Agata Kondzińska: Wiceprezes PiS Adam Lipiński mówi: zapraszamy Polskę Plus do poparcia Jarosława Kaczyńskiego Marcin Libicki, były europoseł PiS, dziś Polska Plus*: - Dziesięć dni temu Adam Lipiński w wywiadzie dla "Naszego Dziennika" pytany, czy chce poparcia po tej stronie, odpowiedział, że chce poparcia w centrum. W ogóle nie odniósł się do pytania dziennikarza. Rozumiem, że to nie jest przedmiot jego zainteresowania.
Ale dziś mówi: zapraszamy Polskę Plus - Ja nie mogę się przez dziennikarzy dowiadywać, że chętnie byłbym tam widziany. Małych partii prawicowych nie jest dużo i wystarczy jeden telefon, jedno pytanie. O takiej ofercie bezpośrednio skierowanej nie słyszałem, więc trudno jest mi się do tego odnieść.
Proszę jednak spróbować - Mogę mówić wyłącznie we własnym imieniu. Jeśli Marek Jurek [też były członek PiS, obecnie szef partii Prawica Rzeczypospolitej] zarejestruje swoją listę, to w I turze jest mi do niego najbliżej.
A w drugiej? - Jeśli okaże się, że wejdzie do niej
Jarosław Kaczyński (co wcale nie jest przesądzone), to kłopot ma ktoś, kto miał innego kandydata w I turze. Bo wtedy II tura oznacza tylko wybór między mniejszym złem. I tu mam problem. Czy lepiej dla Polski, żeby prezydent i rząd byli z tego samego obozu i wzięli jednoznaczną odpowiedzialność za kraj? Czy lepiej mieć niekończącą się awanturę między prezydentem - być może mnie bliższym ideowo, gdyby nim został Jarosław Kaczyński, a rządem? Mieliśmy już przykład co to znaczy Tusk z jednej strony, a prezydent z PiS z drugiej.
Byłaby to powtórka z rozrywki. - Przyznaję, że to jest dla mnie problem. Nie podjąłem jeszcze decyzji. I proszę o zaznaczenie, że to moja indywidualna opinia. Chcę wiedzieć kto rządzi w Polsce. A nie słuchać, kto komu zabrał krzesło, kto komu nie dał samolotu. Uważam, że dla dobra Polski potrzebny jest święty spokój, ale też przyznaję, że pewnym niepokojem napawa mnie ewentualne zwycięstwo Platformy.
Mieliśmy już czasy, gdy Polską rządził jeden obóz. PiS miał prezydenta, premiera, marszałka Sejmu. Wcześniej podobną władzę miał SLD. - Dlatego nie zgadzam się z opinią powszechną nie tylko w Polsce, ale panującą często też w innych demokratycznych krajach: bardzo dobrze kiedy się rząd kontruje z prezydentem. To nie jest bardzo dobrze, to jest bardzo źle. Pierwsza Rzeczypospolita upadła, bo ile razy król chciał robić reformy, to Sejm nie pozwalał. Polska nie mogła przeprowadzać żadnych reform, bo nikt nie był odpowiedzialny, wszyscy robili sobie na złość, a skończyło się rozbiorami. To może lepiej mieć jeden obóz? A dla mnie jeden obóz platformowy, to nie jest to samo, co jeden obóz SLD. Ale to nie czas na ocenę rządów SLD.
Marek Jurek prosił pana o poparcie? - Nie chciałbym tego w tej chwili komentować. Na ogół staram się udzielać jasnych odpowiedzi, ale tutaj pozwolę sobie odmówić.
W wywiadzie dla Money.pl, mówił pan, że Jarosław Kaczyński zmarnuje spuściznę Lecha Kaczyńskiego. - Ten wywiad był dwa tygodnie temu. To nie znaczy, że ja to odwołuję. Ale jeśli ma się brata na Wawelu, trzeba być niezwykle ostrożnym. Jest już i będzie pewną legendą. I sytuacja, w której Jarosław Kaczyński zrobi cokolwiek będzie odnoszona do brata. Będzie tę jego spuściznę w oczach społeczeństwa narażać na szwank.
Może dlatego Jarosław Kaczyński ciągle pozostaje w cieniu. - Może tak. Lecha Kaczyńskiego poważałem i szanowałem. Uważałem, że jego wizyta w Tbilisi to był przebłysk geniuszu politycznego. To odmieniło historię. Rosjanie nie pozwolili sobie być może na obalenie Saakaszwilego i oczy świata zwróciły się wówczas na Gruzję. To był kamień milowy w polityce wschodniej. Jeśli jakikolwiek brat brata, który leży na Wawelu, będzie zaangażowany w politykę, to zawsze będzie to rzutować na legendę, tego który tam się znalazł.
Adam Lipiński mówi: Musimy skończyć z resentymentami, osobistymi urazami i pretensjami. To możliwe? - Co to znaczy skończyć? Jesteśmy dorosłymi ludźmi, nie musimy mieć pretensji, ale musimy pamiętać o zachowaniach. Adam Lipiński był w znacznym stopniu reżyserem intrygi przeciwko mnie. Tak po chrześcijańsku życzę Adamowi Lipińskiemu jak najlepiej. Ale nie mogę nie pamiętać, że mi tyle złego uczynił.
*Marcin Libicki - ma 71 lat. Działał w ZChN, Przymierzu Prawicy, PiS, teraz w Polsce Plus. Był posłem przez trzy kadencje, europosłem przez jedną. Odszedł z PiS, gdy przed rokiem władze partii nie umieściły go na liście do Parlamentu Europejskiego w związku z podejrzeniami o współpracę z PRL-wskimi służbami. Według informacji z IPN, miał być w 1966 r. "operacyjnie wykorzystywany" przez wywiad PRL. W 1981 r. odnotowano, że wywiad wykorzystywał Libickiego "z uwagi na posiadane kontakty w Radio Wolna Europa". Libicki zaprzeczał, ale PiS nadal nie wpuszczało do na listy wyborcze. Odszedł z partii. Wraz z nim w geście solidarności odeszli z PiS jeszcze dwaj posłowie, a legitymacje oddawali też radni miejscy i wojewódzcy w Wielkopolsce. W lutym Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał, że Marcin Libicki złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne i nie był świadomym współpracownikiem organów bezpieczeństwa PRL. Politycy PiS do dziś go nie przeprosili.