http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Świat według Wernera Herzoga

Paweł T. Felis
2010-05-07, ostatnia aktualizacja 2010-04-30 11:20

Nie znosi, gdy mówi się o nim "metafizyk": "Jestem raczej człowiekiem z krwi i kości, być może atletą". W swoim pierwszym filmie "Herakles" (1962) ironicznie zestawia kulturystę z obrazami ludzkiego chaosu - śmietnisk, wyś-cigów samochodowych, ulicznych parad i ćwiczeń US Air Force. "Czy posprząta stajnię Augiasza?", "czy zabije 9-głową hydrę?" - brzmią pojawiające się w napisach pytania. Może Herzog zadaje je tu samemu sobie?

W wydanym właśnie boksie większość stanowią mało u nas znane dokumenty z lat 60. i 70., w których powraca przerażenie światem. W "Pod wulkanem" (1977) ten świat czeka na apokalipsę, czyli wybuch wulkanu: w wyludnionym miasteczku nie ma ludzi (poza jednym, który zdaje się na "wolę Boga"), są za to stosy śmieci, trupy zwierząt (po ulicach chodzą wygłodniałe psy, osły, świnie) i uliczne światła, które ktoś zapomniał wyłączyć. W "Rekolekcjach na temat mroku" (1992) zniszczenie Kuwejtu komentują biblijne przepowiednie i obrazy płonących szybów, ruin i przedmiotów - śladów ludzi, którzy " woleliby nie umieć mówić, żeby nie opowiadać o tym, co widzieli".

Mówi się często o Herzogu, że jest katastrofistą. Ale jak pisała wielbicielka tego kina prof. Maria Janion, jego filmy wyrastają z przerażającego pytania: "dlaczego świat jest tak źle zrobiony?". Najmocniej w "Fatamorganie" (1971) - halucynacyjnej wizji tworzenia świata w momencie, kiedy "twarzą ziemi była niewidzialność". Patrzymy na pustynne krajobrazy Sahary, rozrzucone wraki samochodów i samolotów, a jednocześnie słyszymy z offu słowa świętej księgi Indian z Gwatemali "Popol Vuh" potwierdzające bliski Herzogowi pogląd, że świat się nie udał i jedyne, co nas może czekać, to jego kolejna niedoskonała wersja.

Trudno odróżnić w dokumentach 68-letniego dziś Herzoga inscenizację od rejestracji. „Nienawidzę »cinema vérité « i chciałbym być kiedyś jednym z jego grabarzy, bo to najbardziej ordynarna i prymitywna wersja prawdy” - mówił. Dziś Herzog rzadko bawi się tak jak w „Środkach przeciw fanatykom” (1969), kiedy przed kamerą stawiał m.in. reżysera, aktora i piłkarza i kazał im wypowiadać zabawne dialogi o ochronie koni przed zbytnim entuzjazmem fanów. Jego dokumenty przypominają filozoficzne przypowieści o życiu nie do przyjęcia, któremu mimo wszystko trzeba nadać sens. Próbują to robić jego bohaterowie, wyrzucani na margines „galernicy wrażliwości” - jak Walter Stei-ner, legendarny niemiecki skoczek i mistrz olimpijski, który w „Wielkiej ekstazie snycerza Steinera” (1974) opowiada o hodowanym w młodości kruku, o pokonywaniu strachu i lataniu. Takich postaci jest u Herzoga więcej - jest nim Klaus Kinski, ukochany i znienawidzony przez reżysera aktor szaleniec („Mój ukochany wróg”, 1999), są nimi niewidomi, głusi i chorzy psychicznie bohaterowie „Krainy ciszy” (1971), ale też rosyjscy szamani, mistycy, egzorcyści i nowi Chrystusowie z „Dzwonów w głębi” (1993).

W wielu filmach narrację prowadzi głos samego Herzoga - emfatyczny, czasem pompatyczny, zupełnie niedzisiejszy. Trudno znaleźć dziś reżysera, który traktowałby kino z równie śmiertelną powagą.

Źródło: Duży Format
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':