Ciało odnalazło we wtorek ok. południa dwóch mężczyzn. Spacerowali zielonymi terenami między brzegiem Wisły a Wałem Miedzeszyńskim. Natychmiast zawiadomili policję. Gdy funkcjonariusze zajrzeli do torby, która leżała przy zmarłym, jeszcze szybciej wezwali swoich kolegów z Żandarmerii Wojskowej. Wiele wskazuje bowiem na to, że mężczyzna znaleziony w bajorku, nieopodal rzeki to zaginiony przed ponad rokiem szyfrant wywiadu wojskowego - chorąży Stefan Zielonka. Przy zmarłym znaleziono m.in. dokumenty na to nazwisko, wśród nich wyciągi bankowe.
Prokuratura ograniczyła się wczoraj do lakonicznej informacji potwierdzającej, że wstępnie zidentyfikowano zmarłego szyfranta. Pewność będzie jednak dopiero po badaniach DNA.
Na razie pozostają więc pytania. Czy to na pewno Stefan Zielonka czy też może ktoś do niego podobny a dokumenty tylko podrzucono? Jeśli to jednak zaginiony szyfrant, to co się z nim stało? W jaki sposób zmarł i od jak dawna leżał w błocie nad Wisłą?
Na te pytania być może odpowie sekcja zwłok.
Stefan Zielonka zaginął w 2009 r. Wyszedł z domu na Gocławiu w drugi dzień świąt wielkanocnych i do tej pory nie było po nim żadnego śladu. Francuski biuletyn "Intelligence Online" informował niedawno, że polski szyfrant "prawie na pewno" jest w Chinach. Nasze służby nie chciały jednak komentować tych informacji.
Źródło: Gazeta Wyborcza