Milczy też prokurator generalny Andrzej Seremet, choć wolałby chyba coś ujawnić. Ale bez zgody prokuratora prowadzącego sprawę nie może.
Także premier nie może powiedzieć nic, na co nie zgodzi się prokurator prowadzący. Więc najpewniej o śledztwie nie dowiemy się dziś nic nowego. To pierwszy widoczny skutek rozdziału prokuratury od rządu. I pierwszy dowód na to, że stała się autentycznie niezależna. Choć ten akurat przejaw niezależności niezbyt się nam podoba.
Jeszcze niedawno premier mógłby wezwać prokuratora generalnego ministra sprawiedliwości na dywanik, zażądać wyjaśnień, wyrazić wolę co do tego, jak prace prokuratury powinny być prezentowane opinii publicznej. Teraz ustawa o prokuraturze zakazuje premierowi żądania od prokuratora generalnego wyjaśnień dotyczących konkretnej sprawy.
Prokuratorzy mówić nic nie chcą, zasłaniając się dobrem śledztwa. Nie widać jednak, jakie dobro śledztwa miałoby stać np. za nieujawnieniem rozmów pilotów z czarnej skrzynki. Tak sytuację wydaje się też oceniać prokurator generalny Andrzej Seremet. Już dwa dni po katastrofie powiedział, że jego zdaniem te nagrania powinny być bez zbędnej zwłoki ujawnione. Jak na sędziego (był nim przez 20 lat) przystało, uznał, że zasadą powinna być jawność. Chyba że mogłaby zagrozić dobru postępowania lub godzić w prywatność ofiar czy świadków.
Prokuratorzy zaś postępują tradycyjnie - im mniej jawności, tym lepiej. A to oni rządzą śledztwem. I wygląda na to, że Seremet to szanuje. Że nie sprzeniewierza się temu, co deklarował, zabiegając o fotel prokuratora generalnego - najważniejsze jest zagwarantowanie prokuratorom autentycznej niezależności.
Jak wciela to w życie, widać było na ostatniej konferencji prasowej, gdzie oddał pole prokuratorom prowadzącym sprawę, a oni powiedzieli, że... nic nie powiedzą.
Seremet jest w sytuacji trudnej psychologicznie. Prokuratorem jest od miesiąca, a prokuratorzy wojskowi prowadzący śledztwo - od co najmniej kilkunastu lat. On nie ma pojęcia o katastrofach lotniczych, oni się w ich badaniu specjalizują. Jeśli więc jest człowiekiem o niezbędnym zasobie pokory, to musi się poważnie liczyć z ich zdaniem.
Takich dylematów nie miał np.
Zbigniew Ziobro jako minister sprawiedliwości prokurator generalny. Ręczne sterowanie prokuraturą uważał za swoją powinność. Gdyby teraz prokuratorem generalnym był Ziobro, całkiem prawdopodobne, że urządziłby kolejną multimedialną konferencję, na której przedstawiłby wybraną hipotezę i zilustrował ją symulacjami komputerowymi. Byłoby to bardzo sugestywne, ale nie mielibyśmy żadnej pewności, że oddaje rzeczywisty stan wiedzy prokuratury, a nie wolę władzy.
Teraz mamy milczenie, ale przynajmniej milczenie niezależne.