http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jeśli słyszę, że Smoleńsk to drugi Katyń, mam ochotę krzyczeć

rozmawiała Małgorzata Skowrońska
2010-05-05, ostatnia aktualizacja 2010-05-04 20:32

Andrzej Sariusz-Skąpski
Andrzej Sariusz-Skąpski
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta

Mój dziadek został zamordowany, a ojciec zginął w katastrofie samolotowej - mówi Izabella Sariusz-Skąpska

Małgorzata Skowrońska: Śledztwo, które ma wyjaśnić, jak doszło do katastrofy pod Smoleńskiem, wciąż trwa, a już pojawiają się spiskowe teorie, które mniej lub bardziej dosłownie mówią o zamachu. Jak reaguje na to ktoś, kto w tej katastrofie stracił ojca?

Izabella Sariusz-Skąpska*: Boję się włączyć telewizor. Trudno przefiltrować informacje. Tym bardziej że teorie spiskowe są coraz bardziej przerażające. Ostatnio ktoś zadzwonił do mamy, by przekazać jej "wiarygodną" informację, że Rosjanie po katastrofie dobijali rannych. Co trzeba mieć w głowie, żeby mówić wdowie coś takiego?

Trudno to sobie wyobrazić, ale wygląda na to, że sączenie jadu to nasza narodowa specjalność. I na dodatek można to robić w bardzo dobrym czasie antenowym w publicznej telewizji.

- Nie tylko w telewizji. W środę dowiedziałam się, że rodziny ofiar nie wiedziały, iż ciała bliskich były poddane sekcji. Jeśli ktoś myślał, że śledztwo, którego częścią jest sekcja, obędzie się bez badania ciał, to znaczy, że się nad tym po prostu nie zastanowił. Odwracanie sytuacji i mówienie w kategoriach zarzutu, że rodziny nie wiedziały o tym, jest absurdalne. Mój stryj i kuzyn, którzy pojechali do Moskwy zidentyfikować ciało ojca, dostali akt zgonu. Jako przyczynę śmierci lekarz wpisał "uraz wielonarządowy". Każdy, kto ogląda "Chirurgów" od sześciu sezonów, mógłby posłużyć się takim określeniem. Na zdrowy rozum chodzi przecież o to, żeby wykluczyć inne przyczyny śmierci. W tym kontekście nie widzę sensu, aby ktoś zawiadamiał mnie, że taka sekcja się odbyła. To oczywiste. Zgodę na sekcję mogę wydawać w sytuacji normalnej. Natomiast w śledztwie obowiązują inne zasady.

Pojawiły się głosy rodzin ofiar, że służby polskie i rosyjskie nie zawsze zachowywały się tak, jak należy. Pani też ma takie doświadczenia?

- Nie. Nawet w pewnym momencie dotarło do mnie, jak precyzyjne procedury mamy w Polsce na takie okoliczności. Szwankowała tylko infolinia, na którą dzwoniliśmy pierwszego dnia. Ludzie, którzy odbierali te telefony, nie byli przygotowani na kontakt z rodzinami ofiar. To ich przerosło. Trzeba też przyznać, że pytania, które zadawaliśmy, mogły zaskakiwać. Ojciec był już od kilku dni w Warszawie. Miał ze sobą moją dużą walizkę. Miałam wizję, że ta walizka gdzieś została w jakimś busie albo na lotnisku. Nie było w niej nic ważnego, ale nie chciałam, żeby jakaś część osobistych rzeczy ojca gdzieś się poniewierała. Pytanie o żakardową damską walizkę początkowo wywołało zdumienie. Trudno się dziwić... W niedzielę, drugiego dnia, zjawiło się u nas w domu ABW. Bez uprzedzenia.

Po co?

- Przyjechali potwierdzić oficjalnie to, co już wiedzieliśmy. Mówili do nas wielkimi literami. Spokojnie. Przywieźli informację, która w tym koszmarze wydaje mi się dziś błogosławieństwem, że ojca zidentyfikowano od razu. Dostaliśmy nazwisko i numer telefonu oficera łącznikowego. Wiele razy dzwoniłam do tego pana. Mam cały zeszyt zapisany numerami telefonów do ludzi wyznaczonych przez rozmaite służby do kontaktu z rodzinami.

ABW lub inne służby przeszukiwały mieszkanie ojca?

- Nie było takiej potrzeby, bo był prezesem organizacji społecznej. Nie miał dostępu do tajnych dokumentów jak ministrowie, posłowie czy pracownicy Kancelarii Prezydenta. Potem pojawili się panowie z żandarmerii wojskowej. Wcześniej dzwoniono do nas z informacją, że - choć ojca zidentyfikowano - konieczne będzie zabezpieczenie materiału genetycznego. Powiedziano, jak taka procedura wygląda, i poproszono o zabezpieczenie rzeczy osobistych ojca, np. maszynki do golenia lub grzebienia. Do Moskwy pojechali stryj i kuzyn. Jeszcze przed wylotem okazało się, że stryj nie ma paszportu. Sprawę załatwiono. Na miejscu bardzo długo pokazywano im zdjęcia rzeczy i dokumentów. Rosjanie pytali o to, jak wygląda portfel ojca, etui na okulary, sygnet, obrączka. Te pytania były bardzo szczegółowe.

Dla pani i rodzin innych ofiar najbliższe miesiące to czas żałoby i samotności. My - ci, którzy przeżywali tę tragedię, ale nie przez pryzmat utraty kogoś bliskiego - niewiele możemy zrobić.

- Dla nas teraz najważniejsze jest wyciszenie i spokój. Najchętniej wyłączyłabym radio i telewizor. Telefon też, ale nie mogę. Dzwonią do nas bliscy tych, którzy zginęli, i pytają, dlaczego nie interweniujemy w sprawie śledztwa.

Dlaczego?

- Ponieważ jakakolwiek nasza obecność to upolitycznienie śledztwa. Pytam córkę jednego z tych, którzy zginęli: "Co chce pani upublicznić? Że coś złego dzieje się ze śledztwem?". Na jakiej podstawie? Na podstawie spiskowych teorii, które tylko dzielą ludzi? Chcemy stracić to, co już zyskaliśmy w relacjach polsko-rosyjskich? Ojciec byłby oburzony, gdyby wiedział, w jaki sposób manipuluje się tą tragedią i Katyniem. Robiłby wszystko, żeby nikt nie przejął Katynia.

A to się dzieje?

- Jeśli słyszę, że Smoleńsk to drugi Katyń, to mam ochotę krzyczeć. Dziadek, Bolesław Skąpski, został zamordowany, a ojciec zginął w katastrofie samolotowej. Żaden z nich nie poległ - jak teraz się mówi. Polec można w walce. Dziadek nie poległ, bo był jeńcem wojennym. Strzelono mu w tył głowy. Był prokuratorem pracującym w Ministerstwie Sprawiedliwości. Zginął jako urzędnik państwa polskiego zamordowany w bestialski sposób. Mój ojciec jechał jako prezes zarządu Federacji Rodzin Katyńskich na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej i zginął w tragicznym wypadku. Strasznym, przerażającym. Moja mama w pierwszym odruchu mówiła: "To przecież niemożliwe, żeby tam stracił ojca i tam po 70 latach zginął". Ona ma prawo tak mówić, ale nie wolno łączyć Katynia ze Smoleńskiem i budować symboli, które łatwo wykorzystać w walce politycznej. To, co teraz dzieje się wokół katastrofy i śledztwa, które ma ją wyjaśnić, powoduje, że słowa mojego ojca, by nie zawłaszczać Katynia - słowa pochodzące z przemówienia, które miał wygłosić 10 kwietnia na Polskim Cmentarzu Wojennym - są nie tylko prorocze, ale brzmią naprawdę złowieszczo.

*Izabella Sariusz-Skąpska jest córką Andrzeja Sariusza-Skąpskiego, prezesa Federacji Rodzin Katyńskich, który zginął w katastrofie samolotowej pod Smoleńskiem. Polonistka, redaktorka krakowskiego wydawnictwa Universitas, autorka książki "Polscy świadkowie GUŁagu. Literatura łagrowa 1939-1989". Wykłada na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Od 1989 r. działa w Rodzinach Katyńskich.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 98 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    354 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':