Napieralski obawia się, że kampania choć krótka, to będzie brutalna, pełna haków i teczek. - Chciałbym tego uniknąć, wolę rozmawiać o problemach ludzi zamiast o problemach partii - twierdził.
Przekonywał też, że ludzie potrzebują zmiany, a on może ją zapewnić. Wyjaśniał, że to możliwe, gdyż jest przedstawicielem nowego pokolenia w polskiej polityce. - Politycy prawicy do tej pory tylko się kłócą - powiedział.
Pytany o swoje wyborcze szanse był pełen optymizmu. Jego zdaniem
SLD może sprawić niespodziankę, a w samej partii nastroje są dobre. Zaręczał, że partia się konsoliduje, bardzo sprawnie idzie zbieranie podpisów pod jego kandydaturą i cieszy się poparciem kolegów.
Nie chciał rozmawiać o tym, co się stanie z jego przywództwem w partii, jeśli wybory jednak przegra. - Na razie walczymy o wygraną i w to wierzę. Chcę jednak wziąć na siebie odpowiedzialność za wynik - dodał.
Napieralski złożył kwiaty na grobie Barbary Blidy. W niedzielę minęły trzy lata od jej śmierci. Była posłanka SLD popełniła samobójstwo podczas próby jej zatrzymania przez
ABW. Okoliczności jej śmierci wyjaśnia sejmowa komisja śledcza.
Przy grobie na cmentarzu w Siemianowicach Śląskich spotkali się wczoraj jej krewni i przyjaciele. Przyjechało też grupa działaczy SLD. - Nie spoczniemy, dopóki nie wyjaśnimy tego zdarzenia. To dla nas sprawa honoru, ale myślę, że to też ważne dla wszystkich, ponieważ musimy się czuć w państwie bezpiecznie, a nie obawiać się, że system nam zagrozi - mówił Napieralski.
Do Państwowej Komisji Wyborczej w niedzielę wpłynęły zawiadomienia od komitetów wyborczych czterech kolejnych kandydatów na prezydenta - Bronisława Komorowskiego, Janusza Korwin-Mikkego, Bogdana Szpryngiela i Bogusława Ziętka. W sumie dotychczas do PKW zgłosiło się osiem komitetów. W sobotę zgłosiły się komitety Andrzeja Leppera i Marka Jurka; wcześniej w piątek - Waldemara Pawlaka i Kornela Morawieckiego. Komitety mają czas na zgłaszanie kandydatów do dziś.