Wczoraj Eugeniusz Ziaja po raz kolejny trafił na pogotowie. Podejrzenie zawału. 54-latek nie może siedzieć w jednej pozycji dłużej niż kwadrans. Żyje z renty, którą dostał z
ZUS po pierwszym zawale. Wcześniej był kierowcą ciężarówki. 11 lat temu wykupił polisę na życie w firmie ubezpieczeniowej Amplico. 50 tys. zł odszkodowania ma dostać po jego śmierci córka. Ziaja płaci 706 zł na kwartał. - Dużo, ale to po to, żeby córka miała po mnie jakieś pieniądze - tłumaczy.
Ziaja rok temu chciał zrezygnować z polisy. Nie stać go było na składki. Renty ma 1 tys. zł miesięcznie. Agentka Amplico powiedziała mu, że wcale nie musi rezygnować. Wystarczy skorzystać z opcji "Gwarancja opłacania składek", którą wykupił wraz z polisą.
Amplico obiecało w niej, że jeśli nie będzie mógł pracować, samo będzie za niego płacić składki, aż skończy 60 lat. - Nawet nie wiedziałem, że coś takiego mam, a okazało się, że płaciłem na to co kwartał 63 zł - mówi Ziaja. Napisał więc do Amplico, żeby wzięło na siebie opłacanie składek.
Towarzystwo ubezpieczeniowe wpierw wysłało go na badania do swojego konsultanta w Sosnowcu. "Oceniam pacjenta jako niezdolnego do pracy z niemożliwością prognozowania wyleczenia w przyszłości" - uznał lekarz.
Wtedy Amplico poprosiło o opinię drugiego konsultanta, tym razem z Katowic. - A on uznał, że nie miałem żadnego zawału, sam sobie wymyśliłem swoje choroby i mogę iść do pracy - denerwuje się Ziaja. Efekt? Ma sam opłacać swoje składki. Jeśli tego nie będzie robił, wszystkie płacone dotychczas przepadną, córka nie dostanie z Amplico nic.
- Przecież nie chciałem od nich odszkodowania. Polisę trzymam dla córki. O te składki wystąpiłem tylko dlatego, że tak mi doradziła agentka Amplico - denerwuje się Ziaja, choć lekarz ostrzega go, że denerwować się nie może.
W obronie Ziai stanął Rzecznik Ubezpieczonych. "Biorąc pod uwagę zakres schorzeń Ubezpieczonego, jego wiek oraz stosowne do warunków możliwości świadczenia pracy, rozważenie możliwości spełnienia świadczenia w proponowanej formie wydaje się zasadne" - napisała Magdalena Kudlak, naczelnik wydziału skarg i interwencji RU. Rzecznik zgodnie z prawem może tylko prosić o zmianę decyzji, jeśli ubezpieczyciel odmówi, ma związane ręce.
Amplico zostało przy swoim: uważa, że Ziaja jest zdolny do pracy.
"Sam fakt pozostawania na rencie czy orzeczenie częściowego inwalidztwa, nawet jeśli pozostaje trwałe, nie wystarcza, by towarzystwo przejęło opłacanie składek" - napisała w oświadczeniu przesłanym do "Gazety" Iwona Ochocka, dyrektor departamentu obsługi klienta Amplico. Dodała, że jest jej "niezmiernie przykro z powodu problemów zdrowotnych klienta".
Ziaja może teraz co najwyżej iść do sądu. Na to nie ma siły. - Teraz wiem, że gdy podpisywałem umowę z Amplico, byłem niepełnosprawny. Umysłowo - kończy.
Marcin Bojanowski