W katastrofie prezydenckiego Tu-154 zginął szef Sztabu Generalnego gen. Franciszek Gągor i najważniejsi wojskowi dowódcy w kraju. Teraz wszystkimi rodzajami sił zbrojnych i sztabem generalnym dowodzą ich dotychczasowi zastępcy. W niedzielę marszałek sejmu Bronisław Komorowski, który pełni też obowiązki prezydenta, stwierdził, że nowego szefa Sztabu Generalnego poznamy zaraz po 3 maja. Ta nominacja należy właśnie do głowy państwa, ale zawsze konsultuje się ją z szefem
MON.
"Gazeta" ustaliła, że szef MON
Bogdan Klich wytypował już nazwisko szefa Sztabu Generalnego. Ma nim zostać trzygwiazdkowy generał broni Mieczysław Cieniuch. Już raz, w 2006 r., był p.o. szefa SG. Teraz jest naszym przedstawicielem wojskowym przy NATO i UE w Brukseli. Ma świetną opinię wśród innych generałów: "Wykształcony, obeznany z procedurami NATO, ma dobre kontakty i autorytet u kolegów z innych armii Paktu Północnoatlantyckiego". Do tego doświadczenie sztabowe, osiem lat pracy w Sztabie Generalnym WP.
- Gen. Cieniuch jest już po rozmowie z Bogdanem Klichem i szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Stanisławem Koziejem. Ostateczna decyzja należy do niego, ale raczej musi ją przyjąć - mówi nasz rozmówca, wysoki rangą wojskowy.
Jest jednak problem. Nominacja Cieniucha na szefa Sztabu Generalnego może pokrzyżować plany MON obsadzenia Polakami ważnych stanowisk w NATO. Jak dowiedziała się "Gazeta", gen. Cieniuch miał we wrześniu stać się najwyższym rangą polskim oficerem w strukturach dowodzenia Sojuszu - miał zostać zastępcą dowódcy Dowództwa Transformacji w Norfolk w
USA, które opracowuje różne strategie.
- Jeśli nie on, trudno będzie znaleźć zastępcę wśród polskich generałów. Stanowisko w Norfolk wymaga czterech gwiazdek, więc gen. Cieniucha nie byłoby trudno awansować. Poza tym trzeba perfekcyjnie znać
język angielski, orientować się w zmianach zachodzących w Sojuszu i w procedurach NATO - mówi nam oficer w sztabie NATO w USA. - Nie mamy wciąż sygnału, czy Polska wystawi swojego przedstawiciela. Jeśli nie, zostanie nim włoski generał, a Polska obejmie to stanowisko dopiero za trzy lata. Decyzja musi zostać podjęta w najbliższych dniach - mówi to samo źródło.
- MON nie będzie tego komentować - mówi nam rzecznik resortu Janusz Sejmej.
Ustaliliśmy także, że po rozmowach z szefem BBN minister Klich ma kolejne nazwiska wojskowych, którzy obejmą nowe stanowiska. Trzygwiazdkowy gen. Lech Majewski ma zostać dowódcą Sił Powietrznych po tragicznie zmarłym gen. Andrzeju Błasiku. Gen Majewski pracuje w Sztabie Generalnym, gdzie jest asystentem jego szefa ds. sił powietrznych. Nowym dowódcą Marynarki Wojennej po śmierci admirała Andrzeja Karwety będzie admirał Tomasz Mathea, teraz zastępca szefa Sztabu Generalnego. Pływał na okrętach podwodnych, był dowódcą 9. Flotylli Obrony Wybrzeża na Helu.
Z naszych informacji wynika, że kolejne osoby, które brane są pod uwagę przy obstawianiu dowodzenia poszczególnymi rodzajami wojsk, to m.in. gen. Edward Gruszka (być może zostanie szefem Dowództwa Operacyjnego, które zajmuje się misjami) i gen. Bogusław Samol (może dowodzić wojskami lądowymi lub siłami specjalnymi).