http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto odpowiada za podróż VIP-a samolotem?

Rozmawiał Marcin Górka
2010-05-01, ostatnia aktualizacja 2010-05-01 17:34

Wysłużony rządowy TU-154
Wysłużony rządowy TU-154
Fot. Maciej Zienkiewicz / AG

- Kiedy korzystam z rządowego samolotu, za całość wizyty odpowiada moja kancelaria, a ostateczne słowo należy zawsze do mnie - mówi "Gazecie" marszałek senatu Bogdan Borusewicz

Bogdan Borusewicz
fot. Dominik Sadowski / AG
Bogdan Borusewicz
Marcin Górka: Czy latał Pan samolotami rządowymi?

Bogdan Borusewicz, marszałek senatu: Wielokrotnie, zarówno tupolewami jak i jakami. Pewniej czułem się zawsze w tupolewach, to dobre samoloty, z nowoczesnym wyposażeniem i mocnymi silnikami. Jedynym problemem jest w nich to, że są paliwożerne, więc przy dłuższych podróżach konieczne jest międzylądowanie. I właśnie ze względu na to, jak dobre to samoloty, była między kancelariami przepychanka, kto tego tupolewa weźmie, bo najczęściej w użyciu był tylko jeden. Zdarzało się więc, że musiałem odwoływać wizyty.

Kto za ich przygotowanie odpowiada?

- Za całość mojej wizyty odpowiada Kancelaria Senatu. Chodzi zarówno o przygotowanie jej programu, skład delegacji jak i zabezpieczenia. Biuro Ochrony Rządu i 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego są jedynie wykonawcami zleceń, które wychodzą z mojej kancelarii. Jednak ostatnie słowo zawsze należało do mnie.

Pytał Pan o pozwolenie zabrania na pokład takich, a nie innych pasażerów Ministra Obrony Narodowej?

- Nie zabierałem na pokład wojskowych. Jeżeli chodzi o urzędników ministerialnych to zawsze zwracałem się do odpowiedniego ministra. Ale to ja podejmuję ostateczne decyzje, kto leci, a kto nie. Na pokład zabierałem najczęściej senatorów i biznesmenów.

Zastanawiał się pan, czy zabieranie razem parlamentarzystów, czy iluś przedstawicieli biznesu na pokład jest bezpieczne?

- To odpowiedź na pytanie: czy latanie jest bezpieczne.

Czy te sprawy powinny zostać precyzyjnie uregulowane: kto z kim latać nie może?

- Z konstytucji można wywnioskować, że razem nie mogą podróżować prezydent, marszałek sejmu i marszałek senatu. Oprócz tego jest zdrowy rozsądek. Ale nie sądzę, żeby udało się stworzyć przepisy, które wymieniałyby wszystkie osoby w państwie, które nie mogą ze sobą latać.

A lądował Pan w trudnych warunkach atmosferycznych?

- Tak, zdarzało się. Zawsze były to jednak lotniska cywilne. W takich sytuacjach pilot informował mnie, że warunki są takie a takie i podejmie próbę lądowania. Miałem zawsze całkowite zaufanie do załogi samolotu. Z tym, że zaznaczam - takie lądowania odbywały się na lotniskach cywilnych, a więc zaopatrzonych w nowoczesny sprzęt wspomagający lądowanie samolotu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    81 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':