http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kampania już trwa (w gazetach)

Dominika Wielowieyska
2010-04-26, ostatnia aktualizacja 2010-04-26 10:35

Bronisław Komorowski w "Newsweeku", Grzegorz Napieralski w "Polska the Times". W tej samej gazecie o starcie Jarosława Kaczyńskiego. W prasie kampania wyborcza już trwa

Dominika Wielowieyska
Fot. Sławomir Kamiński / AG
Dominika Wielowieyska
ZOBACZ TAKŻE
Przed pełniącym obowiązki prezydenta marszałkiem Bronisławem Komorowskim kilka trudnych decyzji. Chodzi m.in. o ustawę o Instytucie Pamięci Narodowej, która zmienia zasady wyłaniania władz IPN. Z obawy przed podpisaniem ustawy obecne władze Instytutu rozpoczęły procedurę wyłaniania następcy Janusza Kurtyki. Ze strony PiS płyną zachęty, by Komorowski ustawę wysłał do Trybunału Konstytucyjnego, bo tak chciał zrobić tragicznie zmarły Lech Kaczyński. A poza tym taka decyzja pozwoliłaby marszałkowi odsunąć finał sprawy w czasie.

Na te apele Bronisław Komorowski odpowiedział w "Newsweeku": "Trybunał nie jest po to, by go zarzucać sprawami trudnymi politycznie. Tylko po to, aby rozstrzygać wątpliwości konstytucyjne. Jeśli ktoś traktuje serio państwo polskie, nie powinien traktować Trybunału jako przechowalni pomysłów"

To bardzo ważne słowa. Marszałek ma tu absolutną rację. Kluczem do sprawy nie jest to, czy ustawa będzie podpisana czy nie. Bo weto w Sejmie można odrzucić. Można w przyszłości zmienić ustawę o IPN, można odrzucić w Sejmie kandydaturę zgłoszoną przez obecne władze IPN. I tak Platforma będzie tu odgrywać najważniejszą rolę. Najważniejsze, aby PO wybierając władze nowego Instytutu, zrobiła to we współpracy z opozycją. To jest prawdziwy test, a nie to czy marszałek ustawę podpisze czy wyśle do Trybunału.

W rękach marszałka jest los Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, bo prawdopodobnie jej sprawozdanie odrzuciłby Sejm i Senat. A jeśli zrobi to także prezydent, to Rada przestaje istnieć.

Komorowski uchyla się od pytania o los KRRiT. Chce najpierw przeczytać sprawozdanie Rady. Ale w wywiadzie dla "Gazety" wypowiada znaczącą opinię. "Dzisiaj powinni się bać ci, którzy chcą używać mediów publicznych na rzecz jednego środowiska politycznego." To oczywiste ostrzeżenie dla TVP, której Program I promuje wyłącznie PiS i jego wizję Polski.

Marszałek dodaje jednak w "Newsweeku" : "Generalnie uważam, że im więcej spraw będzie rozstrzygnięte przez wybranego prezydenta, tym lepiej."

Tam też odpowiada na zarzuty, że w jego przemówieniach było zbyt mało empatii.

"Gdybym występował w roli kandydata, to pewnie pozwoliłbym sobie na uruchamianie wewnętrznych mechanizmów wzruszeń. Przecież ja w tej katastrofie także straciłem przyjaciół. Ktoś jednak musi organizować żałobę, by inni mogli łatwiej ją przeżywać. Świadomie nie folgowałem własnym emocjom, tylko koncentrowałem się na tym, co jest do zrobienia. Uważałem i uważam nadal, że w obliczu tak wielkiego dramatu żadnych ról nie należy odgrywać, bo to zawsze trąci teatrem, a niekoniecznie oznacza głębokie współczucie."

"Polska the Times" informuje, że kandydatem PiS na prezydenta będzie Jarosław Kaczyński, a szefem jego sztabu zostanie Joanna Kluzik-Rostkowska. To mogłoby oznaczać, że PiS chce pokazać swoją spokojną twarz. Rostkowska jest powszechnie lubiana w Sejmie. Taki personalny wybór świadczyłby o tym, że Kaczyński naprawdę chce kampanii spokojnej.

W tej samej gazecie wywiad z kandydatem SLD na prezydenta Grzegorzem Napieralskim, który mówi o swoim wyborczym credo: "Wskutek koalicji ustrojowej PO i PiS IV RP trzyma się świetnie. Nikt nie rozwiązał CBA. IPN ma się doskonale. Biskupi mieszają się do polityki, a często ją rozgrywają. Rozdział Kościoła od państwa jest fikcją. Nie ma refundacji In vitro, a prawo aborcyjne jest u nas najsurowsze w Europie". Mówi także o dobrych stosunkach z Rosją i dość enigmatycznie o inicjowaniu zmian w służbie zdrowia. Wcześniej zdawkowo wspomina o bezrobociu. Z wypowiedzi Napieralskiego wynika jedno: woli koncentrować się na walce z IV RP, niż podjąć tematy społeczne i gospodarcze, ważne dla lewicy. Pytanie: czy w Polsce jest już tak dobrze, że lewica nie musi się tym zajmować, czy może Napieralski nie ma zupełnie pomysłu, jak o tych sprawach rozmawiać z wyborcami.

Robert Mazurek w "Rzeczpospolitej" oburza się na "Gazetę Wyborczą" za przypomnienie incydentu w Gruzji, kiedy to pilot nie wykonał rozkazu prezydenta, domagającego się lądowania w Tbilisi. Incydent gruziński telewizje przypomniały już dwa-trzy dni po katastrofie. "Gazeta" przywołała szczegóły tego wydarzenia, gdy czas żałoby minął. Tekst w sobotnio-niedzielnej GW sprowadzał się głównie do przypomnienia podstawowych faktów i cytowania dokumentów i bohaterów tego wydarzenia. Mazurek uważa, że wniosek z artykułu jest jeden: za katastrofę odpowiada prezydent. Ja wyciągam inny wniosek. Olbrzymim błędem było zaszczucie pilota, który w sprawie lądowania w Tbilisi podjął decyzję zgodnie ze swoją wiedzą i przekonaniem. Nie wolno niszczyć ludzi tylko dlatego, że chcieli zadbać o bezpieczeństwo kilku wysokich urzędników, znajdujących się pokładzie samolotu. Jest to istotna przestroga dla polityków.

Nie zmienia to postaci rzeczy, że w Polsce już mnożą się spiskowe teorie na temat katastrofy, a prokuratura nie potrafi temu zapobiec. Bogdan Wróblewski w "Gazecie Wyborczej" apeluje do prokuratora generalnego Andrzeja Szeremeta o ujawnienie choćby części materiałów z śledztwa: "Upublicznienie zapisów tylko z rejestratora rozmów w kokpicie, co Pan zapowiedział, przesądza o jednej kwestii - czy w ostatnich minutach lotu pilot podjął decyzję o podejściu do lądowania sam. Spekulacje na ten temat trzeba przerwać"

Wróblewski słusznie domaga się informacji na temat współpracy polskich i rosyjskich instytucji, badających katastrofę. "Te informacje dobru śledztwa nie zaszkodzą. A szum wokół nich rośnie" - dodaje.

Patrząc na zmagania Seremeta przychodzi mi do głowy jeszcze jedna myśl. Jakie to szczęście, że instytucja prokuratora generalnego została oddzielona od funkcji ministra sprawiedliwości. Prokurator generalny został wybrany przez Lecha Kaczyńskiego spośród dwóch kandydatów wskazanych przez Krajową Radę Sądownictwa. Dzięki temu dziś unikniemy oskarżeń, że prokuratura działa na zlecenia PO i dlatego zachowuje się jak zachowuje. Seremet jest od rządu niezależny. Nie ma awersji do środowiska PiS, bo powołał na swoich zastępców ludzi wcześniej związanych ze Zbigniewem Ziobrą.

I mamy o jedno pole konfliktu mniej.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    47 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':