http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gwałcenie przez uszy

Halina Flis-Kuczyńska
2010-05-05, ostatnia aktualizacja 2010-05-05 16:31

Słuchałam w środę rano dyskusji w TOK FM, w której sporą część poświęcono temu, co się dzieje w programie pierwszym telewizji publicznej.

Siedziba TVP
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Siedziba TVP
ZOBACZ TAKŻE
Dziennikarze starali się nawzajem przekonać, że choć program tej stacji jest, najdelikatniej mówiąc, stronniczy i jednostajnie upolityczniony na korzyść PiS, to doprowadzenie tej stronniczości do przesady będzie zauważone i będzie stanowiło raczej ostrzeżenie przed powrotem PiS do władzy niż zachętą do głosowania na tę partię.

Otóż nie. Moim zdaniem, dziennikarze rozmawiający w rozgłośni nie zdają sobie sprawy ze znaczenia głosu TVP1. Jest to program najpowszechniej dostępny, najpowszechniej oglądany nawet przez tych, którzy żadnych innych mediów nie oglądają i nie czytają prasy. Poglądy wypowiadane przez ten kanał telewizyjny (i wprost, i przez liczne aluzje i napomknienia, wreszcie przez pominięcia niektórych spraw) zapadają w pamięć widzów dzień po dniu, systematycznie i starannie podawane i utwierdzane.

Polacy lubią wiedzieć, co się dzieje w polityce, ale dostęp do informacji nie jest dla obywateli z różnych miejsc kraju jednakowy. Tu w Warszawie mamy pełne spektrum rozgłośni radiowych, mamy telewizje kablowe z blisko stu kanałami w kilku językach. Na prowincji jest podobnie w dużych miastach, ale już nie w malutkich miasteczkach i nie na wsi. Tam często trzeba posługiwać się anteną satelitarną. Nie każdego na to stać, nie każdy decyduje się na taki wydatek skoro może za darmo, lub prawie za darmo jeśli płaci abonament, oglądać parę podstawowych stacji telewizyjnych, w tym najpopularniejszą jedynkę. Z niej czerpie wiedzę o świecie i o polskiej polityce.

Ma to więc znaczenie niemałe, kiedy od rozmówców z filmu Jana Pospieszalskiego i Ewy Stankiewicz dowiaduje się, że to najprawdopodobniej Ruskie zabiły nam prezydenta, bo tak mówią do kamery liczni żałobnicy, a gdyby tak nie było, to przecież redaktor telewizyjny by coś powiedział, a on nie zaprzeczył ani słowem.

Z tego programu telewizyjnego (TVP!) dzień po dniu dowiaduje się, jak wyjątkowo marnie rządzonym krajem jest Polska, i musiałby być w jakiś szczególny sposób odporny na indoktrynację, żeby mu nieufność do wszystkiego, co się w Polsce dzieje, nie zapadła w podświadomość i świadomość. Widzowie TVP1 są systematycznie gwałceni przez uszy.

Nie bądźmy naiwni w swoich wyobrażeniach. Nie lekceważmy znaczenia telewizji publicznej dla stanu świadomości obywateli. Nie łudźmy się, że to, co starają się wyważyć w swoich programach inne stacje, stanowi realną przeciwwagę dla TVP1.

Polacy lubią wiedzieć, co się dzieje w polityce, ale z telewizji publicznej dostają tylko obraz jednowymiarowy. Zarządzanie tą telewizją powinno być zmienione, bez względu na to, jaki krzyk się przeciwko temu podniesie w partiach opozycyjnych.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 44 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    139 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':