanych z PiS - z domu Aleksandra Szczygły miał zginąć laptop".
29 kwietnia w RMF FM o zaginionym laptopie mówił wiceszef BBN Witold Waszczykowski. Na pytanie, czy w mieszkaniu Szczygły była
ABW, odpowiada: "Nie wiemy".
Z dokumentów
policyjnych, które poznała "Gazeta", wynika, że pierwszymi osobami, które weszły do mieszkania Szczygły, byli urzędnicy BBN, prokurator wojskowy i
policja. Co więcej, komisyjne otwarcie mieszkania ministra nastąpiło na prośbę BBN.
14 kwietnia rano pismo w tej sprawie wysłała do Komendy Rejonowej Policji Warszawa II Agnieszka Wieliczko, dyrektor gabinetu szefa BBN. Zwróciła się do policji "o przydzielenie asysty przy otwarciu drzwi zewnętrznych" mieszkania ministra w Warszawie. Miało to nastąpić o godz. 16.30 w obecności rodziny ministra i urzędników BBN.
Początkowo policja nie chciała się zgodzić. "Brak jest podstaw prawnych" - odpisał zastępca komendanta nadkom. Robert Chmielewski.
Jednocześnie policja zwróciła się do wojskowej prokuratury z pytaniem, czy jej ewentualny udział w otwarciu mieszkania "nie stoi na przeszkodzie prowadzonemu śledztwu w sprawie katastrofy".
Ostatecznie policja wzięła udział w otwarciu mieszkania. Prosił o to prokurator wojskowy kpt. Wojciech Skrzypek (który też zjawił się na miejscu).
Jak to wyglądało? Nadkomisarze Chmielewski i Grzegorz Styczyński (zastępcy komendanta rejonowego Warszawa II) opisali wszystko 23 kwietnia w notatkach służbowych.
Piszą, że gdy ślusarz rozwiercił zamki, "do mieszkania weszli pracownicy BBN oraz brat zmarłego". Oni sami nie przekraczali progu. "W trakcie lustracji mieszkania przez pracowników BBN jedna z osób stwierdziła, że nie ma laptopa, który powinien tutaj być. Prokurator poinformował o możliwości złożenia zawiadomienia o tym fakcie w komisariacie policji"- czytamy notatce Styczyńskiego.
Chmielewski precyzuje, że brak laptopa zauważyła dyrektor Agnieszka Wieliczko, a pracownicy BBN "stwierdzili, że przed złożeniem zawiadomienia [o zniknięciu sprzętu] muszą dokonać ustaleń, gdyż laptop mógł być w samolocie".
Urzędnicy BBN kwestionowali też zawartość teczki swojego zmarłego szefa, w której były dokumenty "zdezaktualizowane, nie dotyczące merytorycznych obszarów zajmowanego stanowiska".
Zabrali telefon komórkowy, który był w mieszkaniu, i "zabezpieczyli je we własnym zakresie". Skończyli o godz. 18.40.
W policyjnych materiałach z otwarcia mieszkania i w odręcznym protokole podpisanym przez rodzinę zmarłego i urzędników BBN nie ma mowy o tym, że ktokolwiek mógł wejść tam wcześniej. Nie ma też sugestii o wejściu do mieszkania tajnych służb.
Pojawia się ona dopiero w pytaniu mec. Ewy Łukaszewicz (reprezentującej część rodzin ofiar katastrofy) wysłanym 23 kwietnia do ABW. "W związku z materiałami prasowymi, iż Agencja wchodziła do mieszkań zmarłych, zwracam się pytaniem, czy wśród mieszkań, do których weszła ABW, znajduje się mieszkanie Aleksandra Szczygły".
Co odpowiedziała ABW? - Tak jak w oficjalnym komunikacie powtórzyliśmy, że nie wykonywaliśmy żadnych czynności w tym mieszkaniu - mówi rzeczniczka Agencji ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska.
Czy BBN w końcu zawiadomił policję o zniknięciu laptopa? - To był prywatny laptop pana ministra, więc BBN nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia - mówi "Gazecie" rzecznik Biura Jarosław Rybak, odsyłając do mec. Łukaszewicz.
Ta informuje, że rodzina jeszcze sprawdza, gdzie może być komputer.