- Dla nas sprawa jest jasna:
USA wydały za Polańskim list gończy, a on sam przyznał się do zarzucanego mu czynu - dodał Gallo.
To reakcja na list otwarty, który reżyser opublikował w ostatnią niedzielę. Była to pierwsza publiczna wypowiedź Polańskiego, odkąd 27 września 2009 r. na podstawie międzynarodowego listu gończego aresztowano go na lotnisku w Zurychu. List gończy wystawili Amerykanie, którzy od 33 lat ścigają reżysera za gwałt na 13-latce i domagają się jego ekstradycji.
Polański stwierdził w liście, że amerykański wniosek oparty jest na kłamstwach. Wylicza, że za seks z nieletnią - do czego się przyznał, ale nie do gwałtu - odsiedział już 42 dni na obserwacji psychiatrycznej w więzieniu w Chino. Jego ówczesny proces miał być nieuczciwy (m.in. sędzia konsultował się z prokuraturą) i dlatego reżyser uciekł do Europy przed zakończeniem rozprawy. Amerykańscy śledczy, którzy go teraz oskarżają, mają zaś zabiegać o popularność i celowo rzucają go mediom na pożarcie.
Polański ciągle ma nadzieję, że Szwajcarzy przejrzą na oczy i nie dopuszczą do jego ekstradycji. "Wówczas mógłbym wrócić do mojej rodziny i żyć w pokoju jako wolny człowiek w moim kraju" - napisał reżyser, którego prawnicy w USA i w Szwajcarii walczą o anulowanie ekstradycji.