Przygotowania do wprowadzenia nakazu są jednym z priorytetów Hiszpanów, którzy w tym półroczu przewodniczą Unii Europejskiej. Chcieliby oni, aby sądowy zakaz zbliżania się na określoną odległość do kobiet przez ich partnerów, którzy je bili lub grozili użyciem przemocy, obowiązywał na terenie całej Unii.
- Tylko w Hiszpanii mieszka obecnie m.in. około ośmiu tysięcy Rumunek, które mają hiszpańskie nakazy ochrony. To oczywiste, że powinny je chronić także wtedy, gdy wrócą do domu - mówił hiszpański minister sprawiedliwości Francisco Caamańo.
Pomysł wstępnie poparło już piętnaście krajów UE, w tym Polska, ale m.in. Austriacy i
Niemcy mają zastrzeżenia co do możliwości pogodzenia europejskiego nakazu z ich prawem krajowym.
Hiszpania, której lewicowy rząd uczynił walkę z przemocą domową jednym z priorytetów, dopuszcza nałożenie zakazu zbliżania się również prewencyjnie - po samych pogróżkach, a nie wyroku sądowym za bicie. Rozciągnięcie takiego zakazu na kobiety wyjeżdżające np. do Austrii mogłoby zostać obalone przez austriackie sądy.
- Dlatego wśród krajów UE nie ma na razie na to zgody. Nie możemy obiecywać ofiarom przemocy ochrony, którą będą potem uchylać sądy niektórych krajów członkowskich. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane - tłumaczyła komisarz UE ds. sprawiedliwości Viviane Reding.
Problemy z europejskim nakazem ochrony to kolejny przykład, jak trudna jest w Unii Europejskiej jakakolwiek harmonizacja przepisów związanych z rodziną (każdy kraj UE ma w tej dziedzinie pełną niezależność). Kraje UE nie zgodziły się ostatnio na wspólny projekt przepisów dotyczących rozwodów międzynarodowych i dlatego kilkanaście państw postanowiło ustalić go w węższym gronie (bez Polski). Do tych przepisów na pewno nie może przyłączyć się
Malta, gdzie prawo nie przewiduje rozwodów.