Opozycja alarmuje, że negocjowane po cichu umowy gospodarcze dramatycznie uzależniają Ukrainę od Moskwy.
Gorąco było wczoraj przed parlamentem w Kijowie, gdzie przeciwnicy układu z Rosją starli się z milicją. Ale najgoręcej - na sali obrad. Deputowani opozycji, próbując powstrzymać głosowanie, obrzucili jajami przewodniczącego Rady Najwyższej Wołodymyra Łytwyna.
W sukurs przewodniczącemu przyszli ochroniarze, którzy osłonili go czarnymi parasolami. Poniżej, w ławach deputowanych - gdzie widoczność była ograniczona, bo ktoś rozrzucił świece dymne - doszło do mordobicia.
Opozycyjni deputowani nie wzięli udziału w głosowaniu. Na znak protestu swoje miejsca nakryli wielką flagą Ukrainy. Za ratyfikacją umowy, która zezwala rosyjskiej flocie utrzymać bazy na Krymie do 2047 r., było 236 z 450 deputowanych. Zagłosowali, mimo że ktoś próbował zakleić elektroniczne czytniki kart w ławach rządowych.
Umowę podpisali w zeszłym tygodniu prezydenci Ukrainy
Wiktor Janukowycz i Rosji
Dmitrij Miedwiediew. Równocześnie rząd Rosji zgodził się nie pobierać akcyzy na gaz sprzedawany Ukrainie. Faktycznie oznacza to obniżkę jego ceny o 100 dol. za 1000 m sześc. Przez dziesięć lat pogrążona w kryzysie gospodarczym
Ukraina ma w ten sposób zaoszczędzić 40 mld dol.
- Zrobiliśmy pierwszy krok na drodze z powrotem do Związku Radzieckiego - mówi "Gazecie" Andrij Szkil, deputowany opozycyjnego Bloku Julii Tymoszenko. - Janukowycz poddał się i leży na ziemi, choć Moskwa nie oddała ani jednego strzału. Zupełnie tak jak kiedyś, gdy na jednym z wieców trafiony jajkiem został odwieziony do szpitala...
Była premier Julia Tymoszenko, pokonana w lutowych wyborach prezydenckich przez Janukowycza, zapowiada kolejne protesty. - Wyruszam w podróż po kraju, by jednoczyć ludzi - mówiła. Wczoraj pod parlament ściągnęła jednak tylko kilka tysięcy przeciwników układu.
- Nie wierzę, że opozycji uda się coś osiągnąć. Przynajmniej do jesieni potrwa miesiąc miodowy nowej władzy - uważa Mychajło Miszczenko, wiceszef kijowskiego Centrum Razumkowa. - Ratyfikowany wczoraj układ to podtrzymanie status quo, dlatego większości Ukraińców nie szokuje. Dopiero gdyby okazało się, że Janukowycz oddaje Rosji coś, czego wcześniej nie miała, szczególnie gospodarkę, wtedy nawet jego elektorat zacznie mieć wątpliwości.
Opozycja twierdzi jednak, że wyprzedaż już się zaczęła - przedwczoraj premier
Władimir Putin zaproponował Ukrainie stworzenie konsorcjum atomowego, które zajmowałoby się produkcją i przesyłaniem energii elektrycznej.
Rosja i Ukraina mają też stworzyć wspólną firmę, która zajmie się handlem gazem na rynku ukraińskim.
Media ujawniły również projekt umowy, zgodnie z którą Ukraina zobowiązała się sprzedać Rosji kontrolny pakiet akcji zakładów lotniczych Antonowa - produkujących największe samoloty transportowe świata.
Wielu ekonomistów w Kijowie twierdzi, że ze względu na dramatyczną sytuację ukraińskiej gospodarki pewne ustępstwa wobec Rosji były nieuniknione.
Prozachodnia, nacjonalistyczna opozycja jest jednak innego zdania. - Janukowycz realizuje zamówienie stojących za nim oligarchów, którzy chcieli taniego gazu do swoich fabryk - twierdzi Andrij Szkil. - Cała ta mafia wiąże się z Rosją, bo w Rosji zawsze się kradło. W UE nie mogliby tak rozkradać majątku narodowego. Jak tylko uda nam się wymusić przyspieszone wybory do parlamentu i przejąć rząd, wypowiemy umowę o flocie i inne akty poddaństwa wobec Moskwy.