http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prezydent kazał lądować w Tbilisi

Wojciech Czuchnowski, Renata Grochal
2010-04-25, ostatnia aktualizacja 2010-04-25 21:06

Manipulacja "Wiadomości" TVP. Telewizja publiczna fałszywie przedstawiła widzom nasz sobotni artykuł o konflikcie Lecha Kaczyńskiego z pilotem w sierpniu 2008 r.

Renata Grochal
fot.
Renata Grochal
Wojciech Czuchnowski
fot.
Wojciech Czuchnowski
W tekście "Incydent gruziński" opisaliśmy akta umorzonego postępowania prokuratury wojskowej, która jesienią 2008 r. sprawdzała - po doniesieniu posła PiS Karola Karskiego - czy pilot Tu-154 kpt. Grzegorz Pietruczuk popełnił przestępstwo, nie wykonując rozkazu prezydenta.

Chodziło o zdarzenie z 12 sierpnia 2008 r., gdy Lech Kaczyński z przywódcami Litwy, Łotwy, Estonii i Ukrainy wyruszył z pomocą dyplomatyczną do Gruzji zagrożonej konfliktem zbrojnym z Rosją. Samolot miał lądować w Azerbejdżanie, skąd samochodami opancerzonymi delegacja miała przejechać do stolicy Gruzji Tbilisi.

Jednak na lotnisku w Symferopolu na Krymie prezydent postanowił zmienić plan, domagając się lotu wprost do Tbilisi. Pilot odmówił, mimo że rozkaz prezydenta potwierdził na piśmie zastępca szefa Sił Powietrznych (a dokładniej - rozkazał, by z Gandży w Azerbejdżanie lecieć do Tbilisi).

Kpt. Pietruczuk stanął na stanowisku, że niezapowiedziany lot nad strefę działań wojennych jest zbyt niebezpieczny. Na pokładzie miał nie tylko polską głowę państwa, ale także czterech innych szefów państw i rządów.

Prokuratura przyznała rację pilotowi. Odmówiła wszczęcia śledztwa, potwierdzając, że zagrożenie było zbyt poważne, i przypominając, że według prawa na pokładzie samolotu decydujący głos ma jego dowódca.

Konflikt na lotnisku w Symferopolu był dramatyczny. Jednym z jego świadków był kpt. Arkadiusz Protasiuk, wtedy drugi pilot. 10 kwietnia 2010 r. to on dowodził lotem prezydenckiego tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem.

Jak kłamią "Wiadomości"

Faktowi, że prezydent Kaczyński nakazał dowódcy Tu-154 lot do Tbilisi, zaprzeczył przed kamerą europoseł PiS Adam Bielan, który był wówczas na pokładzie: - Żadnych rozkazów ze strony pana prezydenta nie było.

Wtórował mu dziennikarz Michał Karnowski, też uczestnik tamtego lotu: - Nie mogło być i nie było sytuacji, żeby prezydent Lech Kaczyński lub ktokolwiek z tej ekipy szedł do pilotów i narażał na niebezpieczeństwo samolot.

Skala manipulacji dokonanych przez "Wiadomości" budzi zdumienie.

Dowodów na to, że 12 sierpnia 2008 r. Lech Kaczyński wydał załodze Tu-154 polecenie lotu do Tbilisi, przytoczyliśmy w tekście sześć. Dwa pochodzą od posłów PiS, którzy żądali ukarania pilota za niewykonanie rozkazu prezydenta RP jako zwierzchnika Sił Zbrojnych.

("Pilot ten nie wykonał polecenia Zwierzchnika Sił Zbrojnych Prezydenta RP" (z doniesienia posła PiS Karola Karskiego do prokuratury, 25 sierpnia 2008 r.).

("Czy pilot ma prawo odmówić wykonania rozkazu zwierzchnika Sił Zbrojnych RP?" (z zapytania przewodniczącego klubu PiS Przemysława Gosiewskiego; 25 września 2008 r.).

("W pewnym momencie do kabiny pilotów przyszedł Pan Prezydent Lech Kaczyński i zapytał członków załogi, kto jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, a po otrzymaniu odpowiedzi wydał polecenie lotu do Gruzji i lądowania w Tbilisi, po czym wyszedł" (z uzasadnienia decyzji o odmowie wszczęcia śledztwa z doniesienia posła Karskiego, podpisanego przez ppłk. Kazimierza Haładaja, zastępcę wojskowego prokuratora garnizonowego we Wrocławiu delegowanego do Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, sygn. Po. Śl. - 97/08).

(„Na pytanie: »Kto jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych? «, pilot odpowiedział: „Pan, panie prezydencie «. Prezydent wydał polecenie i wyszedł” (z rozpytania prokuratorskiego dowódcy samolotu Tu-154 kpt. Grzegorza Pietruczuka; 5 września 2008 r.; akta postępowania Po. Śl. - 97/08).

("Po wyjściu prezydenta Lecha Kaczyńskiego do kabiny przyszedł minister Władysław Stasiak, który jednak nie wymuszał na załodze konkretnych działań. Stwierdził tylko, że należy wszystko dokładnie rozważyć i dopiero podjąć decyzję" (z rozpytania prokuratorskiego drugiego pilota samolotu Tu-154 kpt. Arkadiusza Protasiuka; 12 września 2008 r., akta postępowania Po. Śl. - 97/08).

("Odbyła się rozmowa kpt. pil. Grzegorza Pietruczuka z osobami towarzyszącymi prezydentowi RP, jak i z nim osobiście" (z odpowiedzi szefa MON Bogdana Klicha na pytanie posła Gosiewskiego; 28 października 2008 r.).



"Wiadomości" TVP nie przytoczyły żadnego z tych dokumentów, mimo że część jest dostępna na stronie sejmowej.

Nie wspomniały o towarzyszącym artykułowi wywiadzie z byłym dowódcą 36. Pułku Lotniczego płk. Tomaszem Pietrzakiem, który potwierdza, że prezydent osobiście naciskał na zmianę planu lotu.

"Wiadomości" zaplątały się we własne kłamstwa. Ustami Karnowskiego zaprzeczyły, by do konfliktu z pilotem doszło w powietrzu. Ale przecież "Gazeta" wyraźnie napisała, że rozegrał się na lotnisku w Symferopolu.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 152 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    177 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':