Tegoroczni maturzyści muszą zdać trzy przedmioty obowiązkowe: polski, matematykę i wybrany język obcy nowożytny. Najwięcej wybrało angielski. Dodatkowo każdy ma prawo zdawać do sześciu przedmiotów dodatkowych - z przygotowanej przez
MEN listy. Wyniki liczą się w rekrutacji na
studia.
Maturzyści mogą wybrać stopień trudności egzaminów i zdawać je albo na poziomie podstawowym - łatwiejszym, albo rozszerzonym - trudniejszym. To też się liczy w rekrutacji.
Minister edukacji Katarzyna Hall zdecydowała, że od tego roku egzaminy obowiązkowe każdy maturzysta będzie zdawał najpierw na poziomie podstawowym, a potem - jeśli będzie chciał - na poziomie rozszerzonym. MEN chce porównywać w ten sposób wyniki uczniów.
To jednak spowodowało, że część uczniów będzie miała codziennie wielogodzinne maturalne maratony. Jednego dnia będą pisać najpierw przez trzy godziny maturę podstawową, a po dwóch godzinach przerwy - rozszerzoną. Dotyczy to polskiego, matematyki i angielskiego (tego ostatniego również w części ustnej).
ape
Rozmowa z Krzysztofem Konarzewskim dyrektorem CKE Aleksandra Pezda: Boi się pan tej matury? Krzysztof Konarzewski: Boję się. Oczywiście matematyki, bo przecież po raz pierwszy od ćwierćwiecza będzie to powszechny egzamin, co znaczy, że musi do niego podejść każdy maturzysta. Mam nadzieję, że uczniowie nie zlekceważyli ostrzeżenia, które dostali w listopadzie.
Jakiego ostrzeżenia? - W listopadzie co czwarty maturzysta nie zdał próbnej matury z matematyki. Gdyby to nie była próba, tylko prawdziwy egzamin, ponad 100 tys. uczniów nie dostałoby świadectwa dojrzałości.
A matematycy i uczniowie mówili, że matura próbna nie była najtrudniejsza. - To był kompromis. Chodziło o to, żeby nie spowodować "rzezi" i jednocześnie nie wywołać oburzenia wśród matematyków, że egzamin jest pozorny. Na maturze rok wcześniej matematykę oblało 21 proc. uczniów, a byli to ci, którzy sami wybrali ten przedmiot, więc dobrze się w nim czuli. Skoro próbną powszechną maturę oblał zbliżony procent całej populacji, uważam, że egzamin był na wystarczająco wysokim poziomie.
Czy słaby wynik matury próbnej z matematyki wpłynął na układanie zadań? Będą łatwiejsze, żeby ten pierwszy egzamin zdało jak najwięcej uczniów? - Nie. Poziom próbnego egzaminu został zaakceptowany przez matematyków. Został tak skonstruowany, żeby sprawdzić każdą z matematycznych umiejętności, którą powinien posiąść absolwent liceum. Uczniów i ich rodziców najpewniej zadowoliłby test z pytaniami w rodzaju: masz sto złotych, ile to jest 30 proc. tej kwoty? Tylko że takie pytania możemy zadawać pod koniec szkoły podstawowej. Gdyby matura była zbyt prosta, społeczeństwo by nas rozliczyło - po co za publiczne pieniądze robić egzamin, który niczego nie sprawdza?
Rok temu tak pan samodzielnie przeformułował polecenia do wypracowania z WOS, że większość ich nie zrozumiała. W tym roku miało już nie być wypracowania z WOS, a będzie... - Kiedy to zapowiadałem, nie zdawałem sobie sprawy, że nie mogę zmienić nawet drugorzędnych elementów formy testu w tak szybkim tempie. Prawo wymaga, żeby ogłosić zmianę z dwuletnim wyprzedzeniem. Wprowadzimy to później.
Zdawał pan kiedyś egzamin przez sześć godzin dziennie? Bo to czeka maturzystów. - Moja matura z polskiego trwała pięć godzin. Na drugi dzień był równie długi egzamin z matematyki.
Tylko że dawniej matura z polskiego to było jedno wypracowanie, na które się miało aż pięć godzin. Tak długi czas to był przywilej. Teraz niektórzy maturzyści będą zdawać po dwa duże testy dziennie - jeden na niższym poziomie, a drugi na wyższym. - Nie żądamy takiego poświęcenia od każdego ucznia, lecz od tych najbardziej ambitnych i odpornych, bo tylko tacy wybierają egzaminy na poziomie rozszerzonym. A egzamin trzeba powtarzać dlatego, że chcemy, aby każdy absolwent zdawał taki sam egzamin obowiązkowy, tylko wtedy wyniki będą porównywalne.
I tak już będzie każdego roku?
- Dla trzech przedmiotów obowiązkowych, czyli polskiego, matematyki i języka obcego - tak. Nawet po zmianach w maturze planowanych na 2015 r. Jedyne, co można by zmienić, to termin matury. Gdyby egzaminy odbywały się w czerwcu, mogłyby zająć więcej dni, bo nie rozwalałyby pracy całej szkoły. Teraz jest tak: trzy pierwsze dni są wolne od nauki dla wszystkich uczniów, a także dla gimnazjalistów, jeśli ich
szkoła mieści się pod jednym dachem z liceum. W następnych dniach mamy naukę na pół gwizdka - odwoływane lekcje, zastępstwa, wycieczki. I tak przez trzy tygodnie matury. A przecież w szkole najważniejsze jest kształcenie, a nie egzaminowanie.