Ścisły sztab Jarosława Kaczyńskiego tworzą - obok szefowej Joanny Kluzik-Rostkowskiej - Adam Lipiński (wiceprezes partii), Marek Kuchciński (p.o. szefa klubu, łącznik z posłami), Joachim Brudziński (zajmuje się strukturami), Elzbieta Jakubiak, spin doktorzy Adam Bielan i Michał Kamiński oraz poseł Tomasz Dudziński.
Nie ma w tym gronie europosłów Zbigniewa Ziobry i współtwórcy kilku kampanii
PiS Jacka Kurskiego.
- Spotykamy się codziennie, czasem dwa razy dziennie - opowiada nasz rozmówca ze sztabu. I dodaje: - Oprócz tego jest kilku polityków jak
Jacek Kurski, Marek Migalski, Paweł Poncyljusz, którzy też mają pomysły na kampanię i są recenzentami naszych.
Jedną z pierwszych koncepcji są komitety wsparcia Jarosława Kaczyńskiego. - Po śmierci prezydenta setki osób pisały do prezesa, żeby kandydował, potem ludzie podpisywali się pod jego oświadczeniem o starcie w wyborach. Musimy ich docenić - mówi nam Adam Lipiński. Tłumaczy ideę: - Chcemy, żeby ci ludzie mieli coś więcej niż znalezienie się na długiej liście popierających naszego kandydata, musimy dać im możliwość działania.
Czy oprócz tego powstanie ogólnopolski komitet honorowy? - To delikatna sprawa. Nie może być zbyt liczny, więc niektórzy chętni mogą się czuć pominięci - odpowiada inny polityk PiS.
Jak słyszymy w PiS,
Jarosław Kaczyński zajmuje się teraz głównie sprawami rodzinnymi. Wziął udział w święcie 3 Maja w Warszawie, ale w kampanii zacznie się pokazywać dopiero w drugiej połowie miesiąca.
Sztab pracuje, a nawet zaliczył pierwszą wpadkę. Kluzik-Rostkowska powiedziała w "Polsce", że w kampanii weźmie udział córka Lecha Kaczyńskiego Marta.
- To było nieporozumienie. Chodziło o to, że Marta wspiera stryja prywatnie, nie będzie brała udziału w wiecach czy spotach - zapewniali potem politycy PiS.
PiS chce uniknąć wrażenia, że w kampanii korzysta z tragedii pod Smoleńskiem. - Jak się pojawi kombatanctwo, przegramy - mówi nam członek sztabu.
Z tego powodu Joachim Brudziński zakazał działaczom PiS wszelkich inicjatyw upamiętniających ofiary katastrofy - radni PiS w całym kraju chcieli nazywać ich imieniem parki, skwery, ulice i place.