To, że "nie uszanował woli zmarłego prezydenta", równie dobrze może być potraktowane jak nieugięcie się pod politycznym szantażem.
Znacznie ważniejsze jest, jaka decyzja była lepsza dla funkcjonowania
IPN. I wydaje się, że ta o podpisaniu. Mimo argumentu Kolegium IPN, że trzeba wybrać następcę zmarłego Janusza Kurtyki według dotychczasowych zasad, bo tak będzie szybciej, a brak prezesa grozi paraliżem Instytutu.
Właśnie z tych powodów lepiej się stało, że marszałek nowelizację podpisał. I że jednocześnie skierował na szybką ścieżkę nowelizację, dzięki której jeden z zastępców tymczasowo przejmie wszystkie obowiązki prezesa IPN.
Kolegium w trybie ekstrapilnym już dwa dni po śmierci Janusza Kurtyki postanowiło rozpisać konkurs na prezesa. Prawdopodobnie naruszyło przy tym prawo, a więc konkurs byłby nieważny. Odwołało bowiem dotychczasowego przewodniczącego Kolegium, bo z decyzją o konkursie chciał czekać na umówioną rozmowę z Komorowskim. Tymczasem ustawa o IPN nie przewiduje możliwości odwołania przewodniczącego przed upływem rocznej kadencji. W podobnej sprawie wypowiedział się już
Trybunał Konstytucyjny, kiedy prezydent Lech Wałęsa odwołał z funkcji prezesa
KRRiT Marka Markiewicza. Trybunał stwierdził wtedy, że skoro ustawa nie przewiduje możliwości odwołania przewodniczącego przed upływem kadencji, to robić tego nie można. Tak więc kandydat wyłoniony w konkursie ogłoszonym tydzień temu przez nową przewodnicząca Kolegium IPN Barbarę Fedyszak-Radziejowską nie mógłby być poddany pod głosowanie Sejmu. Legalnie konkurs mógłby ogłosić prof. Andrzej Chojnowski, odwołany przewodniczący. Cała procedura zaczęłaby się na nowo. I całkiem prawdopodobne, że kandydata wybranego przez Kolegium skomponowane swojego czasu przez koalicję PiS-
Samoobrona-
LPR nie zaakceptowałby Sejm. W tych warunkach wydaje się, że sprawniej pójdzie wybór wedle nowych reguł.
Czy ustawa o IPN jest sprzeczna z konstytucją?
Nie ma co ukrywać, że bój o IPN, który marszałek zakończył właśnie swoim podpisem, toczył się o to, kto wyłoni kandydata na prezesa: nowa Rada IPN, której członków prezydent i parlamentarzyści będą wybierać spośród osób zgłoszonych przez autorytety naukowe i niepolityczną Krajową Radę Sądownictwa, czy dotychczasowe, ideowo osadzone w IV RP, Kolegium. Tymczasem wśród konstytucyjnych zarzutów, jakie do ustawy publicznie wymienia prezydencki minister Andrzej Duda, żaden nie dotyczy tej sprawy. Niech więc wybór się odbywa, a ustawę - jak słusznie zauważył marszałek Komorowski - krytycy i tak mogą przetestować w Trybunale.
Z dwóch głównych zarzutów, które kilka dni temu wymienił w odpowiedzi na moje pytania minister Duda, najważniejszy nie jest zarzutem natury konstytucyjnej, ale politycznej. Duda mówi o osłabieniu niezależności prezesa IPN przez to, że ma być powoływany zwykłą większością poselskich głosów, a nie jak dotąd większością trzech piątych. Ale IPN nie jest organem konstytucyjnym, więc zmiana trybu odwołania prezesa nie może konstytucji naruszać. Natomiast zgadzam się, że osłabia gwarancje niezależności prezesa i że być może należy to jeszcze raz przemyśleć.
Drugi najważniejszy zarzut ministra Dudy to naruszenie ochrony prywatności przez to, że dane osób trzecich w teczkach nie będą już anonimizowane. To dziwny zarzut u osoby związanej z ugrupowaniem, które chciało upublicznić wszystkie teczki tak, by każdy mógł sprawdzić swojego sąsiada czy pracownika. Ale poglądy wolno zmieniać, szczególnie w kierunku lepszej ochrony praw człowieka. Jak ten zarzut oceni Trybunał Konstytucyjny - przekonamy się, jeśli PiS zaskarży ustawę. Ale warto przypomnieć, że ustawa o IPN nie unieważnia ustawy o ochronie danych osobowych czy przepisów o ochronie dóbr osobistych i że każdy obowiązany jest szanować prawo. Zaś upublicznianie czy choćby tylko rozpowiadanie o prywatnych szczegółach, które o kimś wyczyta się w swojej teczce, może naruszać te ustawy. Tak chronione są od lat dokumenty zawarte w archiwach państwowych i nikt dotąd nie twierdził, że jest to ochrona niewystarczająca.
Decyzja marszałka Komorowskiego nikogo nie krzywdzi, wydaje się racjonalna i zapewnia IPN-owi normalne warunki funkcjonowania, przecinając konflikt, który bez niej prawdopodobnie by narastał.