"Odkąd 27 września 2009 r. aresztowano mnie na lotnisku w Zurychu nie zabierałem głosu w mojej sprawie. Chciałem by władze w Szwajcarii i
USA oraz moi adwokaci mogli pracować bez jakichkolwiek polemicznych nacisków z mojej strony. Teraz postanowiłem przerwać milczenie i zwrócić się do państwa bez pośredników" - pisze reżyser w liczącym 900 słów oświadczeniu. W zeszłą niedzielę opublikował go francuskojęzyczny portal internetowy "La Regle du Jeu", którym kieruje przyjaciel reżysera, filozof Bernard-Henri Lévy. Wczoraj przedrukowało go kilka międzynarodowych gazet, w tym szwajcarska "Neue Zürcher Zeitung". Komentatorzy uznali jego wymowę za desperacką.
Polański osadzony w areszcie domowym w Gstaad (wczesnej siedział w areszcie deportacyjnym w Winterthur) czeka od siedmiu miesięcy na ekstradycję do USA. Prokuratura w Los Angeles, która jesienią zeszłego roku odnowiła wydany za nim międzynarodowy list gończy, chce sądzić go za seks z nieletnią, którego dopuścił się 33 lata temu. Prawnicy reżysera próbują nie dopuścić do wydania go Amerykanom, ale ich pole
gry się zawęża. Amerykańskie sądy odrzucają kolejne wnioski, by sprawę Polańskiego rozpatrywać zaocznie, a Szwajcarzy w ciągu najbliższych miesięcy, jeśli nie tygodni, zadecydują o ekstradycji reżysera. Wówczas los Polańskiego zostanie przypieczętowany.
Prawdopodobnie dlatego reżyser zdecydował się napisać list otwarty i zaatakować w nim amerykańskich prokuratorów.
"To prawda, przed 33 laty przyznałem się do winy i odsiedziałem w więzieniu stanowym w Chino karę. Gdy zwolniono mnie z więzienia sędzia zmienił zdanie i uznał, że to co odsiedziałem w Chino to nie cała kara [planował skazać Polańskiego za seks z nieletnią na wieloletnie więzienie]. Dlatego wyjechałem wówczas z USA". Jego zdaniem cała sprawa rozgorzała po 30 latach przez film dokumentalny "Polański. Ścigany i pożądany" Mariny Zenovich. Entuzjastycznie przyjęty przez krytyków dokument miał rozwścieczyć Amerykanów, bo pokazał, że w sprawie Polańskiego naruszono prawo. Film udowadniał np. że sędzia był uprzedzony do Polańskiego i swoje posunięcia konsultował z oskarżającym reżysera prokuratorem. "Prokuratorzy w USA poczuli się zaatakowani i wystąpili do Szwajcarów o moją ekstradycję" - pisze.
Jego zdaniem wniosek o ekstradycję oparty jest na kłamstwie, ponieważ w jego uzasadnieniu pisze, że reżyser uciekł przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Polański powtarza zaś, że nie uciekł, bo odsiedział zasądzoną karę. Dodaje przy tym że został "zdradzony" przez sędziego, który jego kosztem chciał zyskać sławę w mediach. "Podobnie jest teraz. Prokurator, który prowadzi moją sprawę bierze udział w kampanii wyborczej i też zależy mu na medialnej popularności. Amerykanie ścigają mnie po to, by rzucić mnie mediom na pożarcie" - oskarża.
Polański ciągle ma nadzieję, że Szwajcarzy przejrzą na oczy i nie dopuszczą do jego ekstradycji. "Wówczas mógłbym wrócić do mojej rodziny i żyć w pokoju jako wolny człowiek w moim kraju" - ocenia.