http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cztery wersje katastrofy

Bogdan Wróblewski, Wojciech Czuchnowski
2010-04-30, ostatnia aktualizacja 2010-04-30 01:04

Miejsce katastrofy pod Smoleńskiem
Miejsce katastrofy pod Smoleńskiem
Fot. SERGEI KARPUKHIN REUTERS

Śledztwo smoleńskie. Prokuratura przedstawia cztery tropy: awaria samolotu, błąd pilotów, zła organizacja lotu - w tym błąd kontrolerów ze Smoleńska, nacisk, by piloci lądowali mimo złej pogody


Fot. SERGEI KARPUKHIN REUTERS Miejsce katastrofy smoleńskiej
Fot. AP/
Miejsce katastrofy smoleńskiej
Rozpatrywane przez śledczych wersje katastrofy przedstawił wczoraj posłom komisji obrony narodowej prokurator generalny Andrzej Seremet. Podany przez niego komunikat (na www.wyborcza.pl) nie odpowiada na najważniejsze pytania o przyczyny katastrofy. - To, co dzisiaj można by szybko uznać za przyczynę, po dokładnym zbadaniu może okazać się nieistotne- mówił Seremet.

1. Awaria 

Prokuratura bierze tu pod uwagę trzy możliwości: - wady konstrukcyjne prezydenckiego Tu-154 M/101; - defekty sprzętu powstałe wskutek złej obsługi personelu naziemnego; - defekt urządzeń podczas lotu.

Wstępnie prokuratura przyjmuje, że samolot w chwili startu "był sprawny technicznie, a załoga nie zgłaszała żadnych problemów".

W 2009 r. prezydencki tupolew przeszedł generalny remont w Samarze w Rosji. Polacy odebrali go 21 grudnia 2009 r. "Zgodnie z obowiązującymi procedurami" - podkreśla prokuratura. Doposażony został w najnowocześniejsze urządzenia nawigacyjne. "Na podstawie dotychczasowych ustaleń nie ma powodów do kwestionowania rzetelności tego remontu" - czytamy.

Piloci nie zaniedbali też procedur przygotowania samolotu do lotu, a ten lot miał najwyższy - z punktu widzenia procedur status - "head". Konieczny wówczas tzw. oblot dla sprawdzenia maszyny odbył się 6 kwietnia, w przeddzień podróży tym samym Tu-154 z premierem Donaldem Tuskiem. A przed 10 kwietnia odbył się jeszcze jeden lot o statusie "head" tym samolotem. Z kim? Dokument nie podaje.

Od badania wersji "awaria" zaczęło się polskie śledztwo po katastrofie. Ale na definitywne wykluczenie tej wersji przyjdzie prawdopodobnie najdłużej poczekać. Dlaczego?

Całą dokumentację techniczną tupolewa prokuratura przekazała Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Ale komisja będzie też ściągać dokumenty z Rosji (bo to rosyjski samolot i tam był remontowany). Niezwykle ważne będzie zbadanie szczątków samolotu. Prokuratura nie wyjaśnia, czy zostaną one sprowadzone do Polski.

2. Zachowanie załogi

Najczęściej wymieniana przez ekspertów, którzy mówią: w takiej mgle, na tak słabo wyposażonym lotnisku jak Siewiernyj, piloci nie powinni lądować. Prokuratura rozpisuje ewentualny błąd na trzy składniki: - błąd w technice pilotowania; - niezdyscyplinowanie załogi w powietrzu (naruszenie regulaminu); - niedoszkolenie załogi.

Prokuratura stwierdza, że "załoga miała uprawnienia do wykonania lotu, jej członkowie przeszli niezbędne szkolenia". Zaprzecza też hipotezie stawianej tuż po katastrofie, że piloci nie porozumieli się z wieżą. "Z dokumentów wynika - czytamy - że obaj piloci znali w wystarczającym stopniu język rosyjski".

"W świetle zebranych dotychczas dowodów uznanie tej wersji za pewną albo jej odrzucenie jest zdecydowanie przedwczesne" - podkreśla prokuratura. Tajemnica decyzji pilotów kryje się bowiem głównie w czarnych skrzynkach samolotu, w tym w zapisie rozmów w kokpicie. Trzeba czekać na ich odczytanie w Rosji i przekazanie naszym śledczym. (Seremet w przyszłym tygodniu leci do Moskwy, być może przywiezie zapisy).

Wczorajsza informacja prokuratury dotycząca tej wersji jest uboga. Nie wiemy, jaka była DH - minimalna wysokość - poniżej której pilot nie może zejść, nie widząc pasa. Nie wiemy, czy piloci w ogóle zdawali sobie sprawę, na jakiej znajdują się wysokości przed uderzeniem w pierwsze przeszkody? Czy lądowanie było wspomagane przez autopilota? itd.

3. Zła organizacja i zabezpieczenie lotu

Prokuraturze chodzi tu o: - błędy polskiego personelu naziemnego i - personelu naziemnego w Smoleńsku.

W tym drugim przypadku chodzi o dwie zasadnicze kwestie - czy Smoleńsk nie powinien zamknąć lotniska ze względu na pogodę i czy prezydencki tupolew był prawidłowo naprowadzany był na pas. Nie mamy żadnej podpowiedzi. Prokuratura musi najpierw uzyskać z Rosji dokumenty "dotyczące zasad obsługi i kontroli lotów" w Smoleńsku. Między wierszami sygnalizuje, że nie będzie to łatwe, bo Siewiernyj to lotnisko wojskowe.

Z konkretów zabrakło np. informacji, czy działał tam tylko system naprowadzania NDB (radiolatarnie), czy był także system RSL - Radiolokacyjny System Lądowania, przez wojskowych nazywany radarem precyzyjnego podejścia. Dzięki niemu operator na lotnisku może naprowadzać pilota na pas komendami głosowymi.

ABW analizuje zamieszczone w internecie fotografie, na których rosyjscy funkcjonariusze wymieniają żarówki na lotnisku. Po katastrofie.

"Co do wersji, zakładającej ewentualność nieprawidłowego zachowania polskiej obsługi naziemnej, związanych z wylotem samolotu - trwają intensywne czynności śledcze" - informuje prokuratura. I odmawia informacji.

4. Zachowanie innych osób

Prokuratura tłumaczy, że chodzi np. o zamach terrorystyczny albo sugestie i oczekiwania od załogi określonego zachowania, czyli ewentualne naciski na lądowanie.

"Żaden z uzyskanych dotychczas dowodów jej [4. wersji] nie potwierdza" - czytamy. Ale zastrzega, że odrzucenie tej wersji na obecnym etapie śledztwa byłoby przedwczesne. Ponieważ w dokumencie połączono w jedno dwa skrajnie różne zdarzenia - zamach terrorystyczny i nacisk na pilotów, nie ma pewności, czego zebrane dowody nie potwierdzają. Czy dotyczy to tylko zamachu - bo prokuratura powołuje się na ekspertyzy Centrum Ekspertyz Kryminalistycznych rosyjskiego MSW, że nie ujawniono śladów po materiałach wybuchowych.

Do zapisu rozmów pilotów komunikat w ogóle się nie odwołuje. W środę premier Tusk mówił, że "nie ma w nich niczego sensacyjnego". Informacja prokuratury tego nie rozstrzyga. Dodatkowo informuje, że ABW "zabezpieczyła 122 nośniki danych" - komórki, laptopy, aparaty fotograficzne ofiar - " w celu ujawnienia i odtworzenia treści zapisów ewentualnych rozmów, zdjęć, SMS-ów obejmującego czas krytycznego lotu". Zbadany zostanie m.in. telefon prezydenta. A także ewentualny wpływ tych przedmiotów na pracę urządzeń samolotu.

Co potwierdzone, co wykluczone

Prokuratura nie odniosła się wczoraj do sensacji niektórych mediów w rodzaju zestrzelenia samolotu z tajnej broni rosyjskiej. Ale wykluczyła te mające cień oparcia w faktach. Jak spekulacje, że IŁ-76, który zatoczył krąg nad lotniskiem w Smoleńsku kilkadziesiąt minut przed katastrofą "wywołał turbulencje, które mogły zakłócić lot Tu-154". Te spekulacje są bezpodstawne ze względu na czas dzielący lot obu maszyn.

Potwierdzono oficjalnie opóźnienie startu tupolewa o 27 minut. Prokuratura nie ujawnia jednak, na kogo czekano i czy ostatni wszedł na pokład tupolewa prezydent Lech Kaczyński. Potwierdza też, że załoga jaka-40, która 10 kwietnia z dziennikarzami na pokładzie wcześniej lądowała w Smoleńsku, ostrzegała pilotów Tu-154 przed "pogarszającymi się warunkami pogodowymi". Czy jest nagranie tej rozmowy, nie wiadomo. Załoga jaka była przesłuchiwana.

Sierakowska: Cholerna polityka

Po informacji Seremeta i szefa MON Bogdana Klicha, który też przyszedł na posiedzenie komisji, miała się odbyć dyskusja. Ale Izabela Sierakowska (Lewica) złożyła wniosek, by zrezygnować z pytań. - Dajmy ludziom dojść do siebie po tej tragedii - mówiła, wskazując obecnych na sali oficerów Sztabu Generalnego. - Nie oczekujmy odpowiedzi na trudne pytania, nie domagajmy się dymisji ministra Klicha, nie oczekujmy tego, co jest w polityce, cholernej polityce - powiedziała. Przeciwko wnioskowi byli posłowie PiS i Ludwik Dorn (kiedyś w PiS, dzisiaj niezrzeszony), który dzień wcześniej wystąpił z żądaniem odwołania Klicha. - Ten wniosek likwiduje sens posiedzenia tej komisji, Sejm jest ciałem debatującym, niezależnie od tragedii i rożnych form natężenia jej przeżywania - mówił.

W głosowaniu 12 posłów (PO, Lewica, PSL) było za wnioskiem Sierakowskiej, a 11 (PiS i Dorn) przeciw. Nie znaczy to, że dyskusji nie będzie. Przełożono ją na połowę maja.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':