Zdjęcie siedzącego na środku ulicy Thiersego w otoczeniu kilkuset innych demonstrantów trzymających tablice z napisem "Berlin przeciwko nazistom" obiegło całą niemiecką prasę. 1 maja ten znany polityk SPD, były enerdowski opozycjonista ubrany w sportową kurtkę blokował marsz 700 członków NPD, którzy planowali przejście przez berlińską dzielnicę Prenzlauer Berg, notabene okręg wyborczy Thiersego.
Akcja przyniosła efekty. Tysiące siedzących na ulicy działaczy antyfaszystowskich organizacji, a także mieszkańców Prenzlauer Bergu zatrzymało brunatnych już po kilkuset metrach. Policja, która konwojowała enpedowców, nie była w stanie utorować im drogi. Ludzie nie reagowali na polecenia funkcjonariuszy, a gdy mundurowi próbowali ściągać ich z jezdni, na ich miejsce wskakiwali kolejni. Thierse niewzruszony siedział w samym środku.
- Thierse, blokuj się - krzyczeli młodzi ludzie, gdy w końcu policjanci wzięli go pod ramiona i usunęli z drogi. Brunatni, widząc jednak, że blokady nie przerwą, zawrócili.
Jednak na Thiersego spadają teraz gromy, choć przyczynił się do powstrzymania pochodu najbardziej znienawidzonej partii w Niemczech, która uważa za swojego patrona Rudolfa Hessa, jednego z najbliższych współpracowników Hitlera.
- Jak się można szczycić łamaniem prawa? Przecież Thierse utrudniał działanie stróżów prawa - mówił Rainer Wendt, szef związków zawodowych w policji. Inni funkcjonariusze określili zachowanie wiceprzewodniczącego Bundestagu jako niegodne i oburzające. Zdaniem Thomasa de Maziere, szefa MSW, polityk dał popis arogancji wobec państwa. - Oceniam to jako jawne złamanie prawa - stwierdził z kolei Erhart Körting, berliński senator i partyjny kolega Thiersego.
NPD dostała bowiem od władz Berlina zgodę na demonstrację, a antyfaszystom takiej zgody nie udzielono, żeby nie dopuścić do ulicznej bitwy. Blokada była więc nielegalna. Co więcej, setki policjantów czuwały, by brunatni mogli demonstrować, a wobec tych, którzy usiłowali ich marsz zakłócić, musieli użyć siły, zresztą zgodnie z prawem. Kilkudziesięciu blokujących zatrzymano i czekają ich procesy oraz grzywny.
To samo grozi Thiersemu - prokuratura sprawdza, czy politykowi można postawić zarzut łamania ustawy o zgromadzeniach publicznych. Jeśli prokuratorzy uznają, że polityk faktycznie popełnił przestępstwo, będą wnioskować, by Bundestag pozbawił go immunitetu.
- Thierse powinien też zrezygnować ze stanowiska wiceprzewodniczącego parlamentu. Nie można w tygodniu być mężem stanu, a w weekendy zamieniać się w rewolucjonistę. To szkodzi wizerunkowi parlamentu - uważają
policyjni związkowcy i berlińscy politycy FDP.
Sam Thierse ustępować nie zamierza: - To nie był protest przeciwko policji, tylko przeciwko nazistom. Przebiegał pokojowo. To, że pełnię funkcję polityczną, nie oznacza, że nie wolno mi protestować przeciwko nazistom.