- Potwierdziliśmy użyteczność Trójkąta Weimarskiego - mówił szef polskiej dyplomacji
Radosław Sikorski po wczorajszym spotkaniu z Guido Westerwellem i Bernardem Kouchnerem.
Rozmowy dotyczyły głównie tworzenia unijnej polityki bezpieczeństwa. Ta dziedzina ma być główną specjalnością polskiej prezydencji w UE w 2011 r. Padły nawet pierwsze konkretne propozycje - politycy ustalili, że za trzy lata powstanie Weimarska Grupa Bojowa, jedna z formacji wojskowych UE, którą będzie można przerzucić w dowolny rejon świata odległy nie więcej niż 6 tys. km od Brukseli.
- Nasze trzy kraje stanowią siłę napędową polityki europejskiej - mówił po spotkaniu szef niemieckiego
MSZ. Spotkanie w Bonn to kolejna próba reaktywowania założonego w 1990 r. Trójkąta Weimarskiego. Dwa miesiące temu w Warszawie spotkali się już ministrowie ds. europejskich.
Rozmowa z Corneliusem Ochmannem analitykiem Fundacji Bertelsmanna Bartosz T. Wieliński: Wczoraj rano przed spotkaniem szefów dyplomacji Trójkąta agencja DPA nadała nieprawdziwą depeszę, że Trójkąt się rozwiązał. Cornelius Ochmann: Problem w tym, że Trójkąt to fasada, za którą nie kryje się konkretna wspólna polityka. Mamy na nią pomysły, ale nasze MSZ-y nie są nimi zainteresowane. Tam się teraz główkuje, jak poupychać swoich ludzi w powstającej unijnej dyplomacji, jak wywalczyć jeszcze jednego dyrektora w Brukseli. Do tego jeszcze bankrutuje
Grecja.
Minie sporo czasu, zanim nasz czy wasz MSZ będzie miał czas i ochotę, by zająć się Trójkątem Weimarskim.
Wczoraj w Bonn zapadły jednak konkretne ustalenia. Będzie grupa bojowa, współpraca nad tworzeniem polityki bezpieczeństwa... - ...uwierzę, jak zobaczę. Przecież Westerwelle praktycznie nie zajmuje się teraz polityką zagraniczną, tylko polityką wewnętrzną i sporami w koalicji CDU-FDP. Francuz Kouchner walczy o pozycję z ministrem ds. europejskich Pierre'em Lellouchem. Sikorski jeszcze niedawno prowadził kampanię wyborczą. W takiej sytuacji szczytne idee schodzą na drugi plan.
Może rację mieli więc sceptycy, którzy od lat twierdzą, że Trójkąt służy tylko temu, by Niemcy i Francja mogły udawać, że współpracują z Polską, a Polska mieć wrażenie, że dopuszczono ją do grona decydujących w UE. - Nie zgadzam się. Trójkąt Weimarski to pomysł na nowy silnik dla rozszerzonej Europy, bo motor niemiecko-francuski nie jest już w stanie jej napędzać. I ciągle ma sens, bo Polska to największy kraj nowej Europy, który rośnie w siłę. Dlatego Warszawa powinna mieć duży wpływ na przyszłość UE.
Niemcy i Francja zacieśniają współpracę. Niedawno przyjęły Agendę 2020 - program 80 wspólnych przedsięwzięć gospodarczych i naukowych. - Agenda w takiej formie to nieporozumienie. Aż się prosiło, by wciągnąć do programu Polskę. Ale jeśli program współpracy międzynarodowej układają naprędce urzędnicy, nie pytając ekspertów o zdanie, to takie są efekty. Właśnie dlatego Agenda 2020 zebrała zresztą po obydwu stronach Renu kiepskie recenzje. Potrzebny jest nowy plan, który obejmowałby wszystkie kraje Trójkąta.
Jednak nawet najbardziej ambitne plany mogą Trójkąta nie ożywić... - ...bo Trójkąt nie jest żywą instytucją, tylko od czasu do czasu wyciąga się go i chowa do szafy. Przed spotkaniem w Bonn jako grupa ekspertów zaproponowaliśmy, by w każdym z trzech krajów wprowadzić pełnomocnika ds. Trójkąta, stworzyć specjalny fundusz weimarski, uruchomić trójstronną wymianę młodzieży.
Gdyby Trójkątowi nadać sztywną strukturę, politycy musieliby się z nim liczyć. Ale znowu wszystko rozbiło się o brak zainteresowania. Nasz raport miał być prezentowany w Bonn, ale skreślono to z programu.