http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Podwodny cmentarz kliniki Dignitas?

Jacek Pawlicki
2010-04-29, ostatnia aktualizacja 2010-04-28 16:45

Szwajcarska klinika Dignitas specjalizuje się w samobójstwach na życzenie
Szwajcarska klinika Dignitas specjalizuje się w samobójstwach na życzenie
Fot. STEFFEN SCHMIDT AP

Cała Szwajcaria zadaje sobie pytanie, czy znalezione na dnie Jeziora Zuryskiego urny zawierają prochy ludzi, którzy odebrali sobie życie w klinice eutanazyjnej Dignitas

SERWISY
- Ta liczba szokuje - powiedział burmistrz Zurychu Max Baumgartner, gdy dowiedział się, że z dna Jeziora Zuryskiego policyjni płetwonurkowie wyłowili kilkadziesiąt urn zawierających prochy. - Wygląda na to, jakby ktoś wyrzucał je tam systematycznie przez długi okres czasu. Czekamy na wyniki śledztwa i badania prochu znalezionego w urnach - tłumaczył.

Płetwonurkowie natknęli się na urny kilka dni temu przypadkiem. - Po 50 przestaliśmy liczyć - tłumaczył mediom jeden z nich Roman Ruetz.

Nie wiadomo, ani kto, ani po co wrzucał urny do jeziora, ale trop prowadzi do znanej na całym świecie kliniki eutanazyjnej Dignitas (Godność) mającej swą siedzibę w Forch, pół godziny jazdy samochodem od Zurychu. Na urnach jest bowiem logo krematorium Nordheim, z którego usług korzysta Dignitas.

Do tego podejrzanie zachowuje się właściciel Dignitas Ludwig Minelli, który odmówił wyjaśnień w sprawie urn. Media szwajcarskie podają też, że w 2008 roku dwóch pracowników kliniki wrzucało do jeziora ludzkie prochy.

Za przechowywanie większej ilości urn z ludzkimi prochami bez licencji grozi w Szwajcarii do trzech lat więzienia albo grzywna 50 tys. franków szwajcarskich. Wiadomo, że Dignitas nie ma licencji na przechowywanie prochów. Oburzone są władze kościelne.

Dignitas od kilku lat budzi emocje na całym świecie. Dla zwolenników prawa do śmierci to przystań, gdzie można umrzeć godnie i na własnych warunkach. Dla przeciwników to fabryka śmierci, która zbija fortunę na ludzkim nieszczęściu - życie odebrało sobie tu już prawie tysiąc osób z ponad stu krajów (nie było pośród nich Polaków).

Do Forch przyjeżdżają ludzie nieuleczalnie chorzy, zmęczeni trawiącą ich chorobą. Kilka dni spędzają na spacerach, potem jest ostatnia kolacja z szampanem. W końcu trafiają do pokoju, gdzie siedząc przed kamerą, wypijają truciznę. Nagranie z takiego wspomaganego samobójstwa trafia natychmiast do policyjnego lekarza - by nie było wątpliwości, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Eutanazja, czyli uśmiercanie pacjenta przez lekarza, jest bowiem w Szwajcarii nielegalna i ścigana, ale pomoc w samobójstwie - nie. Szwajcarskie prawo nie wymaga też, by samobójcy byli śmiertelnie chorzy. Wystarczy zadeklarowanie pragnienia śmierci, np. z powodu paraliżu czy depresji.

Zdecydowani na śmierć w Dignitas płacą teoretycznie tylko za przelot i wynajęcie hotelu dla rodziny. Opiekę lekarską w klinice zapewniają wolontariusze. Członkowie klubu Dignitas, którzy odprowadzają składki klubowe z myślą o przyszłej śmierci, mają zniżki - płacą po kilkaset euro, podczas gdy ludzie z zewnątrz nawet kilka tysięcy.

Dignitas powstał jako organizacja non profit. Szwajcarska prokuratura prowadzi jednak śledztwo w sprawie czerpania przez szefa kliniki Minellego korzyści z jej działalności oraz przywłaszczania rzeczy należących do klientów. W 2006 r. do prasy przeciekło zeznanie podatkowe Minellego, z którego wynikało, że rocznie zarabia 7 mln franków szwajcarskich. W 2005 r. była pracownica kliniki oskarżyła go, że nie tylko pomaga umierać dla pieniędzy, ale wbrew nazwie organizacji odziera ludzi z godności, często naciskając na pacjentów, by przyspieszyli decyzję o zażyciu trucizny.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':