"Dlaczego rząd nie przejmuje śledztwa?" - pyta wczoraj "Nasz Dziennik". Powołuje się na Rodziny Katyńskie i posłów PiS, by zażądać międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy. Nieufność do prokuratur rosyjskiej i polskiej płynie z anten TV Trwam o. Rydzyka i "Wiadomości"
TVP.
Oliwy do ognia dolały dwie ostatnie konferencje prokuratorów wojskowych. Odmawiali oni odpowiedzi na pytania. Nie komentowali hipotez. Ujawnienie zapisów rozmów pilotów odsunęli w nieokreśloną przyszłość - wbrew wcześniejszym deklaracjom prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta.
- Premier Tusk nie może ingerować w śledztwo - to odpowiedź ministrów kancelarii premiera na podejrzenia. Wczoraj rząd ocenił działania po katastrofie i zrelacjonował je dziennikarzom.
Ingerencja w śledztwo wykluczona Przyczyny katastrofy wyjaśniają niezależnie od siebie prokuratura rosyjska i rosyjski
Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MKL), a po polskiej stronie: Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie i komisja badania wypadków lotniczych
MON.
Tak musi być, bo katastrofa nastąpiła na terytorium Rosji. Nie jest możliwe - tłumaczy Krzysztof Karsznicki z Prokuratury Generalnej - by Polacy sami badali tę sprawę.
- Nie twórzmy klimatu napięcia - apelował wczoraj szef doradców premiera Michał Boni.
- Każda ingerencja rządu w proces badania przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem byłaby bardzo źle odebrana - mówił rzecznik rządu Paweł Graś. Polska komisja podlega szefowi MON Bogdanowi Klichowi - tłumaczył - a nadzór nad rosyjską (z udziałem polskich ekspertów) ma Tatiana Anodina, szefowa MKL. Ma z nią rozmawiać min. Klich podczas zapowiadanej wizyty w Moskwie.
Donald Tusk kieruje zespołem międzyresortowym (ministrowie obrony, sprawiedliwości i spraw zagranicznych) koordynującym wszystkie działania - od wyjaśnienia przyczyn katastrofy, po pomoc rodzinom ofiar.
Prokuratura: Za wcześnie na pewniki Graś powtórzył wczoraj, że "tak szybko, jak to możliwe" zostaną ujawnione zapisy czarnych skrzynek, zwłaszcza rozmowy w kabinie pilotów - ale "będzie to decyzja prokuratury". - Kluczem jest to, by pojawiła się nie szczątkowa informacja, ale pełna analiza i pełny zapis tego, co stało się na pokładzie w ostatnich kilkunastu czy kilkudziesięciu minutach lotu - mówił Graś językiem podobnym jak dzień wcześniej prokuratorzy.
Wczoraj
telewizja rosyjska pokazała odczytywanie czarnych skrzynek przez ekspertów w rosyjskim laboratorium, ale dziennikarzom nie pozwolono nagrać głosów z rejestratora rozmów.
Po dwóch tygodniach od 10 kwietnia jest coraz mniej pewnych informacji, a coraz więcej pytań. Piątkowy "Dziennik Gazeta Prawna" wylicza inną od oficjalnej godzinę katastrofy. Przesuwa ją z 8.56 na wcześniejszą o kilka, kilkanaście minut. Rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa skomentował w TOK FM, że "za wcześnie na razie przywiązywać się do jakiejś konkretnej godziny" (sic!). I każe czekać do "oficjalnego raportu".
Rząd dla rodzin ofiar Wcześniej rodzinom ofiar katastrofy przyznano jednorazową pomoc po 40 tys. zł (93 rodziny już pieniądze odebrały). Wczoraj premier podpisał wnioski o renty specjalne dla 71 dzieci do 25. roku życia (2 tys. zł brutto). Dla kolejnych trojga wiek nie będzie ograniczeniem (są niepełnosprawne).
Osobno renty specjalne dostały wdowy z trojgiem i więcej dzieci oraz dziewięcioro niepracujących małżonków. - Przyznano też renty specjalne dla starszych i niepełnosprawnych rodziców jednej z ofiar, którymi się opiekowała - mówił min. Boni.
Przed rządem stoi poważniejsze wyzwanie. Boni ujawnił, że kancelaria premiera przygotowuje się do ewentualnych pozwów o odszkodowanie od rodzin ofiar (żaden jeszcze nie wpłynął). Rodziny pasażerów mogą ich dochodzić na podstawie kodeksu cywilnego. Według naszych źródeł roszczenia takie mogą sięgnąć 100 mln zł. Dowiadujemy się, że rząd chce załatwić tę sprawę delikatnie i ugodowo.