PiS działa tak, jakby
Jarosław Kaczyński już zdecydował, że kandyduje. - Nic dziwnego, że zbieramy podpisy, przecież w parę godzin nie da się tego zrobić - mówił wczoraj "Gazecie" poseł PiS.
- Od pewnego czasu nie mówimy już, że decyzji nie ma, tylko że czekamy, by ją ogłosić - dodaje inny polityk tej partii.
Dziś o 16.15 upływa termin rejestracji kandydatów na prezydenta w Państwowej Komisji Wyborczej, a PiS decyzję Jarosława Kaczyńskiego upubliczni po pogrzebie zmarłej w katastrofie pod Smoleńskiem wiceprezes partii Aleksandry Natalli-Świat, który odbędzie się w południe we Wrocławiu. Do PKW trzeba przynieść tysiąc podpisów i pisemną zgodę kandydata.
Wątpliwości nie ma - Jarosław Kaczyński powie "tak". Szef PiS stracił w katastrofie brata i bratową, wielu przyjaciół, opiekuje się ciężko chorą matką, ale nasi rozmówcy powtarzają, że prezes jest twardy, a polityka, bardziej niż kiedykolwiek, jest dla niego motywacją do działania. - Osobiście prezes przeżył to strasznie ciężko, bardzo schudł, ale w sferze polityki się trzyma - ocenia poseł PiS.
W kilku publicznych wystąpieniach po tragedii Jarosław Kaczyński mówił - na pogrzebach przyjaciół - o tym, że należy kontynuować ich dzieło, że trzeba dać świadectwo. I że rządy PiS były za krótkie.
Za startem prezesa PiS przemawiają też względy czysto pragmatyczne. Politycy PiS zamawiają sondaże i obserwują badania publikowane w mediach. Jasno z nich wynika, że tylko Kaczyński ma szansę nawiązać walkę z kandydatem PO Bronisławem Komorowskim.
- Plan minimum to 25 proc. w pierwszej i 35 proc. w drugiej turze. Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy faworytem, ale przy dobrej kampanii i błędach Komorowskiego mamy szansę wygrać - przewiduje ważny polityk PiS. Jego zdaniem kampania w pierwszych tygodniach będzie wyciszona. - Inna niż ta, której spodziewają się konkurenci. Nawet nazwisko szefa sztabu wyraźnie wskaże, że nie będzie to kampania agresywna - mówi nasz rozmówca.
Z nieoficjalnych informacji wynika, że to stanowisko może objąć
Joanna Kluzik-Rostkowska. Sama Kluzik-Rostkowska nie potwierdza i nie zaprzecza.
Gdyby została szefem sztabu, byłby to gest w stronę wyborców centrowych - jej poglądy np. na metodę in vitro sytuowałyby ją w liberalnym skrzydle Platformy. Gdy była wiceministrem pracy w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, toczyła boje w sprawach obyczajowych z wicepremierem Romanem Giertychem z
LPR.
Nasz rozmówca z PiS zapewnia, że PiS nie zrezygnuje z billboardów i spotów telewizyjnych. Dodaje, że kampania będzie niemal trzy razy tańsza niż parlamentarna w 2007 r. Limit wydatków na kampanię to ok. 15 mln zł.
Jak informuje "Wprost", w PiS narasta sprzeciw wobec kandydatury posła Marka Kuchcińskiego na szefa klubu. Według jego oponentów w przeszłości był odpowiedzialny za chaos w klubie i surowe egzekwowanie zakazów medialnych. Możliwe jest jednak, że Kuchciński zostanie wskazany jako wicemarszałek Sejmu na miejsce Krzysztofa Putry, a na stanowisko szefa klubu kandydowaliby Adam Lipiński lub Joanna Kluzik-Rostkowska.