W Bydgoszczy co piąte dziecko ma nadwagę lub jest otyłe. Nawet dwulatki. Lekarze z Kujaw i Pomorza stworzyli pierwszy w kraju program odchudzania dzieci i młodzieży. W zeszłym roku ich pacjenci łącznie schudli prawie pół tony!
Sprawdziłam, jak to robią.
PRZED Andżelika 11-latka z Janikowa pod Bydgoszczą. Była szczupła tylko do trzeciego roku życia. Przed zerówką lekarze w rocznych bilansach wpisywali: "nadwaga", potem już zawsze "otyłość". Gdy skończyła
9 lat, ważyła 76 kg. Miała wtedy 146 cm.
- Próbowałam ją odchudzić - mówi Grażyna, mama Andżeliki. - Ja do niej: nie dostaniesz batonika, już dwa dzisiaj zjadłaś. A ona w płacz: ale mamo, chłopaki na podwórku jedzą, ja też chcę. I ryczy coraz głośniej. Czasem potrafiła mnie kopnąć z tej złości. I w końcu dostawała batonik.
Andżelika ma ADHD. Grażyna wmówiła sobie, że córka na pewno tyje od leków. Ale w domu zawsze były chipsy, słodycze, w kuchni stała cola. Wszystko przygotowane, gdyby córka dostała kolejnego ataku histerii. - W pewnym momencie zaczęłam chować słodycze w szafce na kluczyk. Ale ona zawsze ten kluczyk znalazła i hyc do szafki.
Dzieci z Janikowa wciąż się z niej śmiały. Najbardziej ze spodni: dresowych, na gumce, w których dzień w dzień chodziła do szkoły. - Nie to, że nie miała innych. Kupowałam jej takie wielkie dżinsy, dla kobiet, na 100 cm w pasie i obcinałam nogawki. Ale nie mogłam jej w nich puścić na lekcje, bo sama po wyjściu z toalety by guzika nie dopięła. Wkładała je tylko, jak razem gdzieś jechałyśmy.
Sandra 11-latka z Bydgoszczy. W zeszłym roku miała nieco ponad 140 cm wzrostu i ważyła 45 kg. Jakieś siedem za dużo.
Mama nie martwiła się, w jej wieku też była okrągła. Ważyła z dziesięć kilogramów więcej, niż powinna. - Ale chciałam chłopakom się podobać, obcisłe bluzki nosić. I od tego "chcenia" chyba waga mi spadała.
Dziś nawet nadwagi nie ma. Twierdzi, że to dzięki papierosom. Inaczej jest z tatą Sandry. Nie szczędzi sobie słodyczy i lodów. Nie daje się namówić na rozmowę o diecie córki. Usiadł w kącie na krześle, w dużym rozkroku, pomiędzy nogami brzuch wielkości piłki lekarskiej. Zawzięcie milczy, aż w końcu wypala: - Do 25. roku życia też byłem chudy. Trenowałem gimnastykę: sześć razy w tygodniu po trzy godziny. Skończyłem, jak wojsko mnie wzięło. Potem wyszło, jak wyszło: praca, po pracy gazetka, kanapa. I się rozrosłem trochę. Ale nie żałuję. Dlaczego miałoby mi być źle? Mam sobie odmawiać? Córce mam żałować? Ja takich lodów w dzieciństwie nie miałem. Chcę, żeby moje dzieci jadły do woli. Jak mogą...
Oliwia 11-latka z Bydgoszczy. Na diecie od pięciu lat. - Chciałam ją odchudzić jeszcze w zerówce, żeby w szkole nie miała nieprzyjemności - mówi mama Oliwi. - Nie wiedziałam, skąd ta nadwaga. Nigdy w domu obżarstwa nie było, jej siostra je dwa razy tyle, a chudzinka. Ja nie miałam nigdy problemów z wagą. Byłam wegetarianką, dopiero gdy zaszłam w ciążę, zaczęłam jeść mięso. Może to po dziadkach. Albo przez dziadków. Bo z babcią to jest tak: ja się staram, daję zdrowy obiad, a babunia po południu przynosi jajko z niespodzianką. Mówię: nie. A ona - przecież jedno nie zaszkodzi. Ja daję pieczywo chrupkie, a babcia: no kto by to widział, żeby dziecko normalnego chleba nie jadło? I tak w kółko.
Przed pójściem do szkoły Oliwia pojechała z mamą do sanatorium. - Żadnych słodyczy, ja dostawałam zabielaną zupę, córka - nie, ja smażone mięso, ona gotowane. Do tego basen, ćwiczenia ogólnokondycyjne. Pomogło. Schudła 2,5 kg. Dla sześciolatki to bardzo dużo.
Oliwia codziennie może oglądać telewizję przez pół godziny. Pod jednym warunkiem: musi jeździć przy tym na rowerku treningowym. W salonie czeka na nią też dmuchana piłka do ćwiczeń. Pod biurkiem - waga.
W czwartej klasie pojechała jeszcze raz do sanatorium. Zrzuciła pięć kilogramów. Ale wciąż ważyła za dużo. Na początku zeszłego roku - 51 kg. Przy 149 cm.
Kinga 13-latka z Rogalina.
Otyłość lekarze zdiagnozowali u niej w wieku czterech lat.